Jak objąć stery własnego życia?

Zastanawiacie się pewnie, kiedy powiedzieć „dość”, zabrać manatki ze swojego dotychczasowego życia i po prostu odejść? Przecież denerwuje mnie wszystko i wszyscy wokoło. Czy ja naprawdę jestem szczęśliwa w moim związku, pracy, miejscu w którym żyje? Uważajcie – kiedy takie pytania przychodzą wam do głowy to jedno jest pewne – odpowiedź. Nie, nie jesteście szczęśliwi. Zawsze, kiedy pojawiają się wątpliwości oznacza to, że dzieje się coś złego. Kwestią jest, czy dotrze to do was od razu czy później, czasami o dużo za późno.

Z mojego doświadczenia wiem, że można zacząć zmienianie swojego życia od złej strony, ale mimo to – warto. Przede wszystkim należy zacząć od siebie. Zrobić sobie bilans. Odpowiedzieć na pytania: Czego ja tak naprawdę oczekuje? Czego chcę? Z czym jest mi źle? Co chcę zmienić? Wydaje się to banalne, ale właśnie – najprostsze pytania są najtrudniejsze do odpowiedzi.

Musicie słuchać swojego serca, rozumu. Nie mamy, taty, siostry, brata czy znajomych. Każdy człowiek ma inne podejście do życia, inaczej widzi i rozumie pewne rzeczy. Dla jednej osoby, najlepszym rozwiązaniem np. będzie to, żebyś zmienił mieszkanie, bo czujesz się źle w swojej okolicy, a dla drugiej – wystarczy przemeblowanie, aby czuć się dobrze. To Ty, tylko i wyłącznie musisz uświadomić sobie co CIEBIE uszczęśliwi, a nie wszystkich dookoła. Wielu ludzi ma „mądre” rady, tylko dlatego, że stoją z boku i wszystko wydaje im się czarno lub białe. Sami wiemy, że żadna sytuacja życiowa nie jest taka, ma różne odcienie szarości i innych kolorów. Nie twierdzę, że chcą źle dla ciebie, wręcz przeciwnie. Oni po prostu nie wiedzą wszystkiego. Tylko TY znasz całą sytuację od podszewki.

Dlatego proszę – jeśli czujecie, że w waszym życiu jest coś nie tak, najpierw porządnie zastanówcie się czego od niego oczekujecie. Bardzo łatwo zrobić krok od którego nie będzie już odwrotu, ale pamiętajcie – stojąc w miejscu niczego nie osiągnięcie, a na pewno nie będzie to satysfakcja ani szczęście. Ruch w każdą stronę jest dobry, pod jednym warunkiem, że go naprawdę chcecie. :)

To właśnie jest moja recepta na rozpoczęcie rejsu mojego Życia…:)

W ostatnim czasie, nic mnie tak nie odpręża jak prowadzenie samochodu. My second/first home...❤️ #driver #polishgirl #skoda #octavia #1.9tdi #happy #motorway #home #smile #silesia #wdrodze

W ostatnim czasie, nic mnie tak nie odpręża jak prowadzenie samochodu. My second/first home…❤️ #driver #polishgirl #skoda #octavia #1.9tdi #happy #motorway #home #smile #silesia #wdrodze

Zaciskająca się pętla

Są takie momenty w życiu, kiedy wszystko co planowałaś, marzyłaś wzięło w łeb. U mnie zaczęło się to w kwietniu i trwa po dziś. Powoli nawet przestaje wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej. Gram z jedną najtrudniejszych ról w życiu – uśmiecham się, kiedy w środku wszystkie moje wnętrzności krzyczą i płaczą ze złości. Kiedy moja mama i przyjaciele zadają mi pytanie: Czy wszystko w porządku? Mam ochotę rozpłakać się jak gówniara i zamknąć się w czterech ścianach.

Pogubiłam się jak małe dziecko. Każdy krok prowadzi donikąd. Im dalej brnę, niby do przodu, tym czuje jak zaciskam kolejne pętle na swojej szyi. Uciekam od problemów, starając się żyć z dnia na dzień, ale to nie jest rozwiązanie. Mój grafik dzienny wypełniony jest po brzegi, tylko po to, żeby jak najmniej myśleć. Przez to uświadomiłam sobie, że moje Życie stało się zupełnie puste. Wśród masy ludzi, która mnie otacza, masy rzeczy, które robię każdego dnia, jestem jakby za przezroczystą ścianą, która powoduje, że wszystko dzieje się wokół mnie, a ja nad tym nie panuje.

Nie życzę nikomu takiego uczucia. Ta autodestrukcja powoli zaczyna prowadzić w bardzo złą stronę…

P.S.

Ten post pisałam tydzień – to najlepsze świadectwo tego, że kiedy psychicznie człowiek się poddaje, nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a co dopiero pracować.

Piosenka na dziś:



Główny wróg – JA – jak się nie odchudzać

Siedzę przy winku, po dietetycznej obiadokolacji i mogłoby się wydawać, że lepszego wieczoru nie można sobie wymarzyć…I pewnie tak jest, ale jednak ciągle z tyłu czymś się martwię, coś nie daje mi spokoju. I wiem co to jest – złość na samą siebie. W poprzednim poście pisałam, jak bardzo jestem zmotywowana do pracy nad sobą, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym, a dzisiejszego wieczoru jakby to wszystko wzięło w łeb.

Kiedy robiłam sałatkę, byłam tak zła, że krzyczałam na wszystko co chodziło w moim domu. Oberwał Marcin, kot i pies, tak naprawdę tylko za to, że MI SIĘ NIE CHCE. Inaczej – moja jedna część mówi: DZIAŁAJ, NIE PODDAWAJ SIĘ, ale ta druga, chyba silniejsza – olej to, przecież trzymanie diety i ćwiczenia są na chwilę, przestaniesz z jakiegoś powodu i efekt jojo znowu wróci, jak za każdym razem. To okropne uczucie, nie opuszcza mnie od wczoraj. Pomimo tego, że byłam aż dwa razy na siłowni i wcale się nie obijałam, przestałam odczuwać satysfkację z tego, że to robię. Nie powinno tak być, nie po 3 tygodniach. Nie wiem po kim odziedziczyłam skłonności do szybkiego poddawania, ale na pewno pod tym wzgledem nie podziękuję za to rodzicom. :))

Nie opuszcza mnie poczucie bezradności … dlaczego inne koleżanki, mogą jeść ile im się podoba, wcale nie są super aktywne, a wyglądają jak dla mnie idealnie. Nie chcę wyglądać jak modelka, nie o to w tym wszystkim chodzi. Chce czuć się pewnie. Idąc ulicą, będąc na plaży, nie chce zakrywać sie szerokimi ubraniami albo pareo, żeby tylko ukryć ten pieprzony fałd. I tak oto wracamy do punktu wyjścia – co z tego, ze schudnę, jak zacznę jeść normalnie i znowu będę ważyła tyle ile waże.

Jedno jest pewne, moje główne problemy z wagą zaczęły się w momencie chodzenia do Naturhouse (odradzam dziewczyny!). Suplementy, które chłoniecie działają tylko na chwilę, nieprawdą jest, ze efekt jest stały. Nie dajcie się nabrać, ja to zrobiłam i dwa razy (wiem jestem idiotką) przejechałam się na tym dość konkretnie.

Moja historia z odchudzaniem rozpoczęła się w 2013 roku, wówczas ważyłam 63kg (co uważałam za wielką wagę?!) i dzięki magicznej mocy suplementów i oczywiście diecie, schudłam do 52 kg i ciągle mi było mało. I nawet to szło (jak mi się wtedy wydawało) w dobrą stronę, ale śmierć Dziadka i kilka innych wydarzeń z początku 2014 roku spowodowało, że dieta i wizyty w Naturhouse skończyły się i tym samym moja idealna waga. Efekt jojo był przerażający – z 52kg doszłam do 74 … w ciągu roku. Diety internetowe, bieganie, nie dawały efektów, a ślub zbliżał się wielkimi krokami .. więc co zrobiłam, powrót do tego samego co wcześniej – chwilowy sukces i kolejne przybranie na wadze, na szczęście póki co zatrzymałam się na początkowej, ale nie wiem co będzie dalej, jeśli znowu się nie zmotywuje do treningów z moją najlepszą Agnieszką. Owszem chodzę na siłownię, ale bez tej wewnętrznej siły, która była razem ze mną jeszcze tydzień temu.

Może ktoś wspólnie ze mną zechcę się motywować, a będzie Nam łatwiej?

Czekam na Wasze sygnały…:)

Ponizej przesyłam zdjęcie, którego może nie powinnam publikować, ale to brutalna prawda, z którą trzeba się zmierzyć, nawet na blogu. ;)

16295533_10206408715695204_344747897_n

Witajcie w 2017 roku!

Nowy Rok, Nowa ja itp., ostatnio bardzo często słyszę to z każdej strony: od znajomych, od rodziny, w telewizji i radiu i wiecie co? W pełni to popieram. Każdy dzień to nowe szanse na to, aby zmienić coś w swoim życiu. ;)

Dlatego, ja wracam na bloga, mam już kilka pomysłów o czym pisać i liczę na to, że to się Wam spodoba i dzięki temu zacznie na nowo tętnić tu życie. :)

Dla mnie 2017 rok rozpoczyna się bardzo aktywnie:

- powrót do treningów na siłowni;

- inwestycja w siebie;

- praca,praca i jeszcze raz praca;

- więcej aktywności fizycznej,

a to wszystko, żeby poczuć tą nową JA! :)

Mam nadzieję, że wystarczy mi motywacji i zrealizuje swoje cele dokładnie w takim albo nieznacznie mniejszym stopniu niż to planuję.

Chciałabym w tym roku także więcej podróżować, każdy wyjazd, chociażby do niedalekiej Wisły przynosi mi niesamowitą radość i poczucie wolności – od problemów, wielu spraw na głowie…Po cichu planuję już trzy wyjazdy, mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować…Trzymajcie mocno kciuki!

A ja czekam na plan żywieniowy i już na całego zaczynam dietę! Chociaż od tygodnia staram się już sama wprowadzać nowe nawyki żywieniowe i udaje się póki co praktycznie robić to w 100%! :D

13669190_10205233836963970_3969029309150622994_n

A to pamiątka z 30 lipca 2016 roku….Oj wiele się podziało od ostatniego wpisu. :)

Telegraficzny skrót :)

Moi Drodzy,

w ostatnich miesiącach, tyle się dzieje, że czasami zapominam o tym jak się nazywam. Postaram się streścić w telegraficznym skrócie, jakie zmiany zachodzą właśnie w moim życiu. :) Po pierwsze i jak dla mnie najważniejsze, skończyłam studia i już oficjalnie jestem MAGISTREM z Dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Ostatnie dwa miesiące to była gonitwa za czasem. Pisanie pracy, tworzenie projektów na zaliczenie, sesja i w końcu … OBRONA! :) Na nic nie miałam czasu. Dodatkowo, 13 czerwca zaczęłam pracę, już nie taką dorywczą, ale mam nadzieję – na dłużej, więc totalnie musiałam przeorganizować swoje życie.

Kolejna sprawa – przygotowania do ślubu. Wiecie lub nie, moje perturbacje miłosne z tamtego roku mają swój happy end. 30 lipca (jeśli wszystko będzie dobrze) skończę raz na zawsze ze stanem panieńskim. Z jednej strony jestem bardzo podekscytowana, a z drugiej, z racji kumulacji wszystkiego, nie umiem się tym do końca cieszyć. Ciągła bieganina, brak czasu dla samej siebie, bliskich powoduje, że jestem bardziej zestresowana niż szczęśliwa. W dodatku, dzisiaj uświadomiłam sobie, że ta moja fryzura ślubna to nie wiem czy to jest to…także zaczyna być coraz bardziej gorąco. Niby najważniejsze sprawy załatwione, ale mnóstwo pierdółek zaprząta mi głowę dzień i noc.

W międzyczasie byłam z przyjaciółkami na Sycylii (pisałam o tym we wcześniejszych postach), remontujemy nasze nowe gniazdko i uczymy się powoli życia RAZEM, a nie OBOK. -> to taki bardzo telegraficzny skrót, ale mam nadzieję, że już teraz będę tu zaglądać regularniej. :))

Buziaki Kochani! :*

Moment kryzysu – ON!

Dopadł i mnie ten moment. Zwątpienie. Jestem już dwa miesiące na diecie, a na wadze zaledwie 2 kilo mniej…Niby czuje się lepiej, ubrania też mówią mi, że coś drgnęło, ale czuje niedosyt. Dlaczego trzy lata temu waga leciała na łeb na szyję, a teraz nie mogę przekroczyć mojego magicznego progu kilogramowego?

Najbardziej wkurzające jest to, kiedy uświadamiasz sobie, że bardzo zmieniłaś swoje życie, a twój organizm nie za wiele sobie z tego robi. Dwa razy w tygodniu zumba, lepsze odżywianie, więcej ruchu, spacerów, więcej picia płynów, a efekty, jak dla mnie mizerne. Oczywiście, żeby nie było … bardzo, ale to bardzo się cieszę z tego co już osiągnęłam, ale nie jestem w 100% zadowolona, a to powoduje u mnie coraz większą frustrację i chęć rzucenia tego wszystkiego w cholerę.

Nie chcę się poddawać, bo mam silną motywację, ale jest mi ciężko, serio. Piszę o tym, bo zdaje sobie z tego sprawę, że takie momenty przychodzą w życiu każdej osoby walczącej z nadmierną ilością wody lub tłuszczu w organiźmie (albo jednego i drugiego, czyli kłaniam się JA :))) Obiecałam sobie, że zacisnę zęby i będę szła do przodu, choćby nie wiem co,ale to bardzo ciężkie i jeszcze wiele pracy i wyrzeczeń przede mną. To chyba najbardziej demotywuje – chęć widzenia efektów od razu, przy jak najmniejszym wysiłku. Stąd pewnie zwątpienie i zniechęcenie. 

Dlatego, motywujmy się razem! Jeśli komuś jest źle, piszcie do mnie nawet prywatne wiadomości, a może wspólna rozmowa, wykrzyczenie, ponarzekanie, da efekty bardzo pozytywne? Moją terapią jest ten wpis. Chcę, żeby każdy wiedział, że te chwile mogą dopaść nas w każdej chwili, ale grunt to znaleźć w sobie siłę, żeby dalej walczyć. 

Ja, pomimo wielkiej awersji do wszystkiego co FIT (tylko dzisiaj mam nadzieję), zaczęłam wczoraj 30-dniowe wyzwanie z Mel B, może to mi pomoże? :))

Buziaki i dobrej nocy! :)

NIE PODDAJEMY SIĘ!!

Sycylia – przygotowania

Dostaje od Was wiele wiadomości dotyczących mojego wyjazdu na Sycylię w kwietniu, dlatego postanowiłam w punktach opisać po kolei, czym zajęłyśmy się przy jego organizowaniu. Przede wszystkim, jest to akcja typowo spontaniczna, ja dołączyłam się do paczki znajomych, zupełnie przez przypadek, a okazało się, że organizowanie takiego wyjazdu może być naprawdę fajne. Początkowo nie miałyśmy obranego żadnego, konkretnego kierunku, liczyło się to, żeby było jak najtaniej, w konkretnym terminie. Przede wszystkim polowania odbywały się na portalu wakacyjnipiraci.pl. na którym praktycznie codziennie pojawiały się mniej lub bardziej interesujące propozycje. Nas szczególnie zainteresowała Chorwacja i Majorka. Ta Sycylia wyszła zupełnie przez przypadek, kiedy dwie poprzednie destynacje nie wyszły. Byłyśmy już tak zdeterminowane, że po prostu zaczęłyśmy szukać na własną rekę tanich biletów lotniczych i po kolei komponować „nuty” tego wyjazdu, a więc … zaczynamy!

1. Szukanie fajnych ofert na wcześniej wspomnianym portalu:

wpis12. Skupienie się na jednej linii lotniczej, jaką jest Rayanair:

wpis2Dlaczego? Już tłumaczę. W większości tanich ofert wakacyjnych pojawiała się właśnie ona. Można było np. polecieć za 50 zł do Londynu albo na wspomnianą wcześniej Majorkę za 250 zł, w dwie strony. Oczywiście, cena obejmuje tylko bagaż podręczny, ale przecież dla chcącego nic trudnego. :) Ciekawostką jest także to, że najtańsze loty oferowane są albo Berlina albo z Warszawy-Modlin. Także, jeśli chcecie upolować naprawdę najkorzystniejsze oferty skupiajcie sie tych dwóch lotniskach. Nam właśnie dzięki tej wyszukiwarce udało się trafić na dość tanie połączenie do Trapani, miasta położonego w zachodniej części Sycylii. :)

3. Nocleg:

wpis3Szukanie go na własną rękę nie jest wbrew pozorom szczególnie skomplikowane. My, skupiłyśmy się przede wszystkim na portalu booking.com, z racji tego, że korzystałam już z niego wiele razy i wydawał mi się najbardziej zaufany. Oczywiście, są różne, inne opcje szukania hotelu, pensjonatu czy apartamentów, także tutaj wujek google, na pewno spełni oczekiwania większości poszukujących. Co prawda, kilka razy zmieniałyśmy rezerwację, ponieważ bardzo kalkulowałyśmy lokalizację, stan pokoju i cenę, ale chyba w końcu podjęłyśmy właściwą decyzję.

4. Trasfer ze Śląska do Warszawy:

U nas skończyło się na samochodzie, ale oczywiście można dojechać także pociągiem do Warszawy i następnie specjalnymi busami do Grodziska Mazowieckiego, w którym znajduje się port lotniczy albo z kilkoma przesiadkami dostać się prosto do tego miasta. Jednak, jeśli macie możliwość dojazdu samochodem, to w tym wypadku jest to chyba najlepsza opcja. Zaoszczędzicie przede wszystkim czas i nerwy. :)

5. Transfer na Sycylii:

wpis4

Jeśli macie odpowiedni budżet, można oczywiście za pomocą wyszukiwarek wynająć samochód, ale jest to dość droga „impreza”, dlatego warto poczytać o kursujących tam autobusach, taxi itp i wybrać najdogodniejszy środek dla siebie. U nas stanęło na podwózce właściciela pensjonatu, po rozsądnej cenie.

6. Zróbcie plan:

Wiadomo – nie musicie realizować go dokładnie krok po kroku, ale warto spędzić kilka godzin w poszukiwaniu atrakcji, które są najbliżej was, żeby potem na miejscu nie marnować czasu na szukanie ciekawych miejsc, tylko je po prostu zwiedzać! :) My, mamy już ustalone na pewno trzy miejsca, z kalkulacją kosztów i opcjami dojazdu, więc mam nadzieję, że uda się nam to zrelizować.

I tyle. :) Przyznacie – nie jest to takie trudne! :) Potem pozostaje wam już tylko odliczanie dni do wyjazdu.

 

Wiosna, ach to Ty!

Dzisiaj pierwszy dzień wiosny, chociaż za oknem pogoda mało zachęcająca do wyjścia, ale nie ma to znaczenia. :-) Najważniejsze, żeby wiosna zagościła w naszym wnętrzu. Do tego naprawdę, wbrew pozorom, trzeba niewiele. Najważniejsze, żeby zaakceptować siebie samego od początku do końca, ale pisałam już o tym ostatnio, więc nie będę się powtarzać. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o czymś zupełnie innym.

Teoretycznie, pogoda za oknem z dnia na dzień powinna być lepsza, dlatego chciałam zaproponować 3 rzeczy, które możecie rozpocząć wraz z nową porą roku. ;-)

1. Aktywność fizyczna

Nie musi to być od razu bieganie, bo nie każdy to lubi, więc nie chodzi o to, żeby się do czegokolwiek zmuszać, to ma być przede wszystkim przyjemność. :-) Mogą to być na początku po prostu częstsze spacery, wokół osiedla na którym mieszkacie, może wycieczki za miasto i tam podreptywanie z chłopakiem, mężem, dziewczyną, żoną albo z piesełami. :-) Jeśli ktoś ma w sobie dużą siłę samozaparacia i chce robić coś więcej – fitness, moja kochana zumba, deep work, joga czy pilates…opcji jest do koloru do wyboru, wystarczy tylko chcieć. Ja jestem z siebie dumna, bo od kilku miesięcy konsekwetnie realizuję swój plan i zakochałam się w tej mojej zumbie na amen, a moje endorfiny szaleją! :-)

2. Rachunek sumienia

Dziwnie brzmi? Może troszkę. Stańce przed lustrem i zapytajcie samego siebie czy jestem w porządku wobec wszystkich, czy nie popełniam jakiś rażących błędów wobec moich bliskich? A może nawet przeciwko sobie? Czasami robiąc sobie taką krzywdę, może to doprowadzić do jeszcze większych katastrof. Nie zajmie wam to wiele czasu, a poczujecie się lżej. W tym przypadku – lżej psychicznie. 

3. Plan na wiosnę

Zaplanujcie sobie najbliższe miesiące. Ustawcie sobie jakieś cele, czy to związane z życiem osobistym, waszym własnym rozwojem, a może uczelnią, szkołą czy pracą. Trzymajcie się tego. Jeśli wasze postanowienia noworoczne, gdzieś tam po drodze się zgubiły to teraz jest idealny moment, żeby zaplanować je jeszcze raz. :-) Takie „bazy” pomagają się zmobilizować, a dodatkowo, jeśli uda się je zrealizować, czujecie niepowtarzalną dumę i radość. A wiosna od tego jest!

Może te kwestie są banalne, ale czasami nawet najprostsze rzeczy wymagają przypomnienia…;-)

DOBREGO TYGODNIA!

Moje walentynki = nowa miłość!

Spokojnie, nie będzie to wpis w stylu bardzo romantycznym, ale będzie też o miłości. I to chyba tej najważniejszej. Rodzicielskiej. ;)

Dzisiejszy dzień, praktycznie cały spędziłam z moją MAMĄ. Już dawno nie miałyśmy tyle czasu dla siebie, jak dziś. Wspólny wyjazd za miasto, spacerowanie, obgadywanie (wiem, wiem jędze jesteśmy) innych ludzi, wspominanie bliskich, których już z nami nie ma, to jest coś co strasznie naładowało mnie energią. Poraz pierwszy, od bardzo wielu lat potraktowałam moją mamę, jak moją przyjaciółkę. Czerpałam niesamowitą satysfakcję z jej uśmiechu, kiedy widziała jak niosę jej ulubioną kawę, białą z ekspressu, a dodatkowo wielki kawałek ciasta (bo w końcu ona na diecie nie jest). Potem wspólne zakupy … mierzyła chyba z 10 sukienek, śmiała się, bo w niektórych wyglądała przekomicznie, a ja … nie wkurzałam się, jak to zazwyczaj bywało, że siedzi w przymierzalni 3 godziny, ale bawiłam się razem z nią. Nie pamiętam tak udanego dnia, jak ten dzisiejszy. I wiecie co sobie uświadomiłam? Taka MIŁOŚĆ jest najważniejsza na świecie. Gdyby nie mama, tata, nie byłoby Nas, nie bylibyśmy tymi ludźmi, którymi jesteśmy teraz.

Dziękuję za tę MIŁOŚĆ.

Kocham Cię Ela! ;-)

44276_1257444894726_5700110_n

Powrót, powrót, powrót …

Dobra, nie ma żadnego tłumaczenie. Zawaliłam i tyle. Przepraszam.

W moim życiu przez ostatnie kilka miesięcy naprawdę wiele się działo. Zwroty akcji, czasami bardzo ważne decyzję. Problemy zdrowotne i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy spowodowało, że przestałam tu zaglądać. Wracam już (poraz nie wiem który), ale postaram się tym razem na stałe.

Zacznę od tego co u mnie … studia, przyjaciele, a no właśnie. Ten ostatni wątek chciałabym poruszyć w tej notce. Kiedyś pisałam o tym, że przyjaźni nie da się tak do końca zdefiniować. Pomyliłam się. Ostatnie wydarzenia w moim życiu (a o nich trochę później) spowodowały, że zaczynam wyraźnie widzieć, komu na mnie zależy, a komu jestem tylko potrzebna. Najlepsze jest to, że ludzie myślą, że ja tego nie widzę czy nie chcę widzieć. A prawda jest zupełnie inna. Po prostu czekam na ten moment, kiedy sami wpadną we własne sidła. Sidła egoizmu. Brzydzę się tym tak cholernie. Dlaczego tak wielu osobom wydaje się, że wiedzą lepiej co jest dla mnie lepsze? Czyżby chodziło o ich własne cele i plany, które mogą nieco ulec modyfikacji przez pewne zmiany w moim życiu? Chyba tak, a nawet na pewno.

Ale ja się nie dam, wiecie? To jest moje życie i mogę i przede wszystkim chcę je przeżyć po SWOJEMU, a nie po TWOJEMU. ;-)

Troszkę gorzki ten wpis, jak na początek, ale potrzebowałam takiego katharis…

Buziaki dla tych PRAWDZIWYCH!

Piosenka idealna: