Witajcie w 2017 roku!

Nowy Rok, Nowa ja itp., ostatnio bardzo często słyszę to z każdej strony: od znajomych, od rodziny, w telewizji i radiu i wiecie co? W pełni to popieram. Każdy dzień to nowe szanse na to, aby zmienić coś w swoim życiu. ;)

Dlatego, ja wracam na bloga, mam już kilka pomysłów o czym pisać i liczę na to, że to się Wam spodoba i dzięki temu zacznie na nowo tętnić tu życie. :)

Dla mnie 2017 rok rozpoczyna się bardzo aktywnie:

- powrót do treningów na siłowni;

- inwestycja w siebie;

- praca,praca i jeszcze raz praca;

- więcej aktywności fizycznej,

a to wszystko, żeby poczuć tą nową JA! :)

Mam nadzieję, że wystarczy mi motywacji i zrealizuje swoje cele dokładnie w takim albo nieznacznie mniejszym stopniu niż to planuję.

Chciałabym w tym roku także więcej podróżować, każdy wyjazd, chociażby do niedalekiej Wisły przynosi mi niesamowitą radość i poczucie wolności – od problemów, wielu spraw na głowie…Po cichu planuję już trzy wyjazdy, mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować…Trzymajcie mocno kciuki!

A ja czekam na plan żywieniowy i już na całego zaczynam dietę! Chociaż od tygodnia staram się już sama wprowadzać nowe nawyki żywieniowe i udaje się póki co praktycznie robić to w 100%! :D

13669190_10205233836963970_3969029309150622994_n

A to pamiątka z 30 lipca 2016 roku….Oj wiele się podziało od ostatniego wpisu. :)

Sycylia – przygotowania

Dostaje od Was wiele wiadomości dotyczących mojego wyjazdu na Sycylię w kwietniu, dlatego postanowiłam w punktach opisać po kolei, czym zajęłyśmy się przy jego organizowaniu. Przede wszystkim, jest to akcja typowo spontaniczna, ja dołączyłam się do paczki znajomych, zupełnie przez przypadek, a okazało się, że organizowanie takiego wyjazdu może być naprawdę fajne. Początkowo nie miałyśmy obranego żadnego, konkretnego kierunku, liczyło się to, żeby było jak najtaniej, w konkretnym terminie. Przede wszystkim polowania odbywały się na portalu wakacyjnipiraci.pl. na którym praktycznie codziennie pojawiały się mniej lub bardziej interesujące propozycje. Nas szczególnie zainteresowała Chorwacja i Majorka. Ta Sycylia wyszła zupełnie przez przypadek, kiedy dwie poprzednie destynacje nie wyszły. Byłyśmy już tak zdeterminowane, że po prostu zaczęłyśmy szukać na własną rekę tanich biletów lotniczych i po kolei komponować „nuty” tego wyjazdu, a więc … zaczynamy!

1. Szukanie fajnych ofert na wcześniej wspomnianym portalu:

wpis12. Skupienie się na jednej linii lotniczej, jaką jest Rayanair:

wpis2Dlaczego? Już tłumaczę. W większości tanich ofert wakacyjnych pojawiała się właśnie ona. Można było np. polecieć za 50 zł do Londynu albo na wspomnianą wcześniej Majorkę za 250 zł, w dwie strony. Oczywiście, cena obejmuje tylko bagaż podręczny, ale przecież dla chcącego nic trudnego. :) Ciekawostką jest także to, że najtańsze loty oferowane są albo Berlina albo z Warszawy-Modlin. Także, jeśli chcecie upolować naprawdę najkorzystniejsze oferty skupiajcie sie tych dwóch lotniskach. Nam właśnie dzięki tej wyszukiwarce udało się trafić na dość tanie połączenie do Trapani, miasta położonego w zachodniej części Sycylii. :)

3. Nocleg:

wpis3Szukanie go na własną rękę nie jest wbrew pozorom szczególnie skomplikowane. My, skupiłyśmy się przede wszystkim na portalu booking.com, z racji tego, że korzystałam już z niego wiele razy i wydawał mi się najbardziej zaufany. Oczywiście, są różne, inne opcje szukania hotelu, pensjonatu czy apartamentów, także tutaj wujek google, na pewno spełni oczekiwania większości poszukujących. Co prawda, kilka razy zmieniałyśmy rezerwację, ponieważ bardzo kalkulowałyśmy lokalizację, stan pokoju i cenę, ale chyba w końcu podjęłyśmy właściwą decyzję.

4. Trasfer ze Śląska do Warszawy:

U nas skończyło się na samochodzie, ale oczywiście można dojechać także pociągiem do Warszawy i następnie specjalnymi busami do Grodziska Mazowieckiego, w którym znajduje się port lotniczy albo z kilkoma przesiadkami dostać się prosto do tego miasta. Jednak, jeśli macie możliwość dojazdu samochodem, to w tym wypadku jest to chyba najlepsza opcja. Zaoszczędzicie przede wszystkim czas i nerwy. :)

5. Transfer na Sycylii:

wpis4

Jeśli macie odpowiedni budżet, można oczywiście za pomocą wyszukiwarek wynająć samochód, ale jest to dość droga „impreza”, dlatego warto poczytać o kursujących tam autobusach, taxi itp i wybrać najdogodniejszy środek dla siebie. U nas stanęło na podwózce właściciela pensjonatu, po rozsądnej cenie.

6. Zróbcie plan:

Wiadomo – nie musicie realizować go dokładnie krok po kroku, ale warto spędzić kilka godzin w poszukiwaniu atrakcji, które są najbliżej was, żeby potem na miejscu nie marnować czasu na szukanie ciekawych miejsc, tylko je po prostu zwiedzać! :) My, mamy już ustalone na pewno trzy miejsca, z kalkulacją kosztów i opcjami dojazdu, więc mam nadzieję, że uda się nam to zrelizować.

I tyle. :) Przyznacie – nie jest to takie trudne! :) Potem pozostaje wam już tylko odliczanie dni do wyjazdu.

 

Panika

Macie czasami takie myśli, że jesteście w złym miejscu i czasie? Ja właśnie takie mam.

Wydaje mi się, że wszystko dzieje się poza mną. Nie mam kontroli nad własnym życiem. Wszystko żyje po swojemu. Każdy z moich organów i przedmiotów, które tylko w teorii są moją własnością – robią co chcą i uważają za słuszne. Uświadamiam sobie, jak w wielu przypadkach podjęłam złą decyzję – zaufałam nie tym osobom co powinnam, nie doceniłam tych, którzy odeszli, poszłam w lewo zamiast w prawo. Studiuje to, a nie tamto. Mieszkam tu, a nie tam. Czuje się spanikowana. Chcę uciec. Zacząć wszystko od nowa. Nie sama, ale tylko z tymi, którzy są ze mną naprawdę, a przede wszystkim chce wziąć ze sobą wszystkie niezrealizowane marzenia.

1. Podróże

2. Fotografia

3. Sylwetka z liceum

4. Pewność siebie

5. Ciebie. 

Finito. 

Poznajcie Zuzkę!

Jest ciepły jesienny poranek. Zuza jak zawsze rano wstaje do pracy, żegna się ze swoim psem i idzie, a w sumie to biegnie, bo zawsze wszędzie się spóźnia. Wsiada do swojego miejskiego, małego autka i jedzie. Uwielbia jazdę samochodem. Mogłaby zajmować się tym zawodowo, ale nic z tego! Zuza to spełniona kobieta sukcesu. No … prawie. Ma na pewno marzenia, aby taką kobietą być. Zawsze o wszystkich dba naokoło, ale nie dba o samą siebie. Wiecznie roztrzepane włosy, niekoniecznie dobrze dobrane dodatki do ubrań. Markowe ciuchy? Pff, zapomnijcie. Liczy się prostota i szybkość nakładania na siebie poszczególnych warstw ubrań, bo przecież jest jej zawsze zimno. Ale wróćmy do wątku głównego …

Dojeżdza pod wielki gmach i idzie zmierzyć się ze swoim szefem. Uff, co za człowiek. Jak ma dobry humor to można śmiać się z nim do rozpuku, ale jak nadepnie mu się na piętę to idą iskry, ale na pewno nie pozytywne! Zuzka pracuje jako asystentka w jednej z firm w dużym mieście. Niejeden pomyśli - Co to musi być za szycha! Ona też czasami tak myśli, ale tylko przez chwilę. Dopóki nie spotka innych koleżanek z jej środowiska … Długie nogi, figury jak marzenie, drogie ciuchy, szydercze spojrzenia … Zuzka to uwielbia. ;) W końcu jeśli z czymś/kimś przebywasz w ciągu dnia dłużej niż 5 godzin, staje Ci się bardzo bliski…:) 

Zuzka ma faceta. Świetnego. Dobrze zarabia, jest przystojny, ogarnięty życiowo. Żyć nie umierać, ale …. jak zawsze jest ale. Przez jej kompleksy cały czas ma wrażenie, że nastąpi taki moment w życiu, że ten idealny wycinek z jej życia, w końcu zniknie. Do jednej z tych pięknych, zgrabnych i milutkich dziewczyn, które tylko czekają, kiedy usłyszą, że jest wolny. 

Moja bohaterka ma także przyjaciółki. Na nie, może zawsze polegać. Każda z nich jest inna, ale każda jest cudowna w inny sposób. Kiedy ma doła, wystarczy wyciągnąć telefon i ekipa ratunkowa przybywa pod wskazany adres! :) Tacy ludzie to skarb nad skarbami! 

Ma jeszcze wiele tajemnic, które z pewnością odkryjemy podczas jej przygód!

Poznajcie … Zuzę J. 

lileky
https://www.youtube.com/watch?v=J3YkeJNxwsw

No to go … w Świat!

akademia

Powiem wam coś … w końcu zabieram się za moje drugie postanowienie noworoczne, ale tak naprawdę to wieloroczne. :P Od kilku lat obiecywałam sobie, że zacznę robić coś w kierunku turystyki. Nie tylko wyjeżdżać gdzieś na wakacje, ale coś więcej. I w tym roku już nie odpuszczę, za wiele lat straciłam. A co mam na myśli? Kurs rezydencki. :) W październiku w Katowicach rusza jego kolejna edycja i mam zamiar tam się znaleźć! A skąd takie marzenie? Już wyjaśniam …

Kiedy wyjechałam po raz pierwszy zagranicę, dalej niż Czechy lub Słowacja (a było to prawie 10 lat temu), zakochałam się w tego rodzaju pracy. Nie mam tutaj na myśli tego, że siedzisz sobie zagranicą kilka miesięcy w ciągu roku (chociaż nie powiem to też jest argument zdecydowanie ZA), ale chodzi mi o atmosferę, o zakres obowiązków, o kontakty z inną kulturą, ludźmi. To coś wspaniałego! Udało mi się być kilka razy na wyjeździe zagranicznym i miałam okazję poznać kilku rezydentów. Jednych lepszych, drugich gorszych, ale to co mnie urzekło w nich wszystkich to – radość z życia. Mimo tego, że żyją z dala od rodziny, wielu z nich jest bardzo samotnych to i tak cieszą się, że uczestniczą przez chwilę w życiu innych osób. Czasami się z nimi użerają, ale i tak w ogólnym rozrachunku wychodzą na plus. Dlaczego? Zapytałam o to, w 2008 rezydentkę w Bułgarii (byłam gówniarą, wiem), ale odpowiedziała mi takimi słowami, że pamiętam je po dziś. 

Wiesz Aniu … czasami mam ochotę wrócić do mojego małego, przytulnego mieszkanka i po prostu w nim zostać już na zawsze. To są momenty. Bo to co przeżywam tu, jest niewiarygodne i nikomu bym tego nie oddała. Poznaję mnóstwo ludzi, milszych, gorszych, nową kulturę, ale przede wszystkim samą siebie. Wyjechałam tu, nie znając nikogo, nawet średnio język, a każdego roku wracam do Polski jako nowa osoba. Znająca swoje mocne, słabe strony, ale przede wszystkim silniejsza. Ta praca uczy siły – samozaparcia, fizycznej, do użerania się z okropnymi ludźmi, do mierzenia się ze swoimi słabościami. Tego nikt mi nie odbierze.

Ten rok jest jak dla mnie strasznie zagmatwany, dlatego mam nadzieję, że krok w postaci kursu, ukaże mi to, że mam w sobie mnóstwo siły do walki ze wszystkim tym co stanie na mojej drodze! I jeśli będzie mi dane, już za rok, a może dwa wyjadę na swój pierwszy turnus wakacyjny, jako rezydent… Kto wie, co przyniesie życie, ale warto mieć jakiś cel w życiu, bo kiedy on znika, głupie myśli przychodzą do głowy. 

Dobranoc! :)

Zwątpienia = marzenia

md_DSC_2427

Przesilenie wiosenne dopada i mnie. Nie umiem kompletnie zmotywować się do działania. Miałam systematycznie przygotowywać się na zajęcia, uczyć się porządnie, nie po łebkach, zapisać się do dietetyka itd., itd., a co z tego wyszło? Jedno wielkie NIC.

Po całym weekendzie w szkole, nie marze o niczym innym, jak o świętach, o tym, żeby oderwać się od tego wszystkiego i odpocząć. Nie chodzi o zmęczenie fizyczne, bo jeszcze z tym daję radę, ale psychiczne. Czuje się wypalona. Coraz częściej w moich myślach, pojawia się wizja, która od kilku lat powraca do mnie jak bumerang. Francja. Zakochałam się w tym kraju w 2010 roku, kiedy pierwszy raz w życiu miałam okazję tam być i od tamtej pory, kiedy jest mi ciężko tu gdzie jestem, uruchamia mi się pamięć wsteczna i ląduje w Cannes. Swoje trzy grosze ma także Ania z fashionable.com, która przypomniała mi soundtrack z Amelii. ;)

Ostatnio z tego marzenia zwierzyłam się Marcinowi. Byłam w szoku, kiedy podzielił moje zdanie, że super opcją byłoby tam kiedyś wyjechać, nie tylko na wakacje, ale na stałe. Oczywiście póki co, to mrzonki i nic więcej, ponieważ nasz francuski jest równy zeru, ale kiedy czuje się totalnie słaba psychicznie, na samą myśl o tym moje serce się raduje. Nie stać mnie na wycieczki tam i z powrotem, ale pamięć i wspomnienia w takich momentach, jak ostatnio idealnie się przydają. :)

Pielęgnujcie swoje wspomnienia i marzenia … nawet, jeśli wiecie, że są one póki co zupełnie nierealne do spełnienia, nie dajcie im odejść w zapomnienie. Ja nimi żyję i małymi kroczkami, staram się wdrożyć je w życie. Ostatnie kilka dni to same momenty zwątpienia we wszystko, ale nie poddam się tak łatwo. :) W związku z tym, w czasie przerwy świątecznej na studiach, biorę się za szukanie w miarę tanich wakacji nad Lazurowym… :) 

Żyje się raz i nie warto odkładać pewnych rzeczy na później. Do przeprowadzki jeszcze baaaaaaardzo długa droga, ale do wakacji mam nadzieję ciut krótsza. :) 

W kolejnym wpisie postaram się Wam zaserwować kilka zdjęć z moich wakacji z 2010 roku, będziecie wtedy mieli okazję sami się przekonać, jak tam jest pięknie. :) 

Trzymajcie się i nie dajcie!! :)

Marzenia małe i duże

Są takie momenty w życiu, kiedy jesteś bardzo nabuzowana/-y energią, aby robić tysiąc rzeczy na minutę. Zdobywać szczyty, nowe znajomości, odwiedzać nowe miejsca, robić zupełnie prekursorskie rzeczy … I nagle przychodzi moment zwątpienia. Przecież to bezsensu, robię to źle itd....takie teksty przewijają Nam się przez głowę. Niestety nie jest mi to obce. Jestem z natury osobą, która ma wielkie chęci, motywacje i różnie bywa z ich realizacją. Zamykam oczy i przenoszę się w ten inny świat. Słuchawki na uszach, a przed oczami widzę plażę, morze, czasami ślub, pełno romantycznych scen i inne moje marzenia. Jest ich cała masa, ale ciągle brakowało mi sił, aby zacząć coś w ich kierunku robić. Dlaczego? Przede wszystkim paraliżował mnie strach. Bałam się braku akceptacji, być może rozczarowania. 

Podobnie było z tym blogiem. Wczoraj, kiedy ogłosiłam na moim profilu na FB, że prowadzę bloga, podając dodatkowo link do niego, nie czułam strachu wręcz byłam bardzo pozytywnie do tego nastawiona. Gdy obudziłam się rano moje podejście było zupełnie odwrotne od stanu z wieczora. Zaczęłam się zastanawiać czy się nie ośmieszę, jak inni będą na mnie patrzeć. Biłam się z myślami, aż do 19:00. W pewnym momencie poczułam nawet zażenowanie tym, że pokazuje się z tej strony moim znajomym. Dziwne, co nie? Szczególnie, że do tej pory nie miałam prawa odczuć jakiejś niechęci z ich strony. Wręcz przeciwnie – ludzie są zaskoczeni, ale czuję, że są w tym moim przedsięwzięciu razem ze mną! :) Przynajmniej część. :) Myśląc o tym przez cały dzień doszłam do kolejnego wniosku. Nie warto nigdy dać się sparaliżować temu okropnemu uczuciu jakim jest strach. W żadnej sytuacji życiowej – nawet czasami tej najgorszej. Człowiek w momencie, kiedy podporządkuje się lękowi nie jest w stanie robić nawet najprostszych rzeczy w życiu, a co dopiero spełniać marzeń, walczyć o swoje życie itp. 

Każdy z Nas ma kontrolę nad swoim życiem. Owszem, Bóg, los czy jakikolwiek inny czynnik (w zależności co w kto wierzy) ma w nim swój udział, ale to my jesteśmy kowalami swojego losu. Nawet organizm człowieka w momencie utraty tej kontroli, sam fizjologicznie się poddaje. Nie warto czekać na to, jak się sama nadarzy okazja. Jeśli my nie będziemy chcieli jej stworzyć, ona sama nie przyjdzie. 

Jeśli macie swoje plany/marzenia realizujcie je. Nawet jeśli niektóre z nich wydają się głupie albo wręcz nierealne. Spróbujcie. To przecież nic nie kosztuje. Może być tak, że faktycznie się nie uda wcale, ale nie będziecie mieli przeświadczenia, że nie spróbowaliście. To bardziej boli, uwierzcie mi. W każdym aspekcie życia. :) Wiem co mówię.

Marzeń Wam nikt nie ukradnie, nikt też nie zrealizuje ich za Was.

P.S.

Ja, oczywiście jeśli tylko mogę to z chęcią Wam w czymś pomogę. :) Możecie śmiało pisać do mnie wiadomości na FB albo na maila. 

Trzymajcie się cieplutko, a ja idę walczyć z zapaleniem krtani! :*

Tutaj link do fanpage na FB:


https://www.facebook.com/loveblueeyeann?fref=ts

demotywery.pl