Sierpień

Kochani,

bardzo długo znowu mnie tu nie było. Nie mam na to innego wytłumaczenia, a jedynie takie, że po prostu musiałam ułożyć swoje prywatne życie. Odpowiedzieć sobie na pytania: kto jest ważny? dlaczego? czego pragnę w życiu? w którą stronę chcę iść? I na wiele, wiele innych. Wydaje mi się, że już na 80% z nich znam te odpowiedzi, dlatego mogłam tutaj wrócić. :)

Przez prawie dwa miesiące wiele się w moim życiu działo. Jedne zdarzenia na pewno mogę zaliczyć do udanych, inne do trochę mniej. We wpisie znajdą się tylko te dobre, a co!

Przede wszystkim 28 sierpnia otrzymałam wyniki egzaminów zawodowych i oficjalnie jestem technikiem administracji! :) Także kolejny papierek w swojej teczce mam i jestem z tego powodu przeogromnie szczęśliwa! :) Dwa lata zarywania weekendów i ciągła nauka faktycznie dały efekty! ;)

Zdanie egzaminu zawodowego to nie jedyna ważna rzecz, która miała swoje miejsce w sierpniu. Wybrałam się także w końcu na pierwsze wakacje SAMOLOTEM! I uwaga … tak, zakochałam się. Mogłabym teraz latać codziennie, dla samej frajdy ze startu i poznawania nieba od drugiej strony. ;) Moim pierwszym kierunkiem była Kreta. Byłam tam tydzień i powiem Wam, że czuję niedosyt. Nie z tego powodu, że było to dość mało dni, ale po prostu wiem, że nie przeżyłam tych wakacji tak jakbym chciała i mogła. Zamiast cieszyć się widokami, których, z wiadomych względów na co dzień nigdy nie będę miała, to ja wolałam chodzić zamyślona, trochę obrażona na wszystko, zupełnie niepotrzebnie. Oczywiście, jak to w życiu bywa – mądry Polak po szkodzie. Mam nadzieję, że jeszcze będzie mi kiedyś dane odwiedzić tę wyspę i jeszcze raz NA NOWO poznać ją od podstaw. Jedno jednak, nasuwa mi się od razu. Jest to wyspa, na której niezbyt koniecznie dba się o plażę. Nie wiem … może ja byłam akurat w takim miejscu, gdzie plaża po prostu nie należała do najczystszych, ale Grecy mogliby jednak troszkę o to bardziej zadbać, bo rozmawiałam z ludźmi, którzy byli na innych greckich wyspach i wrażenie mieli podobne. Miałam również, podczas tego wyjazdu okazję, aby wybrać się na piękną wyspę Gramvousa i Balos. Tu o brudzie czy zaniedbaniu nie ma mowy … przepiękna laguna, plaża i woda… To jest miejsce, które po prostu jest nie do opisania. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć zrobionych tam ( i nie tylko tam) i sami ocenicie czy mam rację czy nie.  (więcej zdjęć będzie dostępnych w najbliższych dniach na FB, dlatego zapraszam tam bardzo serdecznie ;*). Jednego marzenia nie udało mi się zrealizować … bardzo chciałam odwiedzić Santorini ( w końcu byłam tak blisko …), ale niestety finanse w tym roku zostały już wyczerpane i musiałam to odpuścić. Mam nadzieję, że jednak kiedyś uda mi się tam wybrać i nadrobić straconą okazję. :) Wyjazd był świetnie zorganizowany. Pierwszy raz korzystałam z usług biura podróży ITAKA, ale z całym sercem i pewnością, mogę polecić te biuro każdemu, kto nie chce się bać tego, że np. zgubi się na lotnisku w innym kraju czy otrzyma nie taki hotel/pokój, jaki był podany w ofercie. Tu wszystko było w porządku i naprawdę na jak najwyższym poziomie. :) 

Sierpień to także krótka, bo krótka, ale praca w biurze. ;) W końcu! Udało mi się załapać na takie stanowisko jak chciałam! :) Niestety było to jedynie dorywczo, ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się właśnie w takiej pracy odnaleźć swoje JA. :)

20150816_154303

20150816_163512

20150814_194922

20150812_133205

20150812_140740

No to go … w Świat!

akademia

Powiem wam coś … w końcu zabieram się za moje drugie postanowienie noworoczne, ale tak naprawdę to wieloroczne. :P Od kilku lat obiecywałam sobie, że zacznę robić coś w kierunku turystyki. Nie tylko wyjeżdżać gdzieś na wakacje, ale coś więcej. I w tym roku już nie odpuszczę, za wiele lat straciłam. A co mam na myśli? Kurs rezydencki. :) W październiku w Katowicach rusza jego kolejna edycja i mam zamiar tam się znaleźć! A skąd takie marzenie? Już wyjaśniam …

Kiedy wyjechałam po raz pierwszy zagranicę, dalej niż Czechy lub Słowacja (a było to prawie 10 lat temu), zakochałam się w tego rodzaju pracy. Nie mam tutaj na myśli tego, że siedzisz sobie zagranicą kilka miesięcy w ciągu roku (chociaż nie powiem to też jest argument zdecydowanie ZA), ale chodzi mi o atmosferę, o zakres obowiązków, o kontakty z inną kulturą, ludźmi. To coś wspaniałego! Udało mi się być kilka razy na wyjeździe zagranicznym i miałam okazję poznać kilku rezydentów. Jednych lepszych, drugich gorszych, ale to co mnie urzekło w nich wszystkich to – radość z życia. Mimo tego, że żyją z dala od rodziny, wielu z nich jest bardzo samotnych to i tak cieszą się, że uczestniczą przez chwilę w życiu innych osób. Czasami się z nimi użerają, ale i tak w ogólnym rozrachunku wychodzą na plus. Dlaczego? Zapytałam o to, w 2008 rezydentkę w Bułgarii (byłam gówniarą, wiem), ale odpowiedziała mi takimi słowami, że pamiętam je po dziś. 

Wiesz Aniu … czasami mam ochotę wrócić do mojego małego, przytulnego mieszkanka i po prostu w nim zostać już na zawsze. To są momenty. Bo to co przeżywam tu, jest niewiarygodne i nikomu bym tego nie oddała. Poznaję mnóstwo ludzi, milszych, gorszych, nową kulturę, ale przede wszystkim samą siebie. Wyjechałam tu, nie znając nikogo, nawet średnio język, a każdego roku wracam do Polski jako nowa osoba. Znająca swoje mocne, słabe strony, ale przede wszystkim silniejsza. Ta praca uczy siły – samozaparcia, fizycznej, do użerania się z okropnymi ludźmi, do mierzenia się ze swoimi słabościami. Tego nikt mi nie odbierze.

Ten rok jest jak dla mnie strasznie zagmatwany, dlatego mam nadzieję, że krok w postaci kursu, ukaże mi to, że mam w sobie mnóstwo siły do walki ze wszystkim tym co stanie na mojej drodze! I jeśli będzie mi dane, już za rok, a może dwa wyjadę na swój pierwszy turnus wakacyjny, jako rezydent… Kto wie, co przyniesie życie, ale warto mieć jakiś cel w życiu, bo kiedy on znika, głupie myśli przychodzą do głowy. 

Dobranoc! :)

Siłownia na powietrzu – jestem na TAK!

Z racji tego, że staram się ostatnio wdrożyć moje postanowienia noworoczne w życie, stwierdziłam, że będę się z wami dzielić spostrzeżeniami na temat tego co mnie spotka na drodze do ich wypełnienia. :)

Dzisiaj miałam okazję, w końcu wypróbować siłownię, ale nie taką tradycyjną, lecz na powietrzu. Powiem szczerze, że nie byłam w ogóle przekonana do tego rodzaju rozwiązania po dziś. Cały czas wydawało mi się, że sprzęt, który tam znajdę będzie kolokwialnie mówiąc do dupy, że ludzie będą się gapić jak na dziwaka, że dostępne urządzenia wcale nie będą dostępne, bo banda gimnazjalistów albo pijaczków zrobi sobie z nich posiadówę, ale grubo się pomyliłam. :)

Podczas powrotu z naszych codziennych treningów w końcu zagościłyśmy tam na dłużej. I jestem zachwycona! ;) A dlaczego, już wam zdradzam…:)

1. O odpowiedniej porze jest szansa, że nikogo nie spotkacie.

Ten argument jest bardzo ważny dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem. Nie każdy czuje się super pewnie w swoim ciele, dlatego często wolałby schować się przed całym światem i ćwiczyć po cichu. Ja należę do takich osób i pomimo tego, że moja siłownia usytuowana jest w samym centrum spacerowym osiedla, urządzenia są zamontowane w taki sposób, że nawet przechadzający ludzie obok, niekoniecznie widzą moje poczynania np. z wahadłem. :) Dodatkowo, kiedy wybierzecie się w godzinach porannych – gwarantuję, jedynymi obserwatorami będą starsze osoby, przechadzające się to tu to tam. ;)

2. Warunki klimatyczne są duże lepsze! 

Prawdziwe powietrze, podmuch wiatru, słoneczko, a nie stara klima albo wiatrak, a dodatkowo rażące światła lamp. Zawsze na siłowniach, tych tradycyjnych odstraszał mnie właśnie taki klimat. Za oknem słońce, wszystko tętni życiem, a w zamkniętym pomieszczeniu słychać tylko warkot urządzeń i zasapanych ludzi. Na powietrzu – nie brakuje wcześniej wspomnianych czynników, ale oprócz tego słychać śpiewające ptaszki, rozmowy innych ludzi (niekoniecznie na tematy sportowe :P), czuje się klimat prawdziwego lata … naprawdę to jest coś co mega motywuje!

3. Nie stoi nad tobą trener…:)

Ćwiczysz w swoim tempie, dokładną instrukcję obsługi urządzeń masz przed sobą, nie musisz przejmować się tym, że czasami wyglądasz śmiesznie, po prostu bawisz się tym co robisz! :) A taką zabawą da się więcej osiągnąć niż spinaniem się i braniem wszystkiego na poważnie. 

Siłownia na moim osiedlu wyposażona jest w takie urządzenia:

1) Orbitrek

2) Rowerek

3) Jeździec

4) Prasa nożna

5) Wahadło (moje ulubione ;D)

I kilka innych, których nazw nie pamiętam. :) Nie brakuje także miejsca na szachy i grę kółko i krzyżyk. ;)  Także, jeśli macie blisko siebie siłownie na powietrzu, korzystajcie z nich póki pogoda sprzyja!! :)

Buziaki Kochani! :*

mm

11692696_1610244915920273_2177398190959859410_n

Przygotowania ślubne cz.1

Uff, ten wpis powstawał dobre kilka dni, ale mam nadzieję, że efekt będzie zadowalający. Ostatnio jestem tu rzadziej, ale to tylko dlatego, że semestr akademicki nabiera tempa i coraz więcej pracy, zarówno w jednej, jak i drugiej szkole wpada w moje ręce. Nie o tym jednak ma być ten wpis, ale chciałam się ładnie usprawiedliwić … :)

Temat ślubu na blogu ostatnio przycichł, ale tylko dlatego, że zajęłam się działaniami realnymi. Klamka zapadła – 30.07.2016 , jeśli nic się nie wydarzy, pożegnam się raz na zawsze ze stanem wolnym. Jak sobie o tym pomyślę to, aż mnie ściska w żołądku, ale z drugiej strony …. jestem strasznie podekscytowana.:) Każdego dnia odkrywam coraz lepiej temat organizacji ślubu i wesela. Uświadamiam sobie, że nie wszystko robię po kolei, ale małymi kroczkami mam nadzieję, że dojdę ( a w sumie to dojdziemy) przed ołtarz. :)

Decyzja o 30.07.2016 to nie jedyny krok, który został już w tym kierunku poczyniony. Z racji tego, że data, jak na rezerwacje sali jest dość późna, musieliśmy właśnie od tego zacząć. Ba! W sumie dzięki temu, że zwolnił się mój wymarzony termin, w wymarzonej sali to podjęliśmy spontaniczną decyzję właśnie o tej dacie. :) Dom weselny, w którym chcemy zorganizować nasze przyjęcie jest oddalony od Gliwic jakieś 25 km, ale już od kilku lat przeżywałam i podglądałam to miejsce z nadzieją, że może uda mi się kiedyś tam zorganizować wesele i fartem – to właśnie tam udało się zdobyć miejsce! (może to znak?) 

casamento-restaruacja.pl

Kolejny krok, to podjęcie decyzji o tym, że na naszym weselu zagra DJ, a nie zespół. Przede wszystkim dlatego, że jest to bardziej ekonomiczne. W momencie, kiedy wynajmujemy DJ koszty wyżywienia na sali, ponosimy za jedną osobę, a nie np. za 5-osobowy zespół. Po drugie orientując się w stawkach, DJ jest po prostu tańszy, co nie oznacza, że gorszy. :) Większość z nich jest zarówno konferansjerem, jak i DJ. Muzykę dobieracie sami, a jeśli będziecie mieli z nim dobre relacje, to nawet podeśle wam propozycje na pierwszy taniec czy podziękowania dla rodziców. Na takiego zresztą padł nasz wybór. Warto jednak, zawsze przejrzeć opinie na Internecie, popytać znajomych czy nawet w okresie weselnym przejechać się pod salę, w której gra dany DJ i podsłuchać jak sobie radzi. Z racji tego, że nie zostało nam aż tak dużo czasu, podjęliśmy decyzję jedynie na podstawie poleceń przez znajomych, filmików na YT i opinii na Internecie – mam jednak nadzieje, że spełni nasze, a przede wszystkim oczekiwania gości. ;) 

dj na wesele.pl

Następny krok – nie popuściłam w tym temacie Marcinowi i zdecydowałam, że będziemy mieli zarówno fotografa, jak i kamerzystę. Nie wyobrażam sobie tego inaczej. :D Zdjęcia to jedna, super pamiątka, ale jednak co film, to film. ;) Fajnie sobie (mam nadzieję) będzie za kilkanaście lat włączyć płytkę i posłuchać, jak twój mąż przysięga Ci miłość, wierność i …. :) A nawet w przypadku rozwodu, macie niezbite dowody na to, że Was zrobił w bambo. :P 

facebook-pictures

To na razie tyle kroków za Nami, a ile przed …. :) Najważniejsze jest teraz dojść w końcu do kancelarii parafialnej i zaklepać termin. ;) W sumie od tego powinniśmy zacząć, ale sprawy dla narzeczeństw są załatwiane u mnie w parafii jedynie w czwartki, a Marcin dalej w Niemczech … Mam jednak nadzieję, że proboszcz nam ten grzech wybaczy. :)

Trzymajcie kciuki i kibicujcie Nam, żebyśmy sobie ze wszystkim dali radę!! :)

P.S.

Za niedługo wpis wycieczkowy. W końcu dnie coraz dłuższe, pogoda coraz lepsza, to trzeba odpowiednio spożytkować ten czas. ;) Buziaki! ;*

Przewodnik – Jezioro Pławniowice :)

Dawno nie pisałam posta o zakątkach Gliwic i okolic, dlatego dzisiejszy wpis w końcu będzie tego dotyczył! :) Wędrujemy zatem między Niewiesze a Pławniowice – wsie w gminie Rudziniec, jakieś 20 km od Gliwic. 

Dzisiaj chce wam opowiedzieć o miejscu, które urzekło mnie na dobre jakieś 4 lata temu. Pomimo tego, że dużo wcześniej je znałam i o nim słyszałam, to dopiero wtedy odkryłam jego drugie piękno. Jezioro Pławniowice – bo o nim dziś mowa, to bardzo popularne miejsce na letnie leżakowanie, opalanie i kąpanie się. Taki obraz miałam przez większą część swojego dotychczasowego życia. Wszystko zmieniło się, kiedy pojechałam tam pierwszy raz w wiosnę, późnym po południem. Nagle miejsce, które w lato dudni życiem, kojarzące się z ludźmi, którzy włażą na siebie w poszukiwaniu skrawka miejsca do rozłożenia koca – jest CICHE i SPOKOJNE. Ba! Nawet romantyczne.

Składa się ono z plaży (naprawdę sporej), dwóch zalewów – jeden mniejszy (gdzie nie wolno się kąpać) i drugi – duży, przeznaczony właśnie dla zwolenników kąpieli wodnych. :) Dodatkowo rok temu, przeprowadzono tam gruntowny remont parkingu, strefy wypoczynkowej, przez co każdy może znaleźć coś dla siebie. Jedzenie, lody, piwo – dla każdego coś dobrego. ;) Wokół zalewu rozciągają się wspaniałe ścieżki spacerowe i rowerowe oraz las, gdzie można spacerować i odpoczywać do woli. Pławniowice, a w sumie Niewiesze to dla mnie drugie miejsce po moich sikornickich polach, które wpływa na mnie niesamowicie kojąco. :) Przed obroną licencjata – to tam wybywałam, jak tylko miałam auto do dyspozycji. :)))

Dla tych co chcą tam dłużej pobyć istnieje możliwość wynajęcia domku letniskowego, pola namiotowego, a nawet na terenie kąpieliska znajdują się dwa hotele wraz z restauracjami (idealnymi na przyjęcie weselne), więc można śmiało z tych opcji skorzystać. :)

Co ja będę zresztą mówić/pisać – poniżej dodaje zdjęcia, które udało mi się zrobić zarówno w zimę, wiosnę i lato + na FB dołączę króciutki filmik przedstawiający zmodernizowaną część kąpieliska. :) Wyłączcie głos – to jest nieważne co tam mówię! :)

DSC_0182DSC_0178IMG_20140606_165623IMG_20140606_16580420150222_164910

DSC_0176