Główny wróg – JA – jak się nie odchudzać

Siedzę przy winku, po dietetycznej obiadokolacji i mogłoby się wydawać, że lepszego wieczoru nie można sobie wymarzyć…I pewnie tak jest, ale jednak ciągle z tyłu czymś się martwię, coś nie daje mi spokoju. I wiem co to jest – złość na samą siebie. W poprzednim poście pisałam, jak bardzo jestem zmotywowana do pracy nad sobą, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym, a dzisiejszego wieczoru jakby to wszystko wzięło w łeb.

Kiedy robiłam sałatkę, byłam tak zła, że krzyczałam na wszystko co chodziło w moim domu. Oberwał Marcin, kot i pies, tak naprawdę tylko za to, że MI SIĘ NIE CHCE. Inaczej – moja jedna część mówi: DZIAŁAJ, NIE PODDAWAJ SIĘ, ale ta druga, chyba silniejsza – olej to, przecież trzymanie diety i ćwiczenia są na chwilę, przestaniesz z jakiegoś powodu i efekt jojo znowu wróci, jak za każdym razem. To okropne uczucie, nie opuszcza mnie od wczoraj. Pomimo tego, że byłam aż dwa razy na siłowni i wcale się nie obijałam, przestałam odczuwać satysfkację z tego, że to robię. Nie powinno tak być, nie po 3 tygodniach. Nie wiem po kim odziedziczyłam skłonności do szybkiego poddawania, ale na pewno pod tym wzgledem nie podziękuję za to rodzicom. :))

Nie opuszcza mnie poczucie bezradności … dlaczego inne koleżanki, mogą jeść ile im się podoba, wcale nie są super aktywne, a wyglądają jak dla mnie idealnie. Nie chcę wyglądać jak modelka, nie o to w tym wszystkim chodzi. Chce czuć się pewnie. Idąc ulicą, będąc na plaży, nie chce zakrywać sie szerokimi ubraniami albo pareo, żeby tylko ukryć ten pieprzony fałd. I tak oto wracamy do punktu wyjścia – co z tego, ze schudnę, jak zacznę jeść normalnie i znowu będę ważyła tyle ile waże.

Jedno jest pewne, moje główne problemy z wagą zaczęły się w momencie chodzenia do Naturhouse (odradzam dziewczyny!). Suplementy, które chłoniecie działają tylko na chwilę, nieprawdą jest, ze efekt jest stały. Nie dajcie się nabrać, ja to zrobiłam i dwa razy (wiem jestem idiotką) przejechałam się na tym dość konkretnie.

Moja historia z odchudzaniem rozpoczęła się w 2013 roku, wówczas ważyłam 63kg (co uważałam za wielką wagę?!) i dzięki magicznej mocy suplementów i oczywiście diecie, schudłam do 52 kg i ciągle mi było mało. I nawet to szło (jak mi się wtedy wydawało) w dobrą stronę, ale śmierć Dziadka i kilka innych wydarzeń z początku 2014 roku spowodowało, że dieta i wizyty w Naturhouse skończyły się i tym samym moja idealna waga. Efekt jojo był przerażający – z 52kg doszłam do 74 … w ciągu roku. Diety internetowe, bieganie, nie dawały efektów, a ślub zbliżał się wielkimi krokami .. więc co zrobiłam, powrót do tego samego co wcześniej – chwilowy sukces i kolejne przybranie na wadze, na szczęście póki co zatrzymałam się na początkowej, ale nie wiem co będzie dalej, jeśli znowu się nie zmotywuje do treningów z moją najlepszą Agnieszką. Owszem chodzę na siłownię, ale bez tej wewnętrznej siły, która była razem ze mną jeszcze tydzień temu.

Może ktoś wspólnie ze mną zechcę się motywować, a będzie Nam łatwiej?

Czekam na Wasze sygnały…:)

Ponizej przesyłam zdjęcie, którego może nie powinnam publikować, ale to brutalna prawda, z którą trzeba się zmierzyć, nawet na blogu. ;)

16295533_10206408715695204_344747897_n

Zacznij od psychiki …

W moim życiu ostatnio naprawdę wiele się dzieje. Zarówno wiele rzeczy pozytywnych, jak i tych troszkę mniej. Można powiedzieć – proza życia. Jeśli z jednej strony jest dobrze to z drugiej musi być gorzej. Nie o tym jednak ten wpis. 

Dzisiaj post dotyczyć będzie mojej przemiany. Zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Od miesiąca chodzę znowu do dietetyka. Część z moich bliskich popiera mnie w tym, część jest nastawiona dość chłodno, ale to z mojego powodu. Swoją przygodę z tym specjalistą zaczynam już trzeci raz, dlatego można mi w tej kwestii nie ufać. :) Tym razem – chce osiągnąć swój cel (jaki nie zdradzę), ale widoczny dla innych. Po kilku wizytach i stosowaniu diety zaczęłam w końcu zauważać efekty. Nie są one diametralne, ale są. I to właśnie zmotywowało mnie do lekkiej modyfikacji mojej garderoby. Wiadomo – bez szaleństw! Zawsze to jednak coś. 

12767852_10204305499556115_1009045286_o

Do tego jednak była potrzebna zmiana psychiczna. Noszenie czarnych spodni, szerokich bluzek (oczywiście ciemnych) nie jest receptą na sukces. Uświadomiłam sobie to w końcu i nie boje się już bardziej pstrokatych spodni czy też krótkich spódniczek. Nie mam idealnej figury, ale powoli zaczynam czuć się dobrze w takiej skórze, jaką mam. I to jest mój ogromny sukces. Fajnie, że kilogramy powoli lecą w dół, ale dotarło do mnie, że to nie jest najważniejsze. Podstawą jest zmiana psychiki i tego, aby zacząć kochać samą siebie CAŁĄ, a nie tylko w kawałkach! ;)

I wiecie co … KOCHAM SIEBIE! Dąże cały czas do perfekcji, ale już dzisiaj jestem szczęśliwa, taka jaka jestem! :)

 

Biegiem przez życie?

dbam-o-siebie.com.pl

Nowy miesiąc, nowy wpis … tak strasznie mi wstyd, że ostatnio was zaniedbałam. Tak naprawdę, zaniedbałam nie tylko was, ale i siebie. Uświadomiłam sobie, że w nadmiarze obowiązków i ciągłej gonitwy – znowu zapomniałam o własnym JA. O swoich planach, marzeniach, a przede wszystkim o obietnicach, które składałam sobie jakiś czas temu. Miałam wprowadzić wielkie zmiany w odżywianiu, w ubiorze, makijażu itd, itd., a co z tego wyszło? Niewiele. Bloga też zaniedbałam…Czas się zatrzymać….

Ale skłamałabym, że całkiem. :) Zaczęłam biegać, taaak. W końcu leniwa Ania wybrała się z odpowiednią motywatorką -> Olą (:*), muzyką i aplikacją ENDOMONDO w podróże po najbliższej okolicy. I to nie samochodem, ale na nogach. Nie z prędkością 1 km/h, ale nawet momentami 10 km/h. Na razie moja faza trwa 3 dni, jutro czwarty, ale już teraz jestem z siebie dumna. Małymi kroczkami, ale do przodu. Musiałam chyba w sobie znaleźć w końcu siłę na to, żeby wstać i iść przez życie dalej, cokolwiek by mi dawało. Nie obiecuję już, że będę pisać regularnie, bo znowu może mi coś wypaść, mogę nie mieć weny, a nie chcę was okłamywać. Mogę jedynie obiecać, że będę się starała jak tylko się da – regularnie zamieszczać swoje przemyślenia. :)

Mam nadzieję, że dacie mi kolejną szansę i tym razem was nie zawiodę! :) Bo już wiem na pewno, że nie ma co biec przez życie, ale warto czasami zwolnić tempa i zauważyć coś, co można było przegapić w pędzie cudzych spraw naokoło. 

Dobranoc!

Czas zmian! :)

Według psychologów, kiedy złoży się obietnicę publicznie dużo trudniej ją złamać, więc łapię się tej deski ratunku. W końcu trzeba wziąć się za siebie. Nie szukać wymówek, odkładać na następny tydzień, ale należy działać tu i teraz!

Taki też mam zamiar. Nigdy nie ukrywałam, że od dzieciństwa mam problemy z sylwetką, kilka tygodni niezdrowego jedzenia i już po mnie wszystko widać. Nieregularny tryb życia, szybkie przekąski, totalny brak ruchu – spowodowały, że w ciągu 2 lat „troszkę” mi się przybrało. Przez długi czas udawałam, że mnie to nie rusza, śmiałam się z tego i tak w sumie jest. Nie będę przecież płakać. :) Szkoda łez na rzeczy, które da się przecież zmienić. Tryb życia to nie jest coś wrodzonego, ale nabytego, więc? Skoro przypałętał się do Nas, a my mu na to pozwoliliśmy to teraz równie dobrze możemy go grzecznie wyprosić. Ja mam taki zamiar. Za grzeczna i za miła byłam dla niego przez ostatnie dwa lata. ;)

Po pierwsze:

RUCH, RUCH i jeszcze raz RUCH. Nie tylko będę chodzić na spacerki, ale w końcu zapisałam się na ZUMBĘ, na którą miałam chodzić ponad rok temu. Po drugie, mimo tego, że nie rozumiem idei wf-u na studiach II stopnia – to jednak, cieszę się, bo przynajmniej zmotywuję się do aktywności fizycznej.

Po drugie:

REGULARNE POSIŁKI. Od razu uprzedzam, to nie jest takie proste. Szczególnie, kiedy jest się na uczelni/ w pracy wcale nie jest łatwo zjadać 5 posiłków dziennie. Natomiast, starać się zawsze można. Ja przez ostatni czas po prostu to „olałam” – nie bierzcie tutaj ze mnie przykładu. :) Chce dojść do 5 posiłków dziennie, ale zaczynam powolutku od 3.

Po trzecie:

WARZYWA I OWOCE. Ojj, ja jestem totalnym niejadkiem w tej kwestii. Jak zjem owoc to albo potrzebuję sporej dawki witaminy C (wtedy jem mandarynki) albo zostaje wręcz zmuszona przez otoczenie. Pamiętajcie, że owoce to naturalne cukry i dzięki nim ogranicza się „parcie” na słodkości. Warzywa dostarczają masy witamin, które w okresie zimowo-wiosennym naprawdę się przydadzą. :)

Po czwarte: 

NIE DLA SUPLEMENTÓW I TABLETEK! Miałam z nimi swoją przygodę i faktycznie wrażenie było piorunujące – 3 miesiące i 10 kg mniej, ale efekt jojo był jeszcze wspanialszy. :)) Podkreślam – jedynie je odstawiłam, jadłam dalej według zaleceń, ale to nic nie dało. 

Po piąte:

WSPARCIE. Ten punkt w sumie powinien być jako pierwszy. Kiedy ma się odpowiednią motywację + wsparcie najbliższych można osiągnąć o wiele, wiele więcej niż w pojedynkę. Nie zgrywajcie chojraków i dajcie sobie pomóc. :)

Wierząc ślepo w mądrość psychologów:

OBIECUJĘ DZIAŁAĆ, ZMIENIĆ SWÓJ TRYB ŻYCIA, ŻEBY DOJŚĆ SO SYLWETKI Z 2013 ROKU !

1185218_4666184071075_63360715_n

P.S.

Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć… :)