Moment kryzysu – ON!

Dopadł i mnie ten moment. Zwątpienie. Jestem już dwa miesiące na diecie, a na wadze zaledwie 2 kilo mniej…Niby czuje się lepiej, ubrania też mówią mi, że coś drgnęło, ale czuje niedosyt. Dlaczego trzy lata temu waga leciała na łeb na szyję, a teraz nie mogę przekroczyć mojego magicznego progu kilogramowego?

Najbardziej wkurzające jest to, kiedy uświadamiasz sobie, że bardzo zmieniłaś swoje życie, a twój organizm nie za wiele sobie z tego robi. Dwa razy w tygodniu zumba, lepsze odżywianie, więcej ruchu, spacerów, więcej picia płynów, a efekty, jak dla mnie mizerne. Oczywiście, żeby nie było … bardzo, ale to bardzo się cieszę z tego co już osiągnęłam, ale nie jestem w 100% zadowolona, a to powoduje u mnie coraz większą frustrację i chęć rzucenia tego wszystkiego w cholerę.

Nie chcę się poddawać, bo mam silną motywację, ale jest mi ciężko, serio. Piszę o tym, bo zdaje sobie z tego sprawę, że takie momenty przychodzą w życiu każdej osoby walczącej z nadmierną ilością wody lub tłuszczu w organiźmie (albo jednego i drugiego, czyli kłaniam się JA :))) Obiecałam sobie, że zacisnę zęby i będę szła do przodu, choćby nie wiem co,ale to bardzo ciężkie i jeszcze wiele pracy i wyrzeczeń przede mną. To chyba najbardziej demotywuje – chęć widzenia efektów od razu, przy jak najmniejszym wysiłku. Stąd pewnie zwątpienie i zniechęcenie. 

Dlatego, motywujmy się razem! Jeśli komuś jest źle, piszcie do mnie nawet prywatne wiadomości, a może wspólna rozmowa, wykrzyczenie, ponarzekanie, da efekty bardzo pozytywne? Moją terapią jest ten wpis. Chcę, żeby każdy wiedział, że te chwile mogą dopaść nas w każdej chwili, ale grunt to znaleźć w sobie siłę, żeby dalej walczyć. 

Ja, pomimo wielkiej awersji do wszystkiego co FIT (tylko dzisiaj mam nadzieję), zaczęłam wczoraj 30-dniowe wyzwanie z Mel B, może to mi pomoże? :))

Buziaki i dobrej nocy! :)

NIE PODDAJEMY SIĘ!!

Wiosna, ach to Ty!

Dzisiaj pierwszy dzień wiosny, chociaż za oknem pogoda mało zachęcająca do wyjścia, ale nie ma to znaczenia. :-) Najważniejsze, żeby wiosna zagościła w naszym wnętrzu. Do tego naprawdę, wbrew pozorom, trzeba niewiele. Najważniejsze, żeby zaakceptować siebie samego od początku do końca, ale pisałam już o tym ostatnio, więc nie będę się powtarzać. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o czymś zupełnie innym.

Teoretycznie, pogoda za oknem z dnia na dzień powinna być lepsza, dlatego chciałam zaproponować 3 rzeczy, które możecie rozpocząć wraz z nową porą roku. ;-)

1. Aktywność fizyczna

Nie musi to być od razu bieganie, bo nie każdy to lubi, więc nie chodzi o to, żeby się do czegokolwiek zmuszać, to ma być przede wszystkim przyjemność. :-) Mogą to być na początku po prostu częstsze spacery, wokół osiedla na którym mieszkacie, może wycieczki za miasto i tam podreptywanie z chłopakiem, mężem, dziewczyną, żoną albo z piesełami. :-) Jeśli ktoś ma w sobie dużą siłę samozaparacia i chce robić coś więcej – fitness, moja kochana zumba, deep work, joga czy pilates…opcji jest do koloru do wyboru, wystarczy tylko chcieć. Ja jestem z siebie dumna, bo od kilku miesięcy konsekwetnie realizuję swój plan i zakochałam się w tej mojej zumbie na amen, a moje endorfiny szaleją! :-)

2. Rachunek sumienia

Dziwnie brzmi? Może troszkę. Stańce przed lustrem i zapytajcie samego siebie czy jestem w porządku wobec wszystkich, czy nie popełniam jakiś rażących błędów wobec moich bliskich? A może nawet przeciwko sobie? Czasami robiąc sobie taką krzywdę, może to doprowadzić do jeszcze większych katastrof. Nie zajmie wam to wiele czasu, a poczujecie się lżej. W tym przypadku – lżej psychicznie. 

3. Plan na wiosnę

Zaplanujcie sobie najbliższe miesiące. Ustawcie sobie jakieś cele, czy to związane z życiem osobistym, waszym własnym rozwojem, a może uczelnią, szkołą czy pracą. Trzymajcie się tego. Jeśli wasze postanowienia noworoczne, gdzieś tam po drodze się zgubiły to teraz jest idealny moment, żeby zaplanować je jeszcze raz. :-) Takie „bazy” pomagają się zmobilizować, a dodatkowo, jeśli uda się je zrealizować, czujecie niepowtarzalną dumę i radość. A wiosna od tego jest!

Może te kwestie są banalne, ale czasami nawet najprostsze rzeczy wymagają przypomnienia…;-)

DOBREGO TYGODNIA!

Zacznij od psychiki …

W moim życiu ostatnio naprawdę wiele się dzieje. Zarówno wiele rzeczy pozytywnych, jak i tych troszkę mniej. Można powiedzieć – proza życia. Jeśli z jednej strony jest dobrze to z drugiej musi być gorzej. Nie o tym jednak ten wpis. 

Dzisiaj post dotyczyć będzie mojej przemiany. Zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Od miesiąca chodzę znowu do dietetyka. Część z moich bliskich popiera mnie w tym, część jest nastawiona dość chłodno, ale to z mojego powodu. Swoją przygodę z tym specjalistą zaczynam już trzeci raz, dlatego można mi w tej kwestii nie ufać. :) Tym razem – chce osiągnąć swój cel (jaki nie zdradzę), ale widoczny dla innych. Po kilku wizytach i stosowaniu diety zaczęłam w końcu zauważać efekty. Nie są one diametralne, ale są. I to właśnie zmotywowało mnie do lekkiej modyfikacji mojej garderoby. Wiadomo – bez szaleństw! Zawsze to jednak coś. 

12767852_10204305499556115_1009045286_o

Do tego jednak była potrzebna zmiana psychiczna. Noszenie czarnych spodni, szerokich bluzek (oczywiście ciemnych) nie jest receptą na sukces. Uświadomiłam sobie to w końcu i nie boje się już bardziej pstrokatych spodni czy też krótkich spódniczek. Nie mam idealnej figury, ale powoli zaczynam czuć się dobrze w takiej skórze, jaką mam. I to jest mój ogromny sukces. Fajnie, że kilogramy powoli lecą w dół, ale dotarło do mnie, że to nie jest najważniejsze. Podstawą jest zmiana psychiki i tego, aby zacząć kochać samą siebie CAŁĄ, a nie tylko w kawałkach! ;)

I wiecie co … KOCHAM SIEBIE! Dąże cały czas do perfekcji, ale już dzisiaj jestem szczęśliwa, taka jaka jestem! :)

 

Powrót starej Ani

Obiecałam optymistyczny wpis, a nie zamierzam być gołosłowna, więc napiszę wam o pozytywnych rzeczach, które wydarzyły się w ciągu tego ostatniego miesiąca w moim życiu. W sumie to skupie się przede wszystkim na jednym aspekcie, ale jakże istotnym. Na MNIE. Tak – będzie to egoistyczny wpis, ze mną w roli głównej. 

Mówią, że każde doświadczenie w życiu jest po coś. Rozstanie i wiele okoliczności towarzyszących, spowodowało, że w końcu zaczęłam się skupiać na sobie. Na tym, żeby jednak zawsze starać się jak najlepiej wyglądać, bo nigdy nie wiadomo w jakiej sytuacji nagle się znajdziesz. Zaczęłam więcej czasu poświęcać na dobór ubrania, makijażu … w końcu dbam o siebie! Wiadomo, do ideału mi wiele brakuje, ale przynajmniej teraz wychodząc z domu czuje się bardziej pewnie niż jeszcze miesiąc temu. Mimo tego, że moja waga daleka jest do ideału, mam to gdzieś. W końcu i ona zniknie. :) Póki co odpowiednie stylizacje (czasami bardziej trafione, czasami mniej), powodują, że pewne mankamenty przestały mi przeszkadzać. I z tego jestem dumna. :) W końcu wracam do czasów, kiedy miałam swój indywidualny styl … bo w pewnym momencie, gdzieś go zgubiłam. 

Dziewczyny, ale i chłopacy! Skupiajcie się na sobie, wyglądajcie zawsze jak milion dolarów, bo nigdy nie wiecie kogo/co Was spotka … ;)

A! Jest jeszcze jedna rzecz za którą wzięłam się na poważnie. Szukanie stałej pracy. Nawet kosztem przejścia na studia zaoczne. Dość życia na garnuszku mamy. Czas postawić na rozwój samej siebie! 

Spokojnej reszty niedzieli! :) A poniżej moja wczorajsza stylizacja na egzaminy i ślub koleżanki – tak apropos wszystkiego najlepszego na Nowej DRODZE ŻYCIA! Jak najmniej wybojów! :* 

11347875_10202954276576385_300772612_o

ZUMBA i egoizm – co ich łączy?

www.b-fit.pl

Nie do końca byłam przekonana, kiedy słyszałam opinie, że aktywność fizyczna pomaga ludziom się otworzyć, poprawić humory itd. Jednak od kiedy zaczęłam co tydzień systematycznie chodzić na ZUMBĘ to widzę, że w tych opiniach jest wiele prawdy. :)

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to powiem, ale od pewnego czasu kocham poniedziałki! Nie dlatego, że mam wolne od uczelni (chociaż nie powiem to też jest ważne:)), ale przede wszystkim dlatego, że o 17:00 wyłączam się dla wszystkich i wszystkiego i mam tę godzinę tylko i wyłącznie dla siebie. Pomimo tego, że jest wokół mnie kilkanaście innych kobiet to czuję, że wtedy nic ani nikt mnie nie ogranicza…;) To jest wspaniałe uczucie! 

W ZUMBIE, bo o niej piszę nie liczą się umiejętności, ale chęć do ćwiczeń, dystans do siebie i satysfakcja z tego, że opanowało się kolejny krok. Ja, z każdym kolejnym spotkaniem z tym rodzajem sportu coraz bardziej to czuję i rozumiem. :) 

Wychodzę potem na dwór, gdzie pogoda jeszcze płata niezłego figla, ale mam to gdzieś. :) Idę spokojnie do samochodu, padnięta, ale jak bardzo uśmiechnięta i wracam do domu. Owszem, tu już nie ma czasu na siebie, jest czas na kupę innych obowiązków, JA zaciera się nieodwracalnie, ale tylko na tydzień … :) 

Kobitki, ale i mężczyźni znajdźcie w swoim kalendarzu chociaż godzinkę dla samych siebie w ciągu tygodnia. Każdy tego potrzebuje – zwolnić troszkę bieg (chociaż przy ZUMBIE nie bardzo da radę się zatrzymać :D), pomyśleć tylko i wyłącznie o sobie, stać się takim zdrowym egoistą. Zrobi to Wam nie tylko dobrze na ciało, ale umysł też to doceni. Jeśli złapiecie bakcyla (a ja powoli chyba go łapię) będziecie starali się wygospodarować coraz więcej czasu na swoją aktywność i zarażać nią innych. 

WYCHODZIĆ ZZA BIUREK, KSIĄŻEK I KOMPUTERÓW I MARSZ ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE!

Nie raz, nie dwa, ale systematycznie…:) Dopiero wtedy poczujecie, że żyjecie. :)

P.S.

Przesyłam też kilka piosenek na zachętę z moich zajęć. ;) Pewnie Was zaskoczą, ale ZUMBA to nie tylko kubańskie rytmy. :D

Pełna satysfakcja z zakupów!

1f621d0029eba24ec2daec76ec00df49

Witajcie Kochani w piątkowe popołudnie!

W ciągu ostatniego tygodnia wiele się wydarzyło (zapraszam do starszych notek) w moim życiu osobistym, ale także „ubraniowym”. Jakoś od świąt Bożego Narodzenia nie potrafiłam nic fajnego znaleźć w sklepach, nawet na wyprzedażach. Wszystko było albo jak dla mnie nie warte swojej ceny albo źle leżało, było za małe/duże i w efekcie końcowym zawsze wychodziłam ze sklepu nie usatysfakcjonowana … W tym tygodniu na totalnym „spontanie” odwiedziłam kilka razy centrum handlowe i jeden zaprzyjaźniony sklepik w centrum Gliwic i udało mi się kupić według mnie 4 rzeczy, które są warte swojej ceny, podobają mi się i o dziwo dobrze na mnie leżą! :D

Nie ukrywam, że przy wyborze bardzo pomógł mi wpis wspaniałej Ani z fashionable.com.pl -> http://fashionable.com.pl/2015/02/06/madrze-kupowac-ubrania-dac-sie-zwariowac-czesc-1/ , który z całego serca polecam, bo dzięki niemu nie zrobicie bezsensownych zakupów! :) Mi się udało! :)

Pierwszym zakupem było PONCZO, które było moim marzeniem od dawna, ale nie potrafiłam nigdy trafić na takie do którego w 100% byłabym przekonana i dobrze bym się w nim czuła. To spełnia wszystkie moje warunki. :) Cena jest także zaskakująca – zaledwie 29,95 zł, kupione na wyprzedaży w New Yorkerze. Idealnie zakrywa niedoskonałości + jest cieplutkie, co dla mnie jest baaaaaaaaaaaaaaardzo ważne. 

10952017_10202522758348699_1434627402_n11012236_10202522757668682_1791789692_n

Drugi wybór padł na płaszczyk wiosenny z kapturem w Sinsayu. Chodziłam za nim 2 tygodnie, nie potrafiłam się zdecydować, kalkulowałam wszystkie plusy i minusy, aby w końcu się zdecydować. Od kilku dni jest w mojej szafie. :) Cena: 99,90 zł (ale w ten weekend z okazji urodzin -> przynajmniej w Gliwicach – FORUM) są przeceny -30% na WSZYSTKIE produkty w ich sklepie. :) Ja kupiłam granatowy, ale były także czarne. Na zdjęciu mój płaszczyk z przodu + jedno zdjęcie ze strony SINSAY z tyłu.

11026752_10202522757268672_1882433303_nKW359-99X-002

Trzecia rzecz – to zwykły sweterek, ale w mojej szafie nie ma ich zbyt wiele, więc na pewno będę go często wykorzystywać, bo jestem strasznym zmarzluchem. :) Cena bardo zaskakująca: 15 zł! Kupiony w sklepie w centrum miasta przy jego likwidacji. :)

11026420_10202522756988665_481270721_n

Iiii ostatnia rzecz, jaką jest płaszczyk na TERAZ. Nie mogłam się mu oprzeć … Początkowo kosztował 399 zł, więc od razu został u mnie zdyskwalifikowany, ale kiedy okazało się, że jest przeceniony na 100 zł poruszyłam niebo i ziemię, żeby go mieć. Z małą pomocą mamy udało mi się ten cel osiągnąć! :D

11007488_10202522756188645_1552812964_n10966984_10202522756268647_825338428_n

P.S.

Zdjęcia takiej a nie innej jakości, bo są z telefonu, jak tylko uda mi się wyczarować fajny aparat to obiecuję, że będą dużo lepsze! :) 

Czas zmian! :)

Według psychologów, kiedy złoży się obietnicę publicznie dużo trudniej ją złamać, więc łapię się tej deski ratunku. W końcu trzeba wziąć się za siebie. Nie szukać wymówek, odkładać na następny tydzień, ale należy działać tu i teraz!

Taki też mam zamiar. Nigdy nie ukrywałam, że od dzieciństwa mam problemy z sylwetką, kilka tygodni niezdrowego jedzenia i już po mnie wszystko widać. Nieregularny tryb życia, szybkie przekąski, totalny brak ruchu – spowodowały, że w ciągu 2 lat „troszkę” mi się przybrało. Przez długi czas udawałam, że mnie to nie rusza, śmiałam się z tego i tak w sumie jest. Nie będę przecież płakać. :) Szkoda łez na rzeczy, które da się przecież zmienić. Tryb życia to nie jest coś wrodzonego, ale nabytego, więc? Skoro przypałętał się do Nas, a my mu na to pozwoliliśmy to teraz równie dobrze możemy go grzecznie wyprosić. Ja mam taki zamiar. Za grzeczna i za miła byłam dla niego przez ostatnie dwa lata. ;)

Po pierwsze:

RUCH, RUCH i jeszcze raz RUCH. Nie tylko będę chodzić na spacerki, ale w końcu zapisałam się na ZUMBĘ, na którą miałam chodzić ponad rok temu. Po drugie, mimo tego, że nie rozumiem idei wf-u na studiach II stopnia – to jednak, cieszę się, bo przynajmniej zmotywuję się do aktywności fizycznej.

Po drugie:

REGULARNE POSIŁKI. Od razu uprzedzam, to nie jest takie proste. Szczególnie, kiedy jest się na uczelni/ w pracy wcale nie jest łatwo zjadać 5 posiłków dziennie. Natomiast, starać się zawsze można. Ja przez ostatni czas po prostu to „olałam” – nie bierzcie tutaj ze mnie przykładu. :) Chce dojść do 5 posiłków dziennie, ale zaczynam powolutku od 3.

Po trzecie:

WARZYWA I OWOCE. Ojj, ja jestem totalnym niejadkiem w tej kwestii. Jak zjem owoc to albo potrzebuję sporej dawki witaminy C (wtedy jem mandarynki) albo zostaje wręcz zmuszona przez otoczenie. Pamiętajcie, że owoce to naturalne cukry i dzięki nim ogranicza się „parcie” na słodkości. Warzywa dostarczają masy witamin, które w okresie zimowo-wiosennym naprawdę się przydadzą. :)

Po czwarte: 

NIE DLA SUPLEMENTÓW I TABLETEK! Miałam z nimi swoją przygodę i faktycznie wrażenie było piorunujące – 3 miesiące i 10 kg mniej, ale efekt jojo był jeszcze wspanialszy. :)) Podkreślam – jedynie je odstawiłam, jadłam dalej według zaleceń, ale to nic nie dało. 

Po piąte:

WSPARCIE. Ten punkt w sumie powinien być jako pierwszy. Kiedy ma się odpowiednią motywację + wsparcie najbliższych można osiągnąć o wiele, wiele więcej niż w pojedynkę. Nie zgrywajcie chojraków i dajcie sobie pomóc. :)

Wierząc ślepo w mądrość psychologów:

OBIECUJĘ DZIAŁAĆ, ZMIENIĆ SWÓJ TRYB ŻYCIA, ŻEBY DOJŚĆ SO SYLWETKI Z 2013 ROKU !

1185218_4666184071075_63360715_n

P.S.

Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć… :)

Fashionable – dla mnie BLOG 2014 ROKU!

Dla mnie jesteście zwycięzcami już teraz, niezależnie od wyników końcowych! :) 

Kochani, 

jestem baaaardzo początkującą blogerką, dlatego nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby wystartować w tym zacnym konkursie, ale są osoby, które zasługują w pełni na ten zaszczyt i na miano blogu roku 2014! Dla mnie faworytami jest Ania i Kuba Zając - znakomite małżeństwo, które jest dla mnie wzorem do naśladowania pod każdym względem! :) 

Na ich blog trafiłam bodajże w październiku poprzedniego roku, zupełnie przez przypadek. Od tamtej pory, nie ma dnia, żebym tam po coś nie zajrzała. Nowe inspiracje modowe, ciasteczka na święta, wspaniałe wpisy i zdjęcia ślubne – znajdziecie właśnie tam. :)

To, ze możecie czytać moje bardzo początkujące wpisy, jest tak naprawdę zasługą Ani. To ona, nawet nieświadomie zainspirowała mnie do tego, że warto robić coś co Cię kręci, spróbować, bo przecież to nic nie kosztuje. 

Pomimo tego, że nigdy nie miałyśmy okazji się spotkać na żywo, kiedy miałam kryzys, bo tęskniłam za moim chłopakiem, który był miesiąc w delegacji – Ania świetnie mnie rozumiała, nigdy nie było sytuacji, żeby nie odpisała mi na wiadomość. 

Od tej pary bije wspaniałe ciepło – w ich wpisach, w wywiadach, które możecie znaleźć na ich blogu. Dla mnie są wzorem do naśladowania. Miłości, pracy i pasji. Dlatego im należy się miano BLOGU 2014! :) Zmienili moje życie, pomogli mi uwierzyć w siebie i za to mają u mnie milion statuetek! 

Możemy im jednak pomóc w tym konkretnym konkursie, głosując na nich, wystarczy jeden sms, którym dodatkowo pomożecie Fundacji Dzieci Niczyje.

AAAAAAAA jeśli ktoś z Was nie zna FASHIONABLE.COM.PL, niech mi tam od razu zagląda! :) Ostrzegam … uzależnia. 

10959844_1008338305847166_8436260366144672466_n

P.S.

Zapamiętajcie dobrze ten adres: http://fashionable.com.pl/ :)))))))

 

Jak sobie radzić z przeziębieniem?

Lubię śnieg, ten widok za oknem, kiedy wszystko jest białe, uwielbiam kiedy skrzypi mi pod nogami, ale … czemu zawsze musi być jakieś „ale”. Okres zimowy dla mnie to istny horror z powodu przeziębień i choróbsk, które za to MNIE w tym czasie uwielbiają.

Od świąt – co dwa tygodnie „coś” mnie dopada. Pytałam znajomych, babcię i inne autorytety jak się najszybciej tego „czegoś” pozbyć i co jest pewnie do przewidzenia – ile osób tyle teorii. Postanowiłam więc, że stworzę swoją listę niezbędników, kiedy zaczyna Nas coś rozkładać. Oczywiście, z góry uprzedzam, że kiedy objawy długo nie ustępują należy się udać do lekarza, ale warto – zanim usłyszy się od niego proszę mi nie zawracać głowy, piję kawę - poratować się domowymi sposobami. Oto moje TOP 10. :)

1. Mieszanka czosnkowo-miodowo-cytrynowa. 

zdrowie.trójmiasto.pl

Brzmi to może baaaardzo niesmacznie, ale wbrew pozorom potrafi nawet ciekawie smakować. Smak jednak, nie jest najważniejszy – przecież chodzi o skuteczność. Ta mieszanka wybuchowa pomaga mi, kiedy katarowi, bólowi kości i gardła, towarzyszy gorączka. Jeden kubek wypity, wygrzanie na maxa i gorączka w 95% znika. Dodatkowo człowiek czuje się rano o niebo lepiej. Najlepiej pić ją przed samym snem, ponieważ ważne jest to, żeby się porządnie wygrzać pod kołdrą. 

Sposób przygotowania:

5 ząbków czosnku przeciskasz przez praskę, zalewasz wrzątkiem, następnie czymś przykrywasz. Po ostudzeniu dodajesz pół wyciśniętej cytryny, łyżkę miodu i odstawiasz mniej więcej na dobę, czasami wystarczy jedna noc. Po odstaniu przelewasz do innego kubka przez sitko TO co powstało i dzięki temu nie czujesz aż tak intensywnie czosnku. :)

2. Mleko z miodem

zdrowie.dziennik.pl

Na ból gardła idealne. Kiedy czuję tzw. nieprzyjemną „kluchę” w gardle, po wypiciu ciepłego (nie gorącego!!) mleka z miodem czuję ulgę. Jeśli pije je, mniej więcej 3 razy dziennie na drugi dzień ból albo znika całkowicie albo jest o połowę mniejszy. :)

3. Czosnek, czosnek i jeszcze raz czosnek.

jedzmy-zdrowo.pl

Jem go w takich okresach na potęgę. Oprócz wyżej wspomnianej mikstury, jem ząbek czosnku do śniadania, robię tosty i smaruje je wyciśniętym czosnkiem. Generalnie, wtedy wampiry do mnie na pewno na krewkę nie wpadną. :) Pamiętajcie, czosnek jest jednym z najlepszych i przede wszystkim naturalnym antybiotykiem. Przez cały rok, kiedy jego szczyptą „przyodziejecie” potrawy, na pewno wpłynie to pozytywnie na Waszą odporność.

4. CIRRUS

lekosfera.pl

Nie będę przecież udawać, że stosuje tylko naturalne leki, bo niestety tak się nie da. Te tabletki mogę z ręką na sercu polecić w walce z katarem. Jeśli użyjecie ich na samym początku infekcji, macie gwarancję albo ustania kataru całkowicie albo bardzo ograniczycie mu pole do manewru. :)

5. Syrop z cebuli

mojegotowanie.pl

Myślę, że każdy zna go chociaż z dzieciństwa, ale dorośli też nim nie gardzą. Przepis banalny – wystarczy skroić (nie za drobno!) około 3 cebul, zasypać cukrem, zostawić na kilkanaście godzin pod przykryciem i afrodyzjak gotowy. :) Nie bez kozery używam tutaj tego słowa. :) Ja lubię ten syrop na kaszel, ze względu na to, że pomaga go ograniczyć, ale uwielbiam też jego smak. :)

6. Neo-angin

polki.pl

Na silny ból gardła mi na prawdę pomaga. Inne tabletki, w przypadku małego bólu – dają radę, ale kiedy dopada mnie takie coś jak teraz – bez tych tabletek ani rusz.

7. Sen

mowimyjak.pl

Szczególnie dobry jest, kiedy towarzyszy Nam gorączka. Po krótkiej drzemce, człowiek na prawdę może obudzić się dużo zdrowszy. Pisze to osoba, która spanie w dzień uważa za coś co najmniej abstrakcyjnego. :) Dodatkowo, kiedy organizm jest osłabiony walką z chorobą, nie warto dowalać mu kolejnych dawek „emocji”, więc najlepiej iść pod kołdrę, wyłączyć telefon i zamknąć się przed całym światem. 

8. Dobra muzyka

dj.megamusic.pl

Spokojna, bardzo często poważna muzyka, wpływa bardzo korzystnie na Nasze samopoczucie. Nie dotyczy to tylko grypy czy przeziębienia, ale także ukojenia nerwów. Chwila + Ty + Słuchawki = lepsze samopoczucie, po prostu. ;)

Ja polecam taki MIX:



9. Gorąca kąpiel

dietastart.pl

Baaaaardzo gorąca, z dodatkiem ładnie, ale nie intensywnie, pachnących płynów i szybki bieg do łóżka to szansa na szybsze wyjście z choroby. :)

10. Rozgrzana osoba obok! :)

Opis i wyobrażenie do tej metody każdy doda sobie sam. ;)

Oczywiście, to jest moja subiektywna lista, dotycząca mojego organizmu, dlatego, jeśli np. macie na któryś ze składników leków uczulenie albo wrażliwy żołądek, przemyślcie wybór kilka razy. 

Taka jedna – dodatkowa rada – jedzenie owoców i warzyw poprawia Naszą odporność, więc starajcie się nie tylko pożerać witaminę C w tabletkach, ale przede wszystkim sięgnijcie po naturalne składniki, a uniknięcie takiego maratonu choróbsk jak ja ostatnio …. Jak to mówią: Mądry Polak po szkodzie!  :)

P.S.

Zdjęcia nie są mojego autorstwa, ale w ich opisie znajduje się informacja o portalach na których się znajdują. :)

Trzymajcie się cieplutko!!