Jak objąć stery własnego życia?

Zastanawiacie się pewnie, kiedy powiedzieć „dość”, zabrać manatki ze swojego dotychczasowego życia i po prostu odejść? Przecież denerwuje mnie wszystko i wszyscy wokoło. Czy ja naprawdę jestem szczęśliwa w moim związku, pracy, miejscu w którym żyje? Uważajcie – kiedy takie pytania przychodzą wam do głowy to jedno jest pewne – odpowiedź. Nie, nie jesteście szczęśliwi. Zawsze, kiedy pojawiają się wątpliwości oznacza to, że dzieje się coś złego. Kwestią jest, czy dotrze to do was od razu czy później, czasami o dużo za późno.

Z mojego doświadczenia wiem, że można zacząć zmienianie swojego życia od złej strony, ale mimo to – warto. Przede wszystkim należy zacząć od siebie. Zrobić sobie bilans. Odpowiedzieć na pytania: Czego ja tak naprawdę oczekuje? Czego chcę? Z czym jest mi źle? Co chcę zmienić? Wydaje się to banalne, ale właśnie – najprostsze pytania są najtrudniejsze do odpowiedzi.

Musicie słuchać swojego serca, rozumu. Nie mamy, taty, siostry, brata czy znajomych. Każdy człowiek ma inne podejście do życia, inaczej widzi i rozumie pewne rzeczy. Dla jednej osoby, najlepszym rozwiązaniem np. będzie to, żebyś zmienił mieszkanie, bo czujesz się źle w swojej okolicy, a dla drugiej – wystarczy przemeblowanie, aby czuć się dobrze. To Ty, tylko i wyłącznie musisz uświadomić sobie co CIEBIE uszczęśliwi, a nie wszystkich dookoła. Wielu ludzi ma „mądre” rady, tylko dlatego, że stoją z boku i wszystko wydaje im się czarno lub białe. Sami wiemy, że żadna sytuacja życiowa nie jest taka, ma różne odcienie szarości i innych kolorów. Nie twierdzę, że chcą źle dla ciebie, wręcz przeciwnie. Oni po prostu nie wiedzą wszystkiego. Tylko TY znasz całą sytuację od podszewki.

Dlatego proszę – jeśli czujecie, że w waszym życiu jest coś nie tak, najpierw porządnie zastanówcie się czego od niego oczekujecie. Bardzo łatwo zrobić krok od którego nie będzie już odwrotu, ale pamiętajcie – stojąc w miejscu niczego nie osiągnięcie, a na pewno nie będzie to satysfakcja ani szczęście. Ruch w każdą stronę jest dobry, pod jednym warunkiem, że go naprawdę chcecie. :)

To właśnie jest moja recepta na rozpoczęcie rejsu mojego Życia…:)

W ostatnim czasie, nic mnie tak nie odpręża jak prowadzenie samochodu. My second/first home...❤️ #driver #polishgirl #skoda #octavia #1.9tdi #happy #motorway #home #smile #silesia #wdrodze

W ostatnim czasie, nic mnie tak nie odpręża jak prowadzenie samochodu. My second/first home…❤️ #driver #polishgirl #skoda #octavia #1.9tdi #happy #motorway #home #smile #silesia #wdrodze

Zaciskająca się pętla

Są takie momenty w życiu, kiedy wszystko co planowałaś, marzyłaś wzięło w łeb. U mnie zaczęło się to w kwietniu i trwa po dziś. Powoli nawet przestaje wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej. Gram z jedną najtrudniejszych ról w życiu – uśmiecham się, kiedy w środku wszystkie moje wnętrzności krzyczą i płaczą ze złości. Kiedy moja mama i przyjaciele zadają mi pytanie: Czy wszystko w porządku? Mam ochotę rozpłakać się jak gówniara i zamknąć się w czterech ścianach.

Pogubiłam się jak małe dziecko. Każdy krok prowadzi donikąd. Im dalej brnę, niby do przodu, tym czuje jak zaciskam kolejne pętle na swojej szyi. Uciekam od problemów, starając się żyć z dnia na dzień, ale to nie jest rozwiązanie. Mój grafik dzienny wypełniony jest po brzegi, tylko po to, żeby jak najmniej myśleć. Przez to uświadomiłam sobie, że moje Życie stało się zupełnie puste. Wśród masy ludzi, która mnie otacza, masy rzeczy, które robię każdego dnia, jestem jakby za przezroczystą ścianą, która powoduje, że wszystko dzieje się wokół mnie, a ja nad tym nie panuje.

Nie życzę nikomu takiego uczucia. Ta autodestrukcja powoli zaczyna prowadzić w bardzo złą stronę…

P.S.

Ten post pisałam tydzień – to najlepsze świadectwo tego, że kiedy psychicznie człowiek się poddaje, nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a co dopiero pracować.

Piosenka na dziś:



7 rzeczy których nie wiecie o sobie …

Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam w kinie. W końcu nadrabiam stracony czas. Od początku roku byłam w nim chyba 5 razy i powiem wam, że wkręcam się w to na nowo. Ostatni raz tak często byłam tam, kiedy pracowałam na obsłudze widza w moim rodzinnym mieście. W ciągu tych prau razy obejrzałam same polskie produkcje: Planetę Singlii (dwa razy), Pitbulla oraz 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach. Kolejność nie jest przypadkowa.

Pierwszy z wymienionych filmów podniósł pozostałym naprawdę bardzo wysoko poprzeczkę. Świetne dialogi, pokazanie show-biznesu, jak dla mnie sztrzał w dziesiątke! Zdążyłam się popłakać zarówno ze śmiechu, jak i wzruszenia. To chyba jest najważniejsze w tego typu produkcjach.

Ptibull - typowo męskie kino. Mnie nie urzekło. Jak dla mnie jednyną mocną stroną tej produkcji były…no właśnie – obcinane palce? Sama nie wiem. Bardzo naciągany film. Odniosłam wrażenie, że twórcy myślą, że jeśli pokażą rozkładające się zwłoki, obcięte palce i mnóstwo krwi – film okaże się hitem. Jak dla mnie – zdecydowanie nim nie jest. 

Jednak dzisiaj chciałabym zatrzymać się troszkę dłużej przy ostatnim z filmów. 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach. Spodziewałam się czegoś więcej, ale film jak dla mnie jest naprawdę OK. Historia siedmiu facetów, których łączy jedynie siłownia i pod koniec kobieta…:) Jednak nie o tym chcę napisać. Film pomimo tego, że jest przeciętny, dał mi wiele do myślenia. Dlatego – polecam go z całego serca. Pomimo tego, że jest to film o mężczyznach to ja znalazłam tam cząstke siebie. Tak bardzo uświadomiłam sobie, że wbrew pozorom wszyscy ludzie są do siebie bardzo podobni. Każdy z nas boryka się z podobnymi rozterkami, problemami. Jednak, każdemu wydaje się, że jest w tym wszystkim sam. Uważamy, że najgorsze spotyka zawsze nas, nikogo innego. Boimy się przyznawać do swoich obaw, błędów. Słuchamy ludzi, którzy bardzo często mówią coś na „odwal się”, byleby cokolwiek powiedzieć, a my ślepo za tym podążamy i bardzo często ponosimy klęskę, za którą nikt nie chce brać odpowiedzialności. 

Moje przesłanie na dziś jest takie: Mówcie co wam leży na sercu, nie bójcie się mówić prawdy. Każdy z nas błądzi, ma swoje lęki i dziwactwa. Najważniejsze jednak jest to, żeby stanąć oko w oko z samym sobą i rozliczyć się ze wszystkiego. Pamiętajcie – nikt nie ma prawa nas oceniać, możemy zrobić to tylko my sami. 

Miarka się przebrała!

Dziś jest ten dzień, kiedy Zuzka ma ochotę zabić wszystkich i wszystko co rusza się wkoło niej. I nie, nie ma żadnego PMS-u ani nic z tych rzeczy, jest najzwyczajniej w świecie wkurzona! Każdy, którego spotkała na swojej drodze musiał dołożyć jej po swoje trzy grosze. Zacznijmy od mamy.

Krystyna, bo tak zwą jej mamę uważa, że jej córka to wieczna nieudaczniczka. Za gruba, za leniwa, mało ją szanująca i generalnie jeden wielki niewypał. Oczywiście, kiedy ma przypływy miłości nie szczędzi Zuzie telefonów typu: Kocham Cię moja mała córeczko, co robisz Kochanie, martwię się itd. itd. Generalnie jaka pogoda taki humor Krystyny. Nie zmienia to jednak faktu, że dzisiaj rano, kiedy wyjątkowo miała wolny dzień od pracy, obudził ją telefon od mamusi. Uwaga … poznała nowego faceta (a! Dodajmy, że zakochuje się srednio co trzy miesiące) i stwierdziła, że wprowadzi się do niej po dwóch tygodniach znajomości. Oczywiście to wielka miłość i facet 20 lat od niej młodszy na pewno również to uczucie odwzajemnia, bo przecież willa pod miastem, odziedziczona po trzecim mężu, woła z daleka: Kochaj mnie! Ech, na argumenty Zuzy, poraz kolejny matka zaregowała słowami: Zazdrościsz mi! Bo ja w wieku 60 lat mam takie powodzenie, że szok, a Ty ledwo przy sobie trzymasz tego swojego biednego narzeczonego. Przecież on tylko czeka, kiedy nadarzy się okazja, by spieprzyć, gdzie pieprz rośnie! A tu mamusia ma rację. Z pieprzeniem Zuza ma niewiele wspólnego. Nie raz jest jej to wypominane, kiedy zamawia do domu jedzenie, zamiast ugotować coś samej. Więc pewnie w końcu F. ucieknie do krainy pieprzu i soli długowłosej blondyny albo brunetki. 

Kolejny telefon = kolejna katastrofa. Zadzwonił wcześniej wspomniany wspaniały narzeczony, że uwaga…wyjeżdża! Nie na miesiąc, nie na trzy, ale na pół roku. Obiecał jej kiedyś, że nie będzie czekał z takimi wiadomościami do powrotu z pracy, więc tą wspaniałą informację przekazał jej już o 11:00. Spokojnie, będzie wracał raz w miesiącu na tydzień! Wow! Już nie mogę się doczekać! Kolejnym argumentem przemawiającym za tym, ze ten wyjazd to wielka szansa dla NICH, to miejsce – Francja, a dokładniej Nicea. No żyć nie umierać! Szkoda tylko, że dla niego. :) Wybrała życie z architektem, więc niewiele miała w tej materii do gadania. Ale dzięki jego podróżom mieli wspaniałe wyjazdy na wakacje …. Byli w Monaco, Paryżu, Mediolanie, a nawet w Pekinie. Podziwiali wszelkie budynki zaprojektowane przez firmę F&L. Piętro po piętrze, pokój po pokoju….Ech, cóż to były za widoki! Oczywiście w trakcie takich wyjazdów trzeba spotkać się ze starymi znajomymi, więc Zuza poczciwie potakiwała i uśmiechała się do jeszcze większych buców biznesowych niż Filip i udawała, że wykłady o nowych technologiach zastosowanych w budynkach na terenach sejsmicznych są interesujące i jak najbardziej zrozumiałe dla przeciętnego szaraka. Tak mijały 3 dni i trzeba było wracać do Polski, bo kolejne projekty wzywały. No, przepraszam w Pekinie Zuza spędziła 6 dni! Łącznie z podróżą. :) Nie zmieniało to faktu, że kochała tego buca na zabój…

Trzecia informacja, która normalnie wzniozłaby ją pod niebosa to … wiadomość o ślubie jej najlepszej przyjaciółki. Super…skacze z radości! Ale tylko przez chwilę…STOP! Ona jest z facetem dwa lata i poważnie wzięli się za organizację wesele, a ona … jest z Filipem – 7 lat, 3 lata narzeczeństwa i kolejny rok w rozjeździe. Brzmi bombowo. Jak tak dalej pójdzie, wyjdzie za mąż w wieku, kiedy Krystyna wychodziła za trzeciego.

Godzina 20:30 – czas najwyższy, aby Zuza położyła się spać i uciekła przed spojrzeniem narzeczonego, kiedy wróci w końcu do domu. Nie chce pokazywać, jak bardzo jest dzisiaj słaba.

Dobranoc.

pinger

Współczesna przyjaźń

Zastanawialiście się czym jest tak naprawdę przyjaźń? Ja, przez wiele lat myślałam, że ta definicja nie jest mi w życiu do niczego potrzebna, bo przecież wiem to najlepiej. Ostatnio jednak, przemyślenia same zaprzątnęły mi głowę. Czy w dzisiejszych czasach nie za bardzo szastamy tym określeniem? Nie jest tak przypadkiem, że ludzie, którzy uchodzą za PRZYJACIÓŁ w rzeczywistości są po prostu znajomymi? I to w dodatku wcale nieżyczliwymi? 

Ostatni czas w moim życiu pokazał mi, kto jest naprawdę, a kto był na niby. Dowiedziałam się, na kogo w każdej sytuacji mogę polegać, kto faktycznie cieszy się z moich sukcesów, kto przejmuje się tym, czy jestem smutna czy radosna. I ten życiowy egzamin wypadał całkiem dobrze. :) Fakt, faktem największe zaskoczenie przyszło z zupełnie niespodziewanej strony, ale tak to w życiu bywa. :) Wiele osób zarzuca mi, że dałam sobie wejść ludziom na głowę – i tak pewnie jest, ale w 90% przypadków tego w ogóle nie żałuję! :) A wiecie dlaczego? Bo w chwilach próby, ja też mogłam im zdrowo na tę łepetynkę wtargnąć! :) Przyjaźń właśnie na tym polega. Wiadomo, nie chodzi o przesadę, ale o zdrowy rozsądek ze wszystkim. Bardzo często zdarza się tak, że próbujemy na siłę się z kimś przyjaźnić, czy to ze strachu, że zostaniemy sami czy dlatego, że ktoś jest według nas fajny … ale to się mija z celem. Ktoś kto żeruje na nas, a w momencie naszej potyczki odwraca się tyłkiem, jest gówno wart. Zapamiętajcie to! Nigdy nie udawajcie kogoś kim nie jesteście, nie sypcie słodkich słów do kogoś, tylko, żeby się przypodobać. Nie róbcie niczego wbrew sobie. Żyjcie tak, jak chcecie. Podejmujcie decyzję w zgodzie z własnym sobą, a nie z innymi. Wielu ludzi udaje bardzo życzliwych, tylko po to, aby patrzeć na to, jak wyłożymy się na pierwszym zakręcie. Weźcie to za przestrogę kogoś, kto przechodzi wewnętrzną i (mam nadzieję) zewnętrzną metamorfozę swojego dotychczasowego życia. :)

Ja mam wspaniałych przyjaciół, przez wielkie P! Nie oddam ich za nic w świecie! Ci, wiedzą o kim piszę, wymienianie ich z imion jest zupełnie niepotrzebne! :) 

Dobranoc! :)

blogspot

Biegiem przez życie?

dbam-o-siebie.com.pl

Nowy miesiąc, nowy wpis … tak strasznie mi wstyd, że ostatnio was zaniedbałam. Tak naprawdę, zaniedbałam nie tylko was, ale i siebie. Uświadomiłam sobie, że w nadmiarze obowiązków i ciągłej gonitwy – znowu zapomniałam o własnym JA. O swoich planach, marzeniach, a przede wszystkim o obietnicach, które składałam sobie jakiś czas temu. Miałam wprowadzić wielkie zmiany w odżywianiu, w ubiorze, makijażu itd, itd., a co z tego wyszło? Niewiele. Bloga też zaniedbałam…Czas się zatrzymać….

Ale skłamałabym, że całkiem. :) Zaczęłam biegać, taaak. W końcu leniwa Ania wybrała się z odpowiednią motywatorką -> Olą (:*), muzyką i aplikacją ENDOMONDO w podróże po najbliższej okolicy. I to nie samochodem, ale na nogach. Nie z prędkością 1 km/h, ale nawet momentami 10 km/h. Na razie moja faza trwa 3 dni, jutro czwarty, ale już teraz jestem z siebie dumna. Małymi kroczkami, ale do przodu. Musiałam chyba w sobie znaleźć w końcu siłę na to, żeby wstać i iść przez życie dalej, cokolwiek by mi dawało. Nie obiecuję już, że będę pisać regularnie, bo znowu może mi coś wypaść, mogę nie mieć weny, a nie chcę was okłamywać. Mogę jedynie obiecać, że będę się starała jak tylko się da – regularnie zamieszczać swoje przemyślenia. :)

Mam nadzieję, że dacie mi kolejną szansę i tym razem was nie zawiodę! :) Bo już wiem na pewno, że nie ma co biec przez życie, ale warto czasami zwolnić tempa i zauważyć coś, co można było przegapić w pędzie cudzych spraw naokoło. 

Dobranoc!

Niedosyt poświąteczny

szminkanakszuli.blog.onet.pl

Święta, święta i po świętach, a po nich jak zawsze niedosyt. :) Oczywiście nie chodzi o kwestie żywieniowe, bo z tym akurat problem dotyczy zupełnie przeciwnej sytuacji, ale dlaczego one tak szybko mijają? Wbrew pozorom i przyjętym opiniom, naprawdę lubię takie okresy w ciągu roku. Wtedy wszystko płynie wolniej. Ludzie mają więcej czasu dla bliskich, dla samych siebie. To jest wspaniałe uczucie, kiedy można wybrać się z mężem/narzeczonym, siostrą, rodzicami czy najlepszą przyjaciółką na kawę, wycieczkę za miasto – bez głosów z tyłu głowy Zrób jeszcze to, to i to ….Każdy wtedy ma prawo powiedzieć STOP. :)

Moje Święta przeminęły jak z wiatrem. Pierwszy dzień – wizyta w domu Marcina, po drodze awantury z mamą – nic nowego. Drugi dzień, jak dla mnie bardzo przełomowy. Wizyta u babci połączona z jej 79. urodzinami i konfrontacja z najbliższą rodziną … Pozytywna oczywiście. ;) Bałam się, co powiedzą na nasze przyszłoroczne plany, ale mega mi ulżyło, kiedy każdy się uśmiechnął i poparł w pełni ten pomysł. :) Naprawdę poczułam się w ten dzień wyjątkowo, pomimo tego, że z drugą częścią rodziny, nie mam praktycznie żadnego kontaktu, ta część „tatowa” nadrabia wszystkim! :)

A dlaczego niedosyt?

Te święta były dla mnie huśtawką nastrojów – z jednej strony byłam uśmiechnięta od ucha do ucha, by za chwile płakać jak małe dziecko. Strasznie brakuje mi porozumienia między najbliższymi. Nie będę tu nikogo wymieniać z imienia i nazwiska, ale prawda jest taka, że uświadamiam sobie, przy każdym nadarzającym się spotkaniu, że moje relacje z niektórymi osobami, nigdy nie będą dobre. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zarówno z mojej strony, jak i drugiej nie ma nawet najmniejszych chęci, żeby to zmienić. Myślałam, że okres Świąt coś zmieni … pff, tutaj jest pies pogrzebany. Przeceniłam ten czas. Przeceniłam wszystko. Troszkę to wszystko mnie przeraża, bo jednak będziemy skazani na siebie (raczej :P) na długi czas, a porozumienia, które kiedyś było – po dziś brak. 

„To jest od kilku miesięcy mój ogromny niedosyt po(przed)świąteczny.” 

Jeśli macie podobne sytuacje, piszcie do mnie – może uda nam się stworzyć swego rodzaju nić porozumienia między ludźmi? :)

Trzymajcie się wiosennie! :)

Zwątpienia = marzenia

md_DSC_2427

Przesilenie wiosenne dopada i mnie. Nie umiem kompletnie zmotywować się do działania. Miałam systematycznie przygotowywać się na zajęcia, uczyć się porządnie, nie po łebkach, zapisać się do dietetyka itd., itd., a co z tego wyszło? Jedno wielkie NIC.

Po całym weekendzie w szkole, nie marze o niczym innym, jak o świętach, o tym, żeby oderwać się od tego wszystkiego i odpocząć. Nie chodzi o zmęczenie fizyczne, bo jeszcze z tym daję radę, ale psychiczne. Czuje się wypalona. Coraz częściej w moich myślach, pojawia się wizja, która od kilku lat powraca do mnie jak bumerang. Francja. Zakochałam się w tym kraju w 2010 roku, kiedy pierwszy raz w życiu miałam okazję tam być i od tamtej pory, kiedy jest mi ciężko tu gdzie jestem, uruchamia mi się pamięć wsteczna i ląduje w Cannes. Swoje trzy grosze ma także Ania z fashionable.com, która przypomniała mi soundtrack z Amelii. ;)

Ostatnio z tego marzenia zwierzyłam się Marcinowi. Byłam w szoku, kiedy podzielił moje zdanie, że super opcją byłoby tam kiedyś wyjechać, nie tylko na wakacje, ale na stałe. Oczywiście póki co, to mrzonki i nic więcej, ponieważ nasz francuski jest równy zeru, ale kiedy czuje się totalnie słaba psychicznie, na samą myśl o tym moje serce się raduje. Nie stać mnie na wycieczki tam i z powrotem, ale pamięć i wspomnienia w takich momentach, jak ostatnio idealnie się przydają. :)

Pielęgnujcie swoje wspomnienia i marzenia … nawet, jeśli wiecie, że są one póki co zupełnie nierealne do spełnienia, nie dajcie im odejść w zapomnienie. Ja nimi żyję i małymi kroczkami, staram się wdrożyć je w życie. Ostatnie kilka dni to same momenty zwątpienia we wszystko, ale nie poddam się tak łatwo. :) W związku z tym, w czasie przerwy świątecznej na studiach, biorę się za szukanie w miarę tanich wakacji nad Lazurowym… :) 

Żyje się raz i nie warto odkładać pewnych rzeczy na później. Do przeprowadzki jeszcze baaaaaaardzo długa droga, ale do wakacji mam nadzieję ciut krótsza. :) 

W kolejnym wpisie postaram się Wam zaserwować kilka zdjęć z moich wakacji z 2010 roku, będziecie wtedy mieli okazję sami się przekonać, jak tam jest pięknie. :) 

Trzymajcie się i nie dajcie!! :)

Klamka zapadła

m.edziecko.pl

Są momenty w życiu, kiedy nagle wszystko staje się jasne. Twoje wahania, wątpliwości uciekają w zapomnienie i dostajesz jasny przekaz, jaką masz podjąć decyzję. Ja, dzisiaj mam dokładnie taki dzień, a w sumie to wieczór.

Zaczęło się niewinnie. Spór o pierdołę, ale skończyło się jak zawsze. Z tego wszystkiego wsiadłam w samochód, wzięłam psa pod pachę i pojechałam po prostu gdzieś odreagować. Pochodziłam, troszkę przewietrzyłam w małej miejscowości obok Gliwic i jest lepiej. Minimalnie. Podjęłam też bardzo ważną decyzję – wyprowadzka musi nastąpić jak najszybciej. Niestety, nie potrafię już funkcjonować z moją mamą pod jednym dachem. Nie wiem, czy to przez różnicę wieku, mój/ jej charakter, ale od pewnego czasu co chwilę jest coś nie tak. Nie będę opisywać o co są te kłótnie ( a w sumie bardziej wyrzuty, jaka to jestem zła i beznadziejna), ale mam tego dość. Mam jeszcze inne problemy, stresuje się nimi, a jeszcze Ona mi dokłada. To się musi skończyć. 

Rano, miałam znowu wątpliwości czy ślub za rok i przeprowadzka do końca 2015 roku jest dobrą decyzją. Teraz wiem, że jest najlepszą, jaką mogę w tym momencie podjąć. Czas odciąć pępowinę, zacząć żyć na odległość, bo inaczej się po prostu nie da … 

Tak jak kiedyś napisałam na moim profilu na FB:

Mieszkanie z rodzicami po 20-tce powinno być surowo zabronione!

Nowy dzień kobiet

Dzień kobiet – święto uważane za wytwór ustroju komunistycznego, kojarzące się przede wszystkim z czerwonymi goździkami … Nic z tych rzeczy. W obecnych czasach samo podejście do kobiety, do jej roli w życiu społecznym jest zupełnie inne od tego, które istniało nawet do końca lat 90. ubiegłego wieku. Zmieniły się Nasze potrzeby, styl życia czy atrybuty. :)

Uświadamiam sobie to każdego dnia, ale ostatnio szczególnie. Postanowiłam więc stworzyć listę 5 według mnie trafionych prezentów dla „nowej kobiety”. :) Nie ukrywam, że pomogłyście mi moje kochane kobitki na FB za co Wam z całego serducha dziękuję! ;)

1. Karnet SPA/Strefa Wellnes

Wydawać by się mogło, że to coś oklepanego … Jednak nie do końca. Wiele się o tym mówi, ale szczerze nie znam ani jednej kobiety, która otrzymałaby taki prezent od swojego mężczyzny. Wiem – na własnym przykładzie – że żadna z Nas nie pogardziłaby chwilą relaksu, odpoczynku, zrobienia czegoś dla swojego ciała. Każda z Nas ma przecież trochę z księżniczki! ;)

slicznespa.pl

2. Wycieczka tylko ON i ONA

Gdziekolwiek – za miasto, w góry, nad morze (jeśli macie blisko), a wystarczy nawet poszwędać się po Waszym miejscu zamieszkania i poodkrywać w nim nowe horyzonty. ;) To wiele nie kosztuje, a na pewno Wasza kobitka to doceni. Dla Nas ważne jest to, żebyście byli przy Nas, spędzili z Nami jak najwięcej czasu. :) Nic więcej do szczęścia nie potrzeba w taki dzień. :)

jaaacie.pinger.pl

3. Bilety na koncert/ do teatru/kina

Generalnie chodzi o to, żeby dziewczyna poczuła, że znasz jej potrzeby, wiesz co lubi. :) Jeśli kupisz nawet zwykły bilet do kina, ale na film o którym ona od dawna marzyła, żeby go zobaczyć – to gwarantuję sukces murowany. :) Jeszcze lepiej – jeśli to film który w ogóle Cię nie kręci, kiedy kupisz dwa bilety i dodasz, że drugi jest dla jej przyjaciółki. :) Podobnie jest zresztą z pozostałymi wyjściami – teatr, opera, koncert, kabaret – jeśli wiesz, że to lubi to leć kup ten bilet! ;)

dramatyczny.pl

4. Zestaw kosmetyków

Nawet, jeśli nie znacie dokładnych marek, które lubi Wasza kobieta nie oznacza, że jesteście straceni. :) Wystarczy, podczas wizyty u niej w domu, zakraść się do łazienki i troszkę poszperać w jej kosmetykach. Dodatkowo, jeśli nie macie już takiej możliwości, w większości drogerii są konsultantki, które tylko czekają, żeby Wam pomóc w wyborze. :) Nie bójcie się takich rzeczy! :) Może być to zestaw kremów, akcesoriów do makijażu albo po prostu jej ulubiony perfum. :) Tylko BŁAGAM …. nigdy nie kupujcie jej kremów przeciwzmarszczkowych …. wtedy wojna murowana (wiem co mówię ;D)!

bi.gazeta.pl

5. Słodycze

Koniecznie w dużych ilościach! :) Nawet, jeśli skrupulatnie dbacie o linię swojej kobiety, w ten jeden, jedyny dzień sprawcie jej taką słodką przyjemność! :) Kwesta podania tych słodkości … to już Wasza inwencja twórcza! :)

koszeiprezenty.com.pl

Tyle ode mnie – wiem, że pewnie ktoś może mi zarzucić, że te propozycje to nic nadzwyczajnego … ale nie chodzi o to CO i za ILE kobieta dostanie, liczy się dla niej to, że pamiętacie, że jesteście przy niej w ten dzień. Nie zapominajcie o tym, że magię tworzą ludzie, a nie przedmioty. :) Równie pięknie będzie, jeśli kupicie jednego tulipana, ale będzie od od serca! :)