Spokojnych Świąt!

Kochani,

ostatnio nie wiem w co ręce włożyć, dlatego w te Święta chciałabym życzyć Wam i sobie CZASU. Momentu na zatrzymanie się, przemyślenie swojego życia. Może tego co robimy źle? Tu pozostawiam już miejsce Waszej fantazji. :)

Oprócz czasu życzę Wam wielu radości, nie tylko w ten czas, ale na cały rok. Zdrowia – bo jeśli go nie ma, to nie ma się tak naprawdę nic. Miłości – bo ona uskrzydla, daje siłę napędową do działania! Spokoju – każdy z Nas czasem potrzebuje wyciszenia. W dzisiejszych czasach to wręcz wskazane. :)

Natomiast moje prywatne życzenie jest takie, że będziecie dalej mi kibicować w prowadzeniu bloga, przeżywać ze mną szczęścia i (czasem pewnie niestety) smutki i stworzymy fajną społeczność, która będzie istniała nie tylko on-line, ale także off-line! :)

Radosnych Świąt Wielkanocnych! :*

11130097_10202703850435888_8075338976969085783_o

P.S.

Zdjęcie zrobione wczoraj – najpiękniejsze miejsce na ziemi! <3

 

Zwątpienia = marzenia

md_DSC_2427

Przesilenie wiosenne dopada i mnie. Nie umiem kompletnie zmotywować się do działania. Miałam systematycznie przygotowywać się na zajęcia, uczyć się porządnie, nie po łebkach, zapisać się do dietetyka itd., itd., a co z tego wyszło? Jedno wielkie NIC.

Po całym weekendzie w szkole, nie marze o niczym innym, jak o świętach, o tym, żeby oderwać się od tego wszystkiego i odpocząć. Nie chodzi o zmęczenie fizyczne, bo jeszcze z tym daję radę, ale psychiczne. Czuje się wypalona. Coraz częściej w moich myślach, pojawia się wizja, która od kilku lat powraca do mnie jak bumerang. Francja. Zakochałam się w tym kraju w 2010 roku, kiedy pierwszy raz w życiu miałam okazję tam być i od tamtej pory, kiedy jest mi ciężko tu gdzie jestem, uruchamia mi się pamięć wsteczna i ląduje w Cannes. Swoje trzy grosze ma także Ania z fashionable.com, która przypomniała mi soundtrack z Amelii. ;)

Ostatnio z tego marzenia zwierzyłam się Marcinowi. Byłam w szoku, kiedy podzielił moje zdanie, że super opcją byłoby tam kiedyś wyjechać, nie tylko na wakacje, ale na stałe. Oczywiście póki co, to mrzonki i nic więcej, ponieważ nasz francuski jest równy zeru, ale kiedy czuje się totalnie słaba psychicznie, na samą myśl o tym moje serce się raduje. Nie stać mnie na wycieczki tam i z powrotem, ale pamięć i wspomnienia w takich momentach, jak ostatnio idealnie się przydają. :)

Pielęgnujcie swoje wspomnienia i marzenia … nawet, jeśli wiecie, że są one póki co zupełnie nierealne do spełnienia, nie dajcie im odejść w zapomnienie. Ja nimi żyję i małymi kroczkami, staram się wdrożyć je w życie. Ostatnie kilka dni to same momenty zwątpienia we wszystko, ale nie poddam się tak łatwo. :) W związku z tym, w czasie przerwy świątecznej na studiach, biorę się za szukanie w miarę tanich wakacji nad Lazurowym… :) 

Żyje się raz i nie warto odkładać pewnych rzeczy na później. Do przeprowadzki jeszcze baaaaaaardzo długa droga, ale do wakacji mam nadzieję ciut krótsza. :) 

W kolejnym wpisie postaram się Wam zaserwować kilka zdjęć z moich wakacji z 2010 roku, będziecie wtedy mieli okazję sami się przekonać, jak tam jest pięknie. :) 

Trzymajcie się i nie dajcie!! :)

Klamka zapadła

m.edziecko.pl

Są momenty w życiu, kiedy nagle wszystko staje się jasne. Twoje wahania, wątpliwości uciekają w zapomnienie i dostajesz jasny przekaz, jaką masz podjąć decyzję. Ja, dzisiaj mam dokładnie taki dzień, a w sumie to wieczór.

Zaczęło się niewinnie. Spór o pierdołę, ale skończyło się jak zawsze. Z tego wszystkiego wsiadłam w samochód, wzięłam psa pod pachę i pojechałam po prostu gdzieś odreagować. Pochodziłam, troszkę przewietrzyłam w małej miejscowości obok Gliwic i jest lepiej. Minimalnie. Podjęłam też bardzo ważną decyzję – wyprowadzka musi nastąpić jak najszybciej. Niestety, nie potrafię już funkcjonować z moją mamą pod jednym dachem. Nie wiem, czy to przez różnicę wieku, mój/ jej charakter, ale od pewnego czasu co chwilę jest coś nie tak. Nie będę opisywać o co są te kłótnie ( a w sumie bardziej wyrzuty, jaka to jestem zła i beznadziejna), ale mam tego dość. Mam jeszcze inne problemy, stresuje się nimi, a jeszcze Ona mi dokłada. To się musi skończyć. 

Rano, miałam znowu wątpliwości czy ślub za rok i przeprowadzka do końca 2015 roku jest dobrą decyzją. Teraz wiem, że jest najlepszą, jaką mogę w tym momencie podjąć. Czas odciąć pępowinę, zacząć żyć na odległość, bo inaczej się po prostu nie da … 

Tak jak kiedyś napisałam na moim profilu na FB:

Mieszkanie z rodzicami po 20-tce powinno być surowo zabronione!

Plum … !

Uff … przez ostatnie kilka dni troszkę zaniedbałam bloga, ale już spieszę, aby wszystko ponadrabiać! :)

Jak mieliście okazję ostatnio czytać, w sobotę miałam mega kryzys spowodowany moją rodziną. Nic w tym temacie się nie zmieniło, może jedynie tyle, że staram się mieć coraz bardziej na to „wyjechane”. Dziękuję wszystkim za komentarze, które dodały mi otuchy! ;*

Ostatnie dni to jednak nie tylko rozterki negatywne. Myślałam także co zrobić ze ślubem, pamiętacie jak pytałam się o wasze zdanie, czy istnieje idealny moment na taką uroczystość? W sumie wszyscy jednym głosem powiedzieli, że NIE i najważniejsze jest to co my z Marcinem do siebie czujemy. Biłam się z myślami wiele dni tak naprawdę, ale ostatnio nastąpił jakiś przełom. Po rozmowach z przyjaciółmi, z Wami (!) i przede wszystkim z Marcinem, podjęliśmy decyzję. Wiadomym jest, że wiele zależy także od innych czynników, ale …. robimy wszystko, aby udało nam się zrealizować cel, jakim jest ślub w lato przyszłego roku. :)

Są momenty, kiedy ogarnia mnie straszny strach, za chwilę jestem podekscytowana i tak w kółko. Mam jednak nadzieję, że się uda i wszyscy będą zadowoleni. :) Ta decyzja to w sumie przede wszystkim wynik upartości Marcina, bo nie chciał mi popuścić kolejnego roku, haha. :) Także trzymajcie za nas kciuki, maile się piszą, telefony dzwonią, także jest co robić … :)

Dziękuje raz jeszcze wszystkim z tego miejsca, którzy są i pomagają mi we wszystkim! ;)

11043240_1552237235054375_4664315831886788433_n

Czy kiedyś będzie normalnie?

Te pytanie zadaje sobie od dobrych kilku lat i nie potrafię sobie na nie nigdy odpowiedzieć. Inaczej – kiedy wydaje mi się, że ją znalazłam okazuje się jak bardzo byłam w błędzie. Rodzina – według socjologów - najważniejsza, podstawowa grupa społeczna, na której opiera się całe społeczeństwo. Taa … Jeżeli opiera się na mojej to mogę powiedzieć, że świat pędzi to autodestrukcji. Trochę to smutne, ale prawdziwe.

Relacje w rodzinie zawsze należą do bardziej skomplikowanych niż np. między ludźmi w pracy. Tutaj, niby wszyscy się kochają, szanują, pomagają sobie, ale tak naprawdę czekają tylko na moment, w którym twoja noga się podwinie i wyłożysz się jak długi. Nie ma czegoś takiego, jak współpraca. Przynajmniej ja jej jeszcze nie doświadczyłam, bo obrywa mi się z jednej i drugiej strony …. a za co? Bo ktoś musi słuchać. Nie chciałam, żeby mój blog był swego rodzaju wylewaniem swoich problemów, ale miarka się przebrała. Przez długi czas starałam się wszystko dusić w sobie, udawać, że mnie to nie rusza. Tak nie jest. Jestem pomiędzy młotem, a kowadłem, ale nikt tego nie widzi. Najważniejsze dla jednej i drugiej strony jest NIENAWIŚĆ. Nie do mnie (przynajmniej tak deklarują), ale do siebie nawzajem. Moje uczucia i to jak ja w tym wszystkim się czuję jest w ogóle nieważne, bo co? Jestem młoda, małomówna? Dobra dziewczynka do bicia, prawda? :)

Skończyło się. Moja cierpliwość i grzeczne potakiwanie na to co się dzieje. Odcinam się od spadku, od trzech sióstr po 60. ( a w sumie przede wszystkim dwóch – L. i E.), które niszczą mnie każdego dnia. Nie chce mieszkania, dam sobie radę sama. Bez niczyjej pomocy. Będzie trudno, ale nikt nie zarzuci mi, że dostałam coś za darmo albo jeszcze lepiej – ukradłam. Udławcie się tym wszystkim, a mi dajcie święty spokój! 

Wstyd, że dwie DOROSŁE osoby nie potrafią się dogadać, a przy okazji niszczą kogoś kto zawsze był (a przynajmniej starał się być) fair w stosunku do wszystkich. Dzisiaj kolejny wieczór w moim mieszkaniu wygląda jak pobojowisko. Nie chcę tak dłużej, dlatego od dziś mnie nie ma.

Jedyne w tym momencie to pragnę przeprosić Dziadka, że tak to wszystko wygląda, ale tutaj główne „szapoba” do twych córek. 

natala0050.pinger.pl

Przedterminowe dylematy

plener-slubny-kasprowy-wierch-3

Dostałam od Was kilka wiadomości, kiedy pojawią się jakieś wpisy przedślubne z mojej strony, ale spokojnie jeszcze przyjdzie (mam nadzieję :D) ten czas. :) Jednak dzisiaj chciałam się Was poradzić. Zaczęłam mieć sama mętlik w głowie, kiedy najlepiej brać taki ślub? Czy w ogóle istnieje coś takiego, jak „właściwy czas”?

Te pytania, nieustannie od kilku dni mi towarzyszą i naprawdę nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Byłam przekonana, że kiedy się czuje, że to jest TO i TEN człowiek to po prostu się to robi i tyle. Jednak, jak się okazało to wcale nie jest takie proste. Wyznaczenie daty ślubu zaczęło mi (Nam) sprawiać coraz większe kłopoty. Z jednej strony chciałoby się JUŻ, TERAZ, ale z drugiej … głosy wątpliwości dochodzą do Nas z otoczenia, rozsądek także jest trochę sceptyczny. 

Miotam(y) się jak zwierzęta w klatce i nie bardzo wiemy w którą stronę pójść. Czy lepiej jeszcze poczekać kilka lat, czy może lepiej iść za ciosem i od razu ruszyć z przygotowaniami? 

Pierwsza kwestia – kasa, kasa, kasa. Nie chodzi tylko o sam ślub, ale przede wszystkim na załatwienie kwestii mieszkania. Bez tego ani rusz, a żyć na czyjejś łasce od początku wspólnego życia? No, nie bardzo.

Druga kwestia – opinie bliskich. Delikatnie staram się podpytać czy to przyjaciół czy znajomych, a przede wszystkim rodzinę i co słyszę? Pół na pół. Jedni uważają, że odpowiednią datą jest 2016, inni, że mamy poczekać do bliżej nieokreślonej przyszłości.

Trzecia kwestia – brak czasu na ewentualne załatwianie spraw przedślubnych (a czytając ile tego wszystkiego jest, robi mi się słabo i ciepło jednocześnie:))). Dodatkowo Marcin wyjechał teraz na miesiąc, więc zostaje z tym wszystkim sama.

Te trzy zagadnienia, robią mi wodę z mózgu i przestaje sama wiedzieć czego chcę, a to nie za dobrze, prawda? Może to głupie, że proszę Was o opinie (szczere!), ale chyba potrzebuje jeszcze bodźców z zewnątrz, żeby odpowiedzieć sobie na 100%, czy jest coś takiego jak WŁAŚCIWY czas na ślub? 

Pozdrawiam Was cieplutko i z góry dziękuję za każde słowo! 

Rocznicowo i zaręczynowo jednocześnie :)

10882251_10202209746003586_7224173938724182720_n

Dzisiaj mija dokładnie 4 lata od kiedy jestem z tym moim „dziadygą” i dlatego postanowiłam, że wpis będzie poświęcony bardzo ważnemu wydarzeniu, które miało miejsce kilka dni temu. :) Dla stałych czytelników staje się jasne o czym on  będzie … ZARĘCZYNY. ;)

TEN dzień zaczął się dość zwyczajnie, nic nie zapowiadało, że to będzie akurat DZISIAJ. Gdzieś tam w sercu czułam, że te wydarzenie wkrótce nastąpi, ale i tak było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie będę Was zanudzała opisem całego dnia, bo troszkę sekretów też muszę mieć, ale o najważniejszym momencie nie omieszkam NIE wspomnieć. ;)

Pojechaliśmy do Ustronia – totalny spontan, ale to jest w tym wszystkim najfajniejsze. Jak się potem okazało, miał mnie zabrać do Wisły (spędziliśmy tam Sylwestra i to był bardzo dla Nas ważny wyjazd :* ) i oświadczyć mi się właśnie w tym miejscu, ale oczywiście JA musiałam mu troszkę pokrzyżować te plany swoją upartością. :P No nieważne – taka już jestem.

W każdym razie – jesteśmy w tym Ustroniu, spacerujemy sobie po alejce wzdłuż Wisły (ja prywatnie to miejsce nazywam sobie Parkiem Chopina – analogicznie do gliwickiego :)) i nagle zatrzymujemy się przy ławce, na której podczas Naszego pierwszego wspólnego wyjazdu wyryliśmy na niej swoje inicjały. Z racji tego, że było na niej dużo śniegu, zaczęło to być dla mnie co najmniej dziwne, ale nie dałam nic po sobie poznać. Nagle słyszę: Aniu, zanim stąd odejdziemy chciałbym Ci coś powiedzieć (….) Reszty nie pamiętam, bo zobaczyłam jak z kieszeni wyłania się czerwone serduszko … Nawet nie wiem, kiedy klęknął i zapytał się mnie czy zostanę jego żoną, bo kazałam mu jak najszybciej wstać, bo inni ludzie się na Nas patrzyli (a ja strasznie nie lubię takich sytuacji), zgodziłam się na wszystko i pośpiesznie SAMA założyłam sobie ten piękny pierścionek. :D Jak zawsze musiałam najbardziej romantyczną chwilę troszkę popsuć, ale podobno to u mnie urocze! Następne kilka minut (a może i godzin ?!) byłam jak w amoku, totalnie nie ogarniałam tego co się dzieje i dopiero wieczorem kiedy siadłam na swoim łóżku, popatrzyłam na moją prawą rękę, powiedziałam sobie w duchu: I tak oto stałam się narzeczoną, a on narzeczonym. :) 

Historia pewnie jak wiele innych, ale dla mnie najbardziej wyjątkowa i najważniejsza w całym Naszym dotychczasowym wspólnym byciu i życiu! :)

Trzymajcie za Nas kciuki, bo wbrew pozorom, wiele musimy jeszcze przetrwać, żeby móc w pełni się sobą cieszyć! :)

P.S.

Przesyłam kilka zdjęć z Ustronia i Wisły, które udało mi się zrobić akurat w tym roku. ;) I dołączę wyprawkę do Niemiec dla uciekiniera z okazji rocznicy. ;)

DSC_0090DSC_0089DSC_0090 DSC_009110915264_10202259507447591_1531049483099639817_nDSC_0127

Się zadziało …. :)

IMG_20141128_214834

Jak pewnie zauważyliście przez ostatnie kilka dni troszkę zamilkłam na blogu i FB, ale mam nadzieję, że mam COŚ na swoje usprawiedliwienie … ;)

Przez ostatnie kilka dni wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu i musiałam troszkę pobyć w tym realnym świecie. W sumie stało się coś bardzo ważnego. Mogę siebie nazywać narzeczoną. Dziwne to troszkę, ale fajne. :) Kilka osób zarzuciło mi, że jakoś mało się cieszę, ale to całkowita nieprawda! Bardzo się cieszę, ale nie chcę mówić o tym ciągle na głos, bo boje się, że ktoś zły to usłyszy i zechce mi to zabrać. Wtedy byłabym baaaaaaaaaaaaaaaardzo zła. 

Kurde to naprawdę się stało (ciągle nie dowierzam :P) …. po prawie 4 latach dostałam wymarzony pierścionek, usłyszałam wspaniałe słowa i niby nic się nie zmieniło, ale jednak … WSZYSTKO. Mam wrażenie, że dorosłam. Nie chodzi o to, że byłam dzieckiem, bo chyba aż tak źle ze mną nie było, ale w głębi serca stałam się bardziej dojrzała. Zaczęłam więcej rzeczy kalkulować, a nie tylko kierować się marzeniami. Dostrzegłam, że teraz zaczyna się już proza życia. Tak naprawdę. Fajnie jest studiować, spotykać się z przyjaciółmi, ale trzeba w końcu wziąć się za siebie i myśleć co będzie dalej. Powiem Wam szczerze, że w momencie, kiedy padło słynne zdanie z ust mojego Marcina: Czy zostaniesz moją żoną?ogarnęła mnie panika, w mojej głowie pojawiły się pytania: Jak to? Już? Teraz? Przecież ja mam 22 lata … Długo jednak się nie zastanawiałam, kazałam mu szybko wstać i powiedziałam z pełną świadomością TAK. :) Kiedy myślę o tym dorosłym życiu, to wiecie co? Nie boje się. Będzie raz łatwiej raz trudniej, ale jakoś to będzie. :) W końcu jesteśmy „zaklepani” dla siebie … :)

P.S. 

O samych oświadczynach, które mi się przydarzyły też wkrótce napiszę, ale póki co muszę się nacieszyć moim narzeczonym, bo ucieka mi na miesiąc w delegację do Niemiec. :( Sami rozumiecie … :)

IMG_20150214_212730

Wszystko powiedziane nie WPROST

600akpa_kamil_durczok

Nie przypuszczałam, że ta sprawa ruszy mnie aż tak bardzo, ale jednak stało się inaczej. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że pracowałam kilka razy jako dziennikarz, że studiuje taki kierunek? Jedno jest pewne. Nie podoba mi się sposób w jaki media teraz niszczą Kamila Durczoka.

Nie będę wypowiadać się na temat rzekomego molestowania, bo nie ma na razie na ten temat żadnych dowodów, są jedynie pogłoski rzucone przez anonimową kobietę. Natomiast chce wypowiedzieć się o artykule, który został zamieszczony w poprzedni poniedziałek na łamach „Wprost”.

Według mnie Sylwester Latkowski robi z niegdyś poważnego tygodnika, niskiej klasy tabloid. Skoro śledztwo dziennikarskie ma dotyczyć molestowania to w jakim celu przytaczana jest w artykule informacja o zajściu z 16 stycznia. Przecież ona nie ma nic wspólnego z poprzednim materiałem dziennikarskim. Owszem, opisuje co najmniej dziwne zdarzenie, ale jest to według mnie prywatna sprawa pana Durczoka. To czy za przeproszeniem ćpa, pije czy chodzi gdziekolwiek ma ochotę, ale robi to po pracy to nie powinno nikogo obchodzić. Czytałam gdzieś, że przecież on jest wzorem młodych ludzi, więc nie ma prawa robić czegoś z nim niezgodnego. Owszem dziennikarzem jest dobrym i wielu ludzi może czerpać z niego inspirację w swojej pracy, ale przecież nigdy nie było sytuacji, że był na wizji np. pijany – co niektórym się zdarzyło i jakoś wielkiego śledztwa na ten temat nie było. Mam wrażenie, że w tym przypadku chodzi tylko i wyłącznie o zniszczenie życia zawodowego i prywatnego pana Kamila. Nie znam go osobiście, miałam okazję raz w życiu go zobaczyć i sam wtedy stwierdził, że jest cholerykiem i nie jest łatwy do współpracy. To, owszem po nim widać, ale to czy kogoś molestował? Na odpowiedź na to pytanie powinnyśmy poczekać, a nie z góry oceniać kogoś, kiedy nie ma na to jednoznacznych dowodów. Bezpodstawnymi oskarżeniami można zniszczyć kogoś w ciągu sekundy. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Ja, jestem PÓKI CO całym sercem z Kamilem Durczokiem i wcale się tego nie wstydzę.

Wiem, że pewnie ten wpis odbije się bez większego echa albo wręcz przeciwnie – niektórzy mnie za niego zlinczują … TRUDNO. Mamy wolność słowa i mam prawo powiedzieć/napisać co sądzę. 

Dziękuję za uwagę. 

P.S.

Obiecuję, że kolejny wpis będzie przyjemniejszy. :)

Egoizm, egoizm, egoizm i jeszcze raz zas**** egoizm.

Ech … zima rozpanoszyła się za oknem, a moja produktywność przez to spada. Jedyne co uwielbiam w takim czasie to widoki, którymi mogę się delektować bez końca. :) Ciepła czekolada, świeczki, dobry film i taka aura to dobry wieczór gwarantowany. Spacery też są piękne, ale mój jeszcze niepewny stan zdrowia każe mi jednak ich unikać.

Przedwczoraj miałam okazję oglądać świetny film - Za jakie grzechy dobry BożeNie będę zdradzać całej fabuły,bo pewnie nikt wtedy go nie obejrzy, ale ogólny zarys jest jak najbardziej wskazany. :)

Zamożna rodzina we Francji: rodzice i 4 dorosłe córki. Każda z nich wybiera sobie męża, delikatnie rzecz mówiąc: nie w ich stylu. ;) Jeden ciemnoskóry, drugi Muzułmanin, trzeci Żyd a czwarty to Chińczyk. Cały film to perypetie i zmagania się rodziców ze swoimi uprzedzeniami – na prawdę polecam! :) Humor wysublimowany i wszystko ma swój szyk i styl, jak przystało na Francję.

Mnie natomiast ten film otworzył oczy na coś zupełnie innego. Mianowicie na relację międzyludzkie. Ostatni czas, pokazuje mi, jak bardzo mogą być one dzikie, fałszywe, trudne … Dlaczego? Nie wiem. Nie rozumiem tego, dlaczego siostra z bratem nie potrafią żyć w zgodzie, czemu teściowa z zięciem czy synową się nie dogadują. Dla mnie to jest chore. Przecież rodzina jest po to, żeby się wspierać,aby w trudnych chwilach być razem. Nie po to, żeby wbijać sobie noże w plecy.Podobnie zresztą jest w pseudo przyjaźniach. Niby wszyscy się lubią, szanują, deklarują pomoc, kiedy będzie Ci źle. Nagle jednak …. pstryk i tak jesteś sam.

Czemu ludzi są takimi egoistami? … Nie twierdzę, że zdrowy egoizm jest zły, ba! Nawet powiem, że jest bardzo dobry. Jednak bez przesady. Własne dobro zazwyczaj stawia się na 1. miejscu i OK, nie mam nic do tego. Natomiast wykorzystywanie innych przy tym, hola, hola! STOP! Tak się nie robi. Jeśli już popełni się jakiś błąd to trzeba mieć odwagę spojrzeć drugiej stronie w oczy, porozmawiać i wyrzucić to z siebie – nie wysługiwać się osobą trzecią. W dodatku niszczyć ją przy okazji. Tak się nie da żyć.

Ja od wczoraj wymiękam. Mam dość udawania, dość sztucznych uśmiechów, pseudo znajomości. Nie chce tak. Dłużej tak nie mogę.

Wiem, że ten wpis jest baardzo chaotyczny, ale takie też są moje myśli. Nie ogarniam ludzi, nie rozumiem ich. Oczywiście, są wyjątki za które z serca dziękuję, ale jednak spora część … Na tym zakończę.

Musiałam gdzieś to napisać/powiedzieć, żeby było mi choć troszkę lepiej. Może ktoś się domyśli o kim mówię? Może się zastanowi nad swoim zachowaniem? Dobrze by było.

Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowego egoizmu każdemu po trochę! :)

HYnso1-460x287