Moment kryzysu – ON!

Dopadł i mnie ten moment. Zwątpienie. Jestem już dwa miesiące na diecie, a na wadze zaledwie 2 kilo mniej…Niby czuje się lepiej, ubrania też mówią mi, że coś drgnęło, ale czuje niedosyt. Dlaczego trzy lata temu waga leciała na łeb na szyję, a teraz nie mogę przekroczyć mojego magicznego progu kilogramowego?

Najbardziej wkurzające jest to, kiedy uświadamiasz sobie, że bardzo zmieniłaś swoje życie, a twój organizm nie za wiele sobie z tego robi. Dwa razy w tygodniu zumba, lepsze odżywianie, więcej ruchu, spacerów, więcej picia płynów, a efekty, jak dla mnie mizerne. Oczywiście, żeby nie było … bardzo, ale to bardzo się cieszę z tego co już osiągnęłam, ale nie jestem w 100% zadowolona, a to powoduje u mnie coraz większą frustrację i chęć rzucenia tego wszystkiego w cholerę.

Nie chcę się poddawać, bo mam silną motywację, ale jest mi ciężko, serio. Piszę o tym, bo zdaje sobie z tego sprawę, że takie momenty przychodzą w życiu każdej osoby walczącej z nadmierną ilością wody lub tłuszczu w organiźmie (albo jednego i drugiego, czyli kłaniam się JA :))) Obiecałam sobie, że zacisnę zęby i będę szła do przodu, choćby nie wiem co,ale to bardzo ciężkie i jeszcze wiele pracy i wyrzeczeń przede mną. To chyba najbardziej demotywuje – chęć widzenia efektów od razu, przy jak najmniejszym wysiłku. Stąd pewnie zwątpienie i zniechęcenie. 

Dlatego, motywujmy się razem! Jeśli komuś jest źle, piszcie do mnie nawet prywatne wiadomości, a może wspólna rozmowa, wykrzyczenie, ponarzekanie, da efekty bardzo pozytywne? Moją terapią jest ten wpis. Chcę, żeby każdy wiedział, że te chwile mogą dopaść nas w każdej chwili, ale grunt to znaleźć w sobie siłę, żeby dalej walczyć. 

Ja, pomimo wielkiej awersji do wszystkiego co FIT (tylko dzisiaj mam nadzieję), zaczęłam wczoraj 30-dniowe wyzwanie z Mel B, może to mi pomoże? :))

Buziaki i dobrej nocy! :)

NIE PODDAJEMY SIĘ!!