Rocznicowo i zaręczynowo jednocześnie :)

10882251_10202209746003586_7224173938724182720_n

Dzisiaj mija dokładnie 4 lata od kiedy jestem z tym moim „dziadygą” i dlatego postanowiłam, że wpis będzie poświęcony bardzo ważnemu wydarzeniu, które miało miejsce kilka dni temu. :) Dla stałych czytelników staje się jasne o czym on  będzie … ZARĘCZYNY. ;)

TEN dzień zaczął się dość zwyczajnie, nic nie zapowiadało, że to będzie akurat DZISIAJ. Gdzieś tam w sercu czułam, że te wydarzenie wkrótce nastąpi, ale i tak było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie będę Was zanudzała opisem całego dnia, bo troszkę sekretów też muszę mieć, ale o najważniejszym momencie nie omieszkam NIE wspomnieć. ;)

Pojechaliśmy do Ustronia – totalny spontan, ale to jest w tym wszystkim najfajniejsze. Jak się potem okazało, miał mnie zabrać do Wisły (spędziliśmy tam Sylwestra i to był bardzo dla Nas ważny wyjazd :* ) i oświadczyć mi się właśnie w tym miejscu, ale oczywiście JA musiałam mu troszkę pokrzyżować te plany swoją upartością. :P No nieważne – taka już jestem.

W każdym razie – jesteśmy w tym Ustroniu, spacerujemy sobie po alejce wzdłuż Wisły (ja prywatnie to miejsce nazywam sobie Parkiem Chopina – analogicznie do gliwickiego :)) i nagle zatrzymujemy się przy ławce, na której podczas Naszego pierwszego wspólnego wyjazdu wyryliśmy na niej swoje inicjały. Z racji tego, że było na niej dużo śniegu, zaczęło to być dla mnie co najmniej dziwne, ale nie dałam nic po sobie poznać. Nagle słyszę: Aniu, zanim stąd odejdziemy chciałbym Ci coś powiedzieć (….) Reszty nie pamiętam, bo zobaczyłam jak z kieszeni wyłania się czerwone serduszko … Nawet nie wiem, kiedy klęknął i zapytał się mnie czy zostanę jego żoną, bo kazałam mu jak najszybciej wstać, bo inni ludzie się na Nas patrzyli (a ja strasznie nie lubię takich sytuacji), zgodziłam się na wszystko i pośpiesznie SAMA założyłam sobie ten piękny pierścionek. :D Jak zawsze musiałam najbardziej romantyczną chwilę troszkę popsuć, ale podobno to u mnie urocze! Następne kilka minut (a może i godzin ?!) byłam jak w amoku, totalnie nie ogarniałam tego co się dzieje i dopiero wieczorem kiedy siadłam na swoim łóżku, popatrzyłam na moją prawą rękę, powiedziałam sobie w duchu: I tak oto stałam się narzeczoną, a on narzeczonym. :) 

Historia pewnie jak wiele innych, ale dla mnie najbardziej wyjątkowa i najważniejsza w całym Naszym dotychczasowym wspólnym byciu i życiu! :)

Trzymajcie za Nas kciuki, bo wbrew pozorom, wiele musimy jeszcze przetrwać, żeby móc w pełni się sobą cieszyć! :)

P.S.

Przesyłam kilka zdjęć z Ustronia i Wisły, które udało mi się zrobić akurat w tym roku. ;) I dołączę wyprawkę do Niemiec dla uciekiniera z okazji rocznicy. ;)

DSC_0090DSC_0089DSC_0090 DSC_009110915264_10202259507447591_1531049483099639817_nDSC_0127

Się zadziało …. :)

IMG_20141128_214834

Jak pewnie zauważyliście przez ostatnie kilka dni troszkę zamilkłam na blogu i FB, ale mam nadzieję, że mam COŚ na swoje usprawiedliwienie … ;)

Przez ostatnie kilka dni wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu i musiałam troszkę pobyć w tym realnym świecie. W sumie stało się coś bardzo ważnego. Mogę siebie nazywać narzeczoną. Dziwne to troszkę, ale fajne. :) Kilka osób zarzuciło mi, że jakoś mało się cieszę, ale to całkowita nieprawda! Bardzo się cieszę, ale nie chcę mówić o tym ciągle na głos, bo boje się, że ktoś zły to usłyszy i zechce mi to zabrać. Wtedy byłabym baaaaaaaaaaaaaaaardzo zła. 

Kurde to naprawdę się stało (ciągle nie dowierzam :P) …. po prawie 4 latach dostałam wymarzony pierścionek, usłyszałam wspaniałe słowa i niby nic się nie zmieniło, ale jednak … WSZYSTKO. Mam wrażenie, że dorosłam. Nie chodzi o to, że byłam dzieckiem, bo chyba aż tak źle ze mną nie było, ale w głębi serca stałam się bardziej dojrzała. Zaczęłam więcej rzeczy kalkulować, a nie tylko kierować się marzeniami. Dostrzegłam, że teraz zaczyna się już proza życia. Tak naprawdę. Fajnie jest studiować, spotykać się z przyjaciółmi, ale trzeba w końcu wziąć się za siebie i myśleć co będzie dalej. Powiem Wam szczerze, że w momencie, kiedy padło słynne zdanie z ust mojego Marcina: Czy zostaniesz moją żoną?ogarnęła mnie panika, w mojej głowie pojawiły się pytania: Jak to? Już? Teraz? Przecież ja mam 22 lata … Długo jednak się nie zastanawiałam, kazałam mu szybko wstać i powiedziałam z pełną świadomością TAK. :) Kiedy myślę o tym dorosłym życiu, to wiecie co? Nie boje się. Będzie raz łatwiej raz trudniej, ale jakoś to będzie. :) W końcu jesteśmy „zaklepani” dla siebie … :)

P.S. 

O samych oświadczynach, które mi się przydarzyły też wkrótce napiszę, ale póki co muszę się nacieszyć moim narzeczonym, bo ucieka mi na miesiąc w delegację do Niemiec. :( Sami rozumiecie … :)

IMG_20150214_212730