Powrót, powrót, powrót …

Dobra, nie ma żadnego tłumaczenie. Zawaliłam i tyle. Przepraszam.

W moim życiu przez ostatnie kilka miesięcy naprawdę wiele się działo. Zwroty akcji, czasami bardzo ważne decyzję. Problemy zdrowotne i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy spowodowało, że przestałam tu zaglądać. Wracam już (poraz nie wiem który), ale postaram się tym razem na stałe.

Zacznę od tego co u mnie … studia, przyjaciele, a no właśnie. Ten ostatni wątek chciałabym poruszyć w tej notce. Kiedyś pisałam o tym, że przyjaźni nie da się tak do końca zdefiniować. Pomyliłam się. Ostatnie wydarzenia w moim życiu (a o nich trochę później) spowodowały, że zaczynam wyraźnie widzieć, komu na mnie zależy, a komu jestem tylko potrzebna. Najlepsze jest to, że ludzie myślą, że ja tego nie widzę czy nie chcę widzieć. A prawda jest zupełnie inna. Po prostu czekam na ten moment, kiedy sami wpadną we własne sidła. Sidła egoizmu. Brzydzę się tym tak cholernie. Dlaczego tak wielu osobom wydaje się, że wiedzą lepiej co jest dla mnie lepsze? Czyżby chodziło o ich własne cele i plany, które mogą nieco ulec modyfikacji przez pewne zmiany w moim życiu? Chyba tak, a nawet na pewno.

Ale ja się nie dam, wiecie? To jest moje życie i mogę i przede wszystkim chcę je przeżyć po SWOJEMU, a nie po TWOJEMU. ;-)

Troszkę gorzki ten wpis, jak na początek, ale potrzebowałam takiego katharis…

Buziaki dla tych PRAWDZIWYCH!

Piosenka idealna:


Współczesna przyjaźń

Zastanawialiście się czym jest tak naprawdę przyjaźń? Ja, przez wiele lat myślałam, że ta definicja nie jest mi w życiu do niczego potrzebna, bo przecież wiem to najlepiej. Ostatnio jednak, przemyślenia same zaprzątnęły mi głowę. Czy w dzisiejszych czasach nie za bardzo szastamy tym określeniem? Nie jest tak przypadkiem, że ludzie, którzy uchodzą za PRZYJACIÓŁ w rzeczywistości są po prostu znajomymi? I to w dodatku wcale nieżyczliwymi? 

Ostatni czas w moim życiu pokazał mi, kto jest naprawdę, a kto był na niby. Dowiedziałam się, na kogo w każdej sytuacji mogę polegać, kto faktycznie cieszy się z moich sukcesów, kto przejmuje się tym, czy jestem smutna czy radosna. I ten życiowy egzamin wypadał całkiem dobrze. :) Fakt, faktem największe zaskoczenie przyszło z zupełnie niespodziewanej strony, ale tak to w życiu bywa. :) Wiele osób zarzuca mi, że dałam sobie wejść ludziom na głowę – i tak pewnie jest, ale w 90% przypadków tego w ogóle nie żałuję! :) A wiecie dlaczego? Bo w chwilach próby, ja też mogłam im zdrowo na tę łepetynkę wtargnąć! :) Przyjaźń właśnie na tym polega. Wiadomo, nie chodzi o przesadę, ale o zdrowy rozsądek ze wszystkim. Bardzo często zdarza się tak, że próbujemy na siłę się z kimś przyjaźnić, czy to ze strachu, że zostaniemy sami czy dlatego, że ktoś jest według nas fajny … ale to się mija z celem. Ktoś kto żeruje na nas, a w momencie naszej potyczki odwraca się tyłkiem, jest gówno wart. Zapamiętajcie to! Nigdy nie udawajcie kogoś kim nie jesteście, nie sypcie słodkich słów do kogoś, tylko, żeby się przypodobać. Nie róbcie niczego wbrew sobie. Żyjcie tak, jak chcecie. Podejmujcie decyzję w zgodzie z własnym sobą, a nie z innymi. Wielu ludzi udaje bardzo życzliwych, tylko po to, aby patrzeć na to, jak wyłożymy się na pierwszym zakręcie. Weźcie to za przestrogę kogoś, kto przechodzi wewnętrzną i (mam nadzieję) zewnętrzną metamorfozę swojego dotychczasowego życia. :)

Ja mam wspaniałych przyjaciół, przez wielkie P! Nie oddam ich za nic w świecie! Ci, wiedzą o kim piszę, wymienianie ich z imion jest zupełnie niepotrzebne! :) 

Dobranoc! :)

blogspot

Plum … !

Uff … przez ostatnie kilka dni troszkę zaniedbałam bloga, ale już spieszę, aby wszystko ponadrabiać! :)

Jak mieliście okazję ostatnio czytać, w sobotę miałam mega kryzys spowodowany moją rodziną. Nic w tym temacie się nie zmieniło, może jedynie tyle, że staram się mieć coraz bardziej na to „wyjechane”. Dziękuję wszystkim za komentarze, które dodały mi otuchy! ;*

Ostatnie dni to jednak nie tylko rozterki negatywne. Myślałam także co zrobić ze ślubem, pamiętacie jak pytałam się o wasze zdanie, czy istnieje idealny moment na taką uroczystość? W sumie wszyscy jednym głosem powiedzieli, że NIE i najważniejsze jest to co my z Marcinem do siebie czujemy. Biłam się z myślami wiele dni tak naprawdę, ale ostatnio nastąpił jakiś przełom. Po rozmowach z przyjaciółmi, z Wami (!) i przede wszystkim z Marcinem, podjęliśmy decyzję. Wiadomym jest, że wiele zależy także od innych czynników, ale …. robimy wszystko, aby udało nam się zrealizować cel, jakim jest ślub w lato przyszłego roku. :)

Są momenty, kiedy ogarnia mnie straszny strach, za chwilę jestem podekscytowana i tak w kółko. Mam jednak nadzieję, że się uda i wszyscy będą zadowoleni. :) Ta decyzja to w sumie przede wszystkim wynik upartości Marcina, bo nie chciał mi popuścić kolejnego roku, haha. :) Także trzymajcie za nas kciuki, maile się piszą, telefony dzwonią, także jest co robić … :)

Dziękuje raz jeszcze wszystkim z tego miejsca, którzy są i pomagają mi we wszystkim! ;)

11043240_1552237235054375_4664315831886788433_n

Marzenia małe i duże

Są takie momenty w życiu, kiedy jesteś bardzo nabuzowana/-y energią, aby robić tysiąc rzeczy na minutę. Zdobywać szczyty, nowe znajomości, odwiedzać nowe miejsca, robić zupełnie prekursorskie rzeczy … I nagle przychodzi moment zwątpienia. Przecież to bezsensu, robię to źle itd....takie teksty przewijają Nam się przez głowę. Niestety nie jest mi to obce. Jestem z natury osobą, która ma wielkie chęci, motywacje i różnie bywa z ich realizacją. Zamykam oczy i przenoszę się w ten inny świat. Słuchawki na uszach, a przed oczami widzę plażę, morze, czasami ślub, pełno romantycznych scen i inne moje marzenia. Jest ich cała masa, ale ciągle brakowało mi sił, aby zacząć coś w ich kierunku robić. Dlaczego? Przede wszystkim paraliżował mnie strach. Bałam się braku akceptacji, być może rozczarowania. 

Podobnie było z tym blogiem. Wczoraj, kiedy ogłosiłam na moim profilu na FB, że prowadzę bloga, podając dodatkowo link do niego, nie czułam strachu wręcz byłam bardzo pozytywnie do tego nastawiona. Gdy obudziłam się rano moje podejście było zupełnie odwrotne od stanu z wieczora. Zaczęłam się zastanawiać czy się nie ośmieszę, jak inni będą na mnie patrzeć. Biłam się z myślami, aż do 19:00. W pewnym momencie poczułam nawet zażenowanie tym, że pokazuje się z tej strony moim znajomym. Dziwne, co nie? Szczególnie, że do tej pory nie miałam prawa odczuć jakiejś niechęci z ich strony. Wręcz przeciwnie – ludzie są zaskoczeni, ale czuję, że są w tym moim przedsięwzięciu razem ze mną! :) Przynajmniej część. :) Myśląc o tym przez cały dzień doszłam do kolejnego wniosku. Nie warto nigdy dać się sparaliżować temu okropnemu uczuciu jakim jest strach. W żadnej sytuacji życiowej – nawet czasami tej najgorszej. Człowiek w momencie, kiedy podporządkuje się lękowi nie jest w stanie robić nawet najprostszych rzeczy w życiu, a co dopiero spełniać marzeń, walczyć o swoje życie itp. 

Każdy z Nas ma kontrolę nad swoim życiem. Owszem, Bóg, los czy jakikolwiek inny czynnik (w zależności co w kto wierzy) ma w nim swój udział, ale to my jesteśmy kowalami swojego losu. Nawet organizm człowieka w momencie utraty tej kontroli, sam fizjologicznie się poddaje. Nie warto czekać na to, jak się sama nadarzy okazja. Jeśli my nie będziemy chcieli jej stworzyć, ona sama nie przyjdzie. 

Jeśli macie swoje plany/marzenia realizujcie je. Nawet jeśli niektóre z nich wydają się głupie albo wręcz nierealne. Spróbujcie. To przecież nic nie kosztuje. Może być tak, że faktycznie się nie uda wcale, ale nie będziecie mieli przeświadczenia, że nie spróbowaliście. To bardziej boli, uwierzcie mi. W każdym aspekcie życia. :) Wiem co mówię.

Marzeń Wam nikt nie ukradnie, nikt też nie zrealizuje ich za Was.

P.S.

Ja, oczywiście jeśli tylko mogę to z chęcią Wam w czymś pomogę. :) Możecie śmiało pisać do mnie wiadomości na FB albo na maila. 

Trzymajcie się cieplutko, a ja idę walczyć z zapaleniem krtani! :*

Tutaj link do fanpage na FB:


https://www.facebook.com/loveblueeyeann?fref=ts

demotywery.pl