Współczesna przyjaźń

Zastanawialiście się czym jest tak naprawdę przyjaźń? Ja, przez wiele lat myślałam, że ta definicja nie jest mi w życiu do niczego potrzebna, bo przecież wiem to najlepiej. Ostatnio jednak, przemyślenia same zaprzątnęły mi głowę. Czy w dzisiejszych czasach nie za bardzo szastamy tym określeniem? Nie jest tak przypadkiem, że ludzie, którzy uchodzą za PRZYJACIÓŁ w rzeczywistości są po prostu znajomymi? I to w dodatku wcale nieżyczliwymi? 

Ostatni czas w moim życiu pokazał mi, kto jest naprawdę, a kto był na niby. Dowiedziałam się, na kogo w każdej sytuacji mogę polegać, kto faktycznie cieszy się z moich sukcesów, kto przejmuje się tym, czy jestem smutna czy radosna. I ten życiowy egzamin wypadał całkiem dobrze. :) Fakt, faktem największe zaskoczenie przyszło z zupełnie niespodziewanej strony, ale tak to w życiu bywa. :) Wiele osób zarzuca mi, że dałam sobie wejść ludziom na głowę – i tak pewnie jest, ale w 90% przypadków tego w ogóle nie żałuję! :) A wiecie dlaczego? Bo w chwilach próby, ja też mogłam im zdrowo na tę łepetynkę wtargnąć! :) Przyjaźń właśnie na tym polega. Wiadomo, nie chodzi o przesadę, ale o zdrowy rozsądek ze wszystkim. Bardzo często zdarza się tak, że próbujemy na siłę się z kimś przyjaźnić, czy to ze strachu, że zostaniemy sami czy dlatego, że ktoś jest według nas fajny … ale to się mija z celem. Ktoś kto żeruje na nas, a w momencie naszej potyczki odwraca się tyłkiem, jest gówno wart. Zapamiętajcie to! Nigdy nie udawajcie kogoś kim nie jesteście, nie sypcie słodkich słów do kogoś, tylko, żeby się przypodobać. Nie róbcie niczego wbrew sobie. Żyjcie tak, jak chcecie. Podejmujcie decyzję w zgodzie z własnym sobą, a nie z innymi. Wielu ludzi udaje bardzo życzliwych, tylko po to, aby patrzeć na to, jak wyłożymy się na pierwszym zakręcie. Weźcie to za przestrogę kogoś, kto przechodzi wewnętrzną i (mam nadzieję) zewnętrzną metamorfozę swojego dotychczasowego życia. :)

Ja mam wspaniałych przyjaciół, przez wielkie P! Nie oddam ich za nic w świecie! Ci, wiedzą o kim piszę, wymienianie ich z imion jest zupełnie niepotrzebne! :) 

Dobranoc! :)

blogspot

Siłownia na powietrzu – jestem na TAK!

Z racji tego, że staram się ostatnio wdrożyć moje postanowienia noworoczne w życie, stwierdziłam, że będę się z wami dzielić spostrzeżeniami na temat tego co mnie spotka na drodze do ich wypełnienia. :)

Dzisiaj miałam okazję, w końcu wypróbować siłownię, ale nie taką tradycyjną, lecz na powietrzu. Powiem szczerze, że nie byłam w ogóle przekonana do tego rodzaju rozwiązania po dziś. Cały czas wydawało mi się, że sprzęt, który tam znajdę będzie kolokwialnie mówiąc do dupy, że ludzie będą się gapić jak na dziwaka, że dostępne urządzenia wcale nie będą dostępne, bo banda gimnazjalistów albo pijaczków zrobi sobie z nich posiadówę, ale grubo się pomyliłam. :)

Podczas powrotu z naszych codziennych treningów w końcu zagościłyśmy tam na dłużej. I jestem zachwycona! ;) A dlaczego, już wam zdradzam…:)

1. O odpowiedniej porze jest szansa, że nikogo nie spotkacie.

Ten argument jest bardzo ważny dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem. Nie każdy czuje się super pewnie w swoim ciele, dlatego często wolałby schować się przed całym światem i ćwiczyć po cichu. Ja należę do takich osób i pomimo tego, że moja siłownia usytuowana jest w samym centrum spacerowym osiedla, urządzenia są zamontowane w taki sposób, że nawet przechadzający ludzie obok, niekoniecznie widzą moje poczynania np. z wahadłem. :) Dodatkowo, kiedy wybierzecie się w godzinach porannych – gwarantuję, jedynymi obserwatorami będą starsze osoby, przechadzające się to tu to tam. ;)

2. Warunki klimatyczne są duże lepsze! 

Prawdziwe powietrze, podmuch wiatru, słoneczko, a nie stara klima albo wiatrak, a dodatkowo rażące światła lamp. Zawsze na siłowniach, tych tradycyjnych odstraszał mnie właśnie taki klimat. Za oknem słońce, wszystko tętni życiem, a w zamkniętym pomieszczeniu słychać tylko warkot urządzeń i zasapanych ludzi. Na powietrzu – nie brakuje wcześniej wspomnianych czynników, ale oprócz tego słychać śpiewające ptaszki, rozmowy innych ludzi (niekoniecznie na tematy sportowe :P), czuje się klimat prawdziwego lata … naprawdę to jest coś co mega motywuje!

3. Nie stoi nad tobą trener…:)

Ćwiczysz w swoim tempie, dokładną instrukcję obsługi urządzeń masz przed sobą, nie musisz przejmować się tym, że czasami wyglądasz śmiesznie, po prostu bawisz się tym co robisz! :) A taką zabawą da się więcej osiągnąć niż spinaniem się i braniem wszystkiego na poważnie. 

Siłownia na moim osiedlu wyposażona jest w takie urządzenia:

1) Orbitrek

2) Rowerek

3) Jeździec

4) Prasa nożna

5) Wahadło (moje ulubione ;D)

I kilka innych, których nazw nie pamiętam. :) Nie brakuje także miejsca na szachy i grę kółko i krzyżyk. ;)  Także, jeśli macie blisko siebie siłownie na powietrzu, korzystajcie z nich póki pogoda sprzyja!! :)

Buziaki Kochani! :*

mm

11692696_1610244915920273_2177398190959859410_n

Biegiem przez życie?

dbam-o-siebie.com.pl

Nowy miesiąc, nowy wpis … tak strasznie mi wstyd, że ostatnio was zaniedbałam. Tak naprawdę, zaniedbałam nie tylko was, ale i siebie. Uświadomiłam sobie, że w nadmiarze obowiązków i ciągłej gonitwy – znowu zapomniałam o własnym JA. O swoich planach, marzeniach, a przede wszystkim o obietnicach, które składałam sobie jakiś czas temu. Miałam wprowadzić wielkie zmiany w odżywianiu, w ubiorze, makijażu itd, itd., a co z tego wyszło? Niewiele. Bloga też zaniedbałam…Czas się zatrzymać….

Ale skłamałabym, że całkiem. :) Zaczęłam biegać, taaak. W końcu leniwa Ania wybrała się z odpowiednią motywatorką -> Olą (:*), muzyką i aplikacją ENDOMONDO w podróże po najbliższej okolicy. I to nie samochodem, ale na nogach. Nie z prędkością 1 km/h, ale nawet momentami 10 km/h. Na razie moja faza trwa 3 dni, jutro czwarty, ale już teraz jestem z siebie dumna. Małymi kroczkami, ale do przodu. Musiałam chyba w sobie znaleźć w końcu siłę na to, żeby wstać i iść przez życie dalej, cokolwiek by mi dawało. Nie obiecuję już, że będę pisać regularnie, bo znowu może mi coś wypaść, mogę nie mieć weny, a nie chcę was okłamywać. Mogę jedynie obiecać, że będę się starała jak tylko się da – regularnie zamieszczać swoje przemyślenia. :)

Mam nadzieję, że dacie mi kolejną szansę i tym razem was nie zawiodę! :) Bo już wiem na pewno, że nie ma co biec przez życie, ale warto czasami zwolnić tempa i zauważyć coś, co można było przegapić w pędzie cudzych spraw naokoło. 

Dobranoc!

Powrót starej Ani

Obiecałam optymistyczny wpis, a nie zamierzam być gołosłowna, więc napiszę wam o pozytywnych rzeczach, które wydarzyły się w ciągu tego ostatniego miesiąca w moim życiu. W sumie to skupie się przede wszystkim na jednym aspekcie, ale jakże istotnym. Na MNIE. Tak – będzie to egoistyczny wpis, ze mną w roli głównej. 

Mówią, że każde doświadczenie w życiu jest po coś. Rozstanie i wiele okoliczności towarzyszących, spowodowało, że w końcu zaczęłam się skupiać na sobie. Na tym, żeby jednak zawsze starać się jak najlepiej wyglądać, bo nigdy nie wiadomo w jakiej sytuacji nagle się znajdziesz. Zaczęłam więcej czasu poświęcać na dobór ubrania, makijażu … w końcu dbam o siebie! Wiadomo, do ideału mi wiele brakuje, ale przynajmniej teraz wychodząc z domu czuje się bardziej pewnie niż jeszcze miesiąc temu. Mimo tego, że moja waga daleka jest do ideału, mam to gdzieś. W końcu i ona zniknie. :) Póki co odpowiednie stylizacje (czasami bardziej trafione, czasami mniej), powodują, że pewne mankamenty przestały mi przeszkadzać. I z tego jestem dumna. :) W końcu wracam do czasów, kiedy miałam swój indywidualny styl … bo w pewnym momencie, gdzieś go zgubiłam. 

Dziewczyny, ale i chłopacy! Skupiajcie się na sobie, wyglądajcie zawsze jak milion dolarów, bo nigdy nie wiecie kogo/co Was spotka … ;)

A! Jest jeszcze jedna rzecz za którą wzięłam się na poważnie. Szukanie stałej pracy. Nawet kosztem przejścia na studia zaoczne. Dość życia na garnuszku mamy. Czas postawić na rozwój samej siebie! 

Spokojnej reszty niedzieli! :) A poniżej moja wczorajsza stylizacja na egzaminy i ślub koleżanki – tak apropos wszystkiego najlepszego na Nowej DRODZE ŻYCIA! Jak najmniej wybojów! :* 

11347875_10202954276576385_300772612_o

Początek czy koniec?

W moim życiu, ostatnio wydarzyło się wiele dziwnych, nieprzewidywalnych rzeczy. Nie bardzo wiedziałam, jak to wszystko odebrać. Były momenty płaczu, wręcz lamentu, czasami radości. Czułam się, a właściwie to czuje, że nie panuje nad swoim życiem, że pewne rzeczy dzieją się poza mną. Moje serce nie współgra z rozumem, moje usta podobnie. Mówię to, czego nie chcę, a myślę to, czego nigdy nie powiem. Dlaczego? Bo wiem, że ktoś mógłby mnie źle zrozumieć, zerwać ze mną kontakt, znienawidzić? Tak, chyba dlatego. Miałam być w przyszłym roku szczęśliwą żoną, mieliśmy wiele planów i wspólnych marzeń. Obecnie – to wszystko się rozmyło. Jestem ja i on, osobno. To historia jak wiele innych i pewnie nie było by w niej nic nadzwyczajnego, ale przecież … ona spotkała mnie! Jak to?! Jak dwójka ludzi, która się kocha, może przestać ze sobą współgrać, dosłownie rozjeżdżać się we wspólnym życiu? Tak się zdarza i tłumacze sobie, że jeśli dwie połówki są sobie pisane to prędzej czy później się i tak spotkają. Nie wiem jak będzie w moim życiu, aktualnie nic nie wiem. Nawet nie wiem czy i co czuję. Jestem zawieszona kilka metrów ponad ziemią i nie wiem czy to moment, żeby spaść z hukiem na ziemię czy unieść się jeszcze wyżej, ponad szczyty swoich możliwości? Nie umiem wrócić do samokontroli …

Sesja tak naprawdę już się rozpoczęła. Dzisiaj jedno kolokwium, w weekend dwa egzaminy, a ja jestem w totalnej rozsypce. Nie mam na to weny, siły, ochoty … bo strasznie nie lubię niepewności. A ostatnio żyję w niej pernamentnie. Nie życzę takiego stanu nikomu. To wyniszcza od środka, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Mam nadzieję, że będziecie niemymi świadkami tego, jak w końcu wychodzę z tej niepewności … w dodatku silna.

Od pewnego czasu niniejsze motto, jest dla mnie jedynym drogowskazem na przyszłość:

1370797171_by_AsiaDe_600

Zmiany o 180 stopni

Oj dawno mnie tu nie było, wstyd mi z tego powodu, ale w ciągu tego jednego miesiąca wydarzyło się w moim życiu tyle rzeczy, że sama nie wiem od czego zacząć. Chyba kolejne 40 wpisów będzie relacją z każdego dnia. 

Na samym początku chciałam Was wszystkich przeprosić za moją nieobecność, ale musiałam pewne rzeczy sama w sobie poukładać, podnieść się i iść dalej do przodu. Powoli staram się to robić, małymi kroczkami. Nie jestem już tą samą osobą, co na początku bloga. Nie mam wokół siebie już osób, które były jeszcze niedawno. Wiele się zmieniło. Przede wszystkim to, że muszę na jakiś czas przynajmniej usunąć stąd zakładkę ŚLUB. 

O tym co się stało, może Wam kiedyś napiszę, ale póki co, sama nie wiem jak to wszystko zdefiniować i wyjaśnić … Jedno wiem na pewno … wracam tu pełną parą. Co prawda najbliższe dni to sajgon na uczelni i w szkole policealnej, ale w weekend postaram się wyskrobać (mam nadzieję) optymistyczny wpis, bo wielu z nas tego potrzebuje, a ja chyba w szczególności. 

Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda? :)

68840_3494770746474_893346203_n

Niedosyt poświąteczny

szminkanakszuli.blog.onet.pl

Święta, święta i po świętach, a po nich jak zawsze niedosyt. :) Oczywiście nie chodzi o kwestie żywieniowe, bo z tym akurat problem dotyczy zupełnie przeciwnej sytuacji, ale dlaczego one tak szybko mijają? Wbrew pozorom i przyjętym opiniom, naprawdę lubię takie okresy w ciągu roku. Wtedy wszystko płynie wolniej. Ludzie mają więcej czasu dla bliskich, dla samych siebie. To jest wspaniałe uczucie, kiedy można wybrać się z mężem/narzeczonym, siostrą, rodzicami czy najlepszą przyjaciółką na kawę, wycieczkę za miasto – bez głosów z tyłu głowy Zrób jeszcze to, to i to ….Każdy wtedy ma prawo powiedzieć STOP. :)

Moje Święta przeminęły jak z wiatrem. Pierwszy dzień – wizyta w domu Marcina, po drodze awantury z mamą – nic nowego. Drugi dzień, jak dla mnie bardzo przełomowy. Wizyta u babci połączona z jej 79. urodzinami i konfrontacja z najbliższą rodziną … Pozytywna oczywiście. ;) Bałam się, co powiedzą na nasze przyszłoroczne plany, ale mega mi ulżyło, kiedy każdy się uśmiechnął i poparł w pełni ten pomysł. :) Naprawdę poczułam się w ten dzień wyjątkowo, pomimo tego, że z drugą częścią rodziny, nie mam praktycznie żadnego kontaktu, ta część „tatowa” nadrabia wszystkim! :)

A dlaczego niedosyt?

Te święta były dla mnie huśtawką nastrojów – z jednej strony byłam uśmiechnięta od ucha do ucha, by za chwile płakać jak małe dziecko. Strasznie brakuje mi porozumienia między najbliższymi. Nie będę tu nikogo wymieniać z imienia i nazwiska, ale prawda jest taka, że uświadamiam sobie, przy każdym nadarzającym się spotkaniu, że moje relacje z niektórymi osobami, nigdy nie będą dobre. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zarówno z mojej strony, jak i drugiej nie ma nawet najmniejszych chęci, żeby to zmienić. Myślałam, że okres Świąt coś zmieni … pff, tutaj jest pies pogrzebany. Przeceniłam ten czas. Przeceniłam wszystko. Troszkę to wszystko mnie przeraża, bo jednak będziemy skazani na siebie (raczej :P) na długi czas, a porozumienia, które kiedyś było – po dziś brak. 

„To jest od kilku miesięcy mój ogromny niedosyt po(przed)świąteczny.” 

Jeśli macie podobne sytuacje, piszcie do mnie – może uda nam się stworzyć swego rodzaju nić porozumienia między ludźmi? :)

Trzymajcie się wiosennie! :)

Spokojnych Świąt!

Kochani,

ostatnio nie wiem w co ręce włożyć, dlatego w te Święta chciałabym życzyć Wam i sobie CZASU. Momentu na zatrzymanie się, przemyślenie swojego życia. Może tego co robimy źle? Tu pozostawiam już miejsce Waszej fantazji. :)

Oprócz czasu życzę Wam wielu radości, nie tylko w ten czas, ale na cały rok. Zdrowia – bo jeśli go nie ma, to nie ma się tak naprawdę nic. Miłości – bo ona uskrzydla, daje siłę napędową do działania! Spokoju – każdy z Nas czasem potrzebuje wyciszenia. W dzisiejszych czasach to wręcz wskazane. :)

Natomiast moje prywatne życzenie jest takie, że będziecie dalej mi kibicować w prowadzeniu bloga, przeżywać ze mną szczęścia i (czasem pewnie niestety) smutki i stworzymy fajną społeczność, która będzie istniała nie tylko on-line, ale także off-line! :)

Radosnych Świąt Wielkanocnych! :*

11130097_10202703850435888_8075338976969085783_o

P.S.

Zdjęcie zrobione wczoraj – najpiękniejsze miejsce na ziemi! <3

 

Zwątpienia = marzenia

md_DSC_2427

Przesilenie wiosenne dopada i mnie. Nie umiem kompletnie zmotywować się do działania. Miałam systematycznie przygotowywać się na zajęcia, uczyć się porządnie, nie po łebkach, zapisać się do dietetyka itd., itd., a co z tego wyszło? Jedno wielkie NIC.

Po całym weekendzie w szkole, nie marze o niczym innym, jak o świętach, o tym, żeby oderwać się od tego wszystkiego i odpocząć. Nie chodzi o zmęczenie fizyczne, bo jeszcze z tym daję radę, ale psychiczne. Czuje się wypalona. Coraz częściej w moich myślach, pojawia się wizja, która od kilku lat powraca do mnie jak bumerang. Francja. Zakochałam się w tym kraju w 2010 roku, kiedy pierwszy raz w życiu miałam okazję tam być i od tamtej pory, kiedy jest mi ciężko tu gdzie jestem, uruchamia mi się pamięć wsteczna i ląduje w Cannes. Swoje trzy grosze ma także Ania z fashionable.com, która przypomniała mi soundtrack z Amelii. ;)

Ostatnio z tego marzenia zwierzyłam się Marcinowi. Byłam w szoku, kiedy podzielił moje zdanie, że super opcją byłoby tam kiedyś wyjechać, nie tylko na wakacje, ale na stałe. Oczywiście póki co, to mrzonki i nic więcej, ponieważ nasz francuski jest równy zeru, ale kiedy czuje się totalnie słaba psychicznie, na samą myśl o tym moje serce się raduje. Nie stać mnie na wycieczki tam i z powrotem, ale pamięć i wspomnienia w takich momentach, jak ostatnio idealnie się przydają. :)

Pielęgnujcie swoje wspomnienia i marzenia … nawet, jeśli wiecie, że są one póki co zupełnie nierealne do spełnienia, nie dajcie im odejść w zapomnienie. Ja nimi żyję i małymi kroczkami, staram się wdrożyć je w życie. Ostatnie kilka dni to same momenty zwątpienia we wszystko, ale nie poddam się tak łatwo. :) W związku z tym, w czasie przerwy świątecznej na studiach, biorę się za szukanie w miarę tanich wakacji nad Lazurowym… :) 

Żyje się raz i nie warto odkładać pewnych rzeczy na później. Do przeprowadzki jeszcze baaaaaaardzo długa droga, ale do wakacji mam nadzieję ciut krótsza. :) 

W kolejnym wpisie postaram się Wam zaserwować kilka zdjęć z moich wakacji z 2010 roku, będziecie wtedy mieli okazję sami się przekonać, jak tam jest pięknie. :) 

Trzymajcie się i nie dajcie!! :)

Ustroń – mini przewodnik :)

Pogoda za oknem ostatnio dopisuje, dlatego czas najwyższy skomponować kolejny mini przewodnik. :) Tym razem po Ustroniu. To miejsce – jak wiecie z poprzednich wpisów – jest dla mnie szczególnie ważne, w końcu tam mój Narzeczony poprosił mnie o rękę, ale nie tylko dlatego uwielbiam to miejsce! :) Jeździłam tam od dzieciństwa do cioci i kuzynki (które bardzo serdecznie pozdrawiam) i od zawsze ciepło mi się kojarzy. :) Dzięki temu, że jeżdżę tam od wielu lat, miałam okazję widzieć jak to miasteczko zmienia się na moich oczach. Od Gliwic dzieli je jakieś 90 km, 1,5h drogi i już jesteś w innym klimacie. :) Dlatego poniżej znajdziecie moje 5 TOP miejsc w Ustroniu. :)

1. Centrum Ustronia (parki, sklepy, Rynek)

Znajdziecie w nim wszystko na co macie tylko ochotę. Zaczynając od klimatycznego rynku, mnóstwa knajpek, skończywszy na fajnych sklepach odzieżowych. :) Kiedy jest ładna pogoda, można chodzić wzdłuż głównych ulic i dotrze się do pięknego parku z drewnianymi rzeźbami i amfiteatrem na czele. Plusem tego miejsca jest to, że centrum nie jest tak wielkie, dzięki czemu można w niedużych odległościach znaleźć się, gdzie tylko człowiek ma ochotę. Aby dojść do wspomnianego przeze mnie parku, musicie od Rynku kierować się w stronę tak jakby Wisły, ul. Ignacego Daszyńskiego (zmieniającą się w 3 maja), cały czas prosto, miniecie(pyszną!) naleśnikarnię i wtedy kawałek za nią musicie odbić w lewo na nieduży skwerek, który poprowadzi Was do celu, czyli pięknego parku z amfiteatrem na czele. ;)

wiadomosci.ox.pl

2. Alejka wzdłuż Wisły

To zarówno trasa spacerowa, jak i rowerowa. Tam zresztą Marcin mi się oświadczył … :) Może znajdziecie tam naszą ławkę? Wtedy poproszę o zdjęcie na maila! :D Jest to bardzo długa alejka, ale idąc wzdłuż rzeki, naprawdę można się wspaniale wyciszyć i nawdychać świeżego, górskiego powietrza. :) 

images.photo.bikestats

3. Leśny Park Niespodzianek

Znajdziecie go w części Ustronia – Równicy. Najlepiej dojechać tam autem, ale można wybrać się na dłuższą wycieczkę piechotą. To zarówno rozrywka dla dzieci, jak i dorosłych. To właśnie tam możecie z bliska zobaczyć sarenki, jelenie, a nawet pokazy drapieżnych ptaków, takich jak jastrzębie czy orły. ;) 

funkydiva.pl

4. Czantoria

Kolej liniowa, piękne widoki – czego chcieć więcej? :) Każdy znajdzie tam coś dla siebie, niezależnie od pory roku. :) Na samej górze znajduje się tor saneczkowy (byłam, polecam jest ekstra!), więc rozrywka gwarantowana! Oczywiście, na samą górę prowadzi szlak, więc dla ludzi młodych i chętnych do mini wycieczek w góry, okazja idealna, żeby wypróbować swoją kondycję po zimie. :)

noclegiwisla.com

5. Ustroń Równica i Zawodzie

To część słynąca ze znanych piramidek. :) Spokojna okolica, piękne widoki, wokół same sanatoria. Te części Ustronia są położone troszkę wyżej niż centrum, więc jest to idealne miejsce dla amatorów długich spacerów, niekoniecznie po płaskim terenie. :)

bi.gazeta.pl

O Ustroniu mogłabym pisać i pisać, ale chce Wam tylko zasygnalizować i zachęcić, żebyście sami odkryli uroki tego miejsca i odwiedzali je, równie często jak ja! :)

Trzymajcie się cieplutko! :*

P.S.

Zdjęcia znalezione w sieci, bo niestety nie miałam swoich z tych miejsc, ale obiecuję, że to nadrobię. :)