ZUMBA i egoizm – co ich łączy?

www.b-fit.pl

Nie do końca byłam przekonana, kiedy słyszałam opinie, że aktywność fizyczna pomaga ludziom się otworzyć, poprawić humory itd. Jednak od kiedy zaczęłam co tydzień systematycznie chodzić na ZUMBĘ to widzę, że w tych opiniach jest wiele prawdy. :)

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek to powiem, ale od pewnego czasu kocham poniedziałki! Nie dlatego, że mam wolne od uczelni (chociaż nie powiem to też jest ważne:)), ale przede wszystkim dlatego, że o 17:00 wyłączam się dla wszystkich i wszystkiego i mam tę godzinę tylko i wyłącznie dla siebie. Pomimo tego, że jest wokół mnie kilkanaście innych kobiet to czuję, że wtedy nic ani nikt mnie nie ogranicza…;) To jest wspaniałe uczucie! 

W ZUMBIE, bo o niej piszę nie liczą się umiejętności, ale chęć do ćwiczeń, dystans do siebie i satysfakcja z tego, że opanowało się kolejny krok. Ja, z każdym kolejnym spotkaniem z tym rodzajem sportu coraz bardziej to czuję i rozumiem. :) 

Wychodzę potem na dwór, gdzie pogoda jeszcze płata niezłego figla, ale mam to gdzieś. :) Idę spokojnie do samochodu, padnięta, ale jak bardzo uśmiechnięta i wracam do domu. Owszem, tu już nie ma czasu na siebie, jest czas na kupę innych obowiązków, JA zaciera się nieodwracalnie, ale tylko na tydzień … :) 

Kobitki, ale i mężczyźni znajdźcie w swoim kalendarzu chociaż godzinkę dla samych siebie w ciągu tygodnia. Każdy tego potrzebuje – zwolnić troszkę bieg (chociaż przy ZUMBIE nie bardzo da radę się zatrzymać :D), pomyśleć tylko i wyłącznie o sobie, stać się takim zdrowym egoistą. Zrobi to Wam nie tylko dobrze na ciało, ale umysł też to doceni. Jeśli złapiecie bakcyla (a ja powoli chyba go łapię) będziecie starali się wygospodarować coraz więcej czasu na swoją aktywność i zarażać nią innych. 

WYCHODZIĆ ZZA BIUREK, KSIĄŻEK I KOMPUTERÓW I MARSZ ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE!

Nie raz, nie dwa, ale systematycznie…:) Dopiero wtedy poczujecie, że żyjecie. :)

P.S.

Przesyłam też kilka piosenek na zachętę z moich zajęć. ;) Pewnie Was zaskoczą, ale ZUMBA to nie tylko kubańskie rytmy. :D

Przedterminowe dylematy

plener-slubny-kasprowy-wierch-3

Dostałam od Was kilka wiadomości, kiedy pojawią się jakieś wpisy przedślubne z mojej strony, ale spokojnie jeszcze przyjdzie (mam nadzieję :D) ten czas. :) Jednak dzisiaj chciałam się Was poradzić. Zaczęłam mieć sama mętlik w głowie, kiedy najlepiej brać taki ślub? Czy w ogóle istnieje coś takiego, jak „właściwy czas”?

Te pytania, nieustannie od kilku dni mi towarzyszą i naprawdę nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Byłam przekonana, że kiedy się czuje, że to jest TO i TEN człowiek to po prostu się to robi i tyle. Jednak, jak się okazało to wcale nie jest takie proste. Wyznaczenie daty ślubu zaczęło mi (Nam) sprawiać coraz większe kłopoty. Z jednej strony chciałoby się JUŻ, TERAZ, ale z drugiej … głosy wątpliwości dochodzą do Nas z otoczenia, rozsądek także jest trochę sceptyczny. 

Miotam(y) się jak zwierzęta w klatce i nie bardzo wiemy w którą stronę pójść. Czy lepiej jeszcze poczekać kilka lat, czy może lepiej iść za ciosem i od razu ruszyć z przygotowaniami? 

Pierwsza kwestia – kasa, kasa, kasa. Nie chodzi tylko o sam ślub, ale przede wszystkim na załatwienie kwestii mieszkania. Bez tego ani rusz, a żyć na czyjejś łasce od początku wspólnego życia? No, nie bardzo.

Druga kwestia – opinie bliskich. Delikatnie staram się podpytać czy to przyjaciół czy znajomych, a przede wszystkim rodzinę i co słyszę? Pół na pół. Jedni uważają, że odpowiednią datą jest 2016, inni, że mamy poczekać do bliżej nieokreślonej przyszłości.

Trzecia kwestia – brak czasu na ewentualne załatwianie spraw przedślubnych (a czytając ile tego wszystkiego jest, robi mi się słabo i ciepło jednocześnie:))). Dodatkowo Marcin wyjechał teraz na miesiąc, więc zostaje z tym wszystkim sama.

Te trzy zagadnienia, robią mi wodę z mózgu i przestaje sama wiedzieć czego chcę, a to nie za dobrze, prawda? Może to głupie, że proszę Was o opinie (szczere!), ale chyba potrzebuje jeszcze bodźców z zewnątrz, żeby odpowiedzieć sobie na 100%, czy jest coś takiego jak WŁAŚCIWY czas na ślub? 

Pozdrawiam Was cieplutko i z góry dziękuję za każde słowo! 

Egoizm, egoizm, egoizm i jeszcze raz zas**** egoizm.

Ech … zima rozpanoszyła się za oknem, a moja produktywność przez to spada. Jedyne co uwielbiam w takim czasie to widoki, którymi mogę się delektować bez końca. :) Ciepła czekolada, świeczki, dobry film i taka aura to dobry wieczór gwarantowany. Spacery też są piękne, ale mój jeszcze niepewny stan zdrowia każe mi jednak ich unikać.

Przedwczoraj miałam okazję oglądać świetny film - Za jakie grzechy dobry BożeNie będę zdradzać całej fabuły,bo pewnie nikt wtedy go nie obejrzy, ale ogólny zarys jest jak najbardziej wskazany. :)

Zamożna rodzina we Francji: rodzice i 4 dorosłe córki. Każda z nich wybiera sobie męża, delikatnie rzecz mówiąc: nie w ich stylu. ;) Jeden ciemnoskóry, drugi Muzułmanin, trzeci Żyd a czwarty to Chińczyk. Cały film to perypetie i zmagania się rodziców ze swoimi uprzedzeniami – na prawdę polecam! :) Humor wysublimowany i wszystko ma swój szyk i styl, jak przystało na Francję.

Mnie natomiast ten film otworzył oczy na coś zupełnie innego. Mianowicie na relację międzyludzkie. Ostatni czas, pokazuje mi, jak bardzo mogą być one dzikie, fałszywe, trudne … Dlaczego? Nie wiem. Nie rozumiem tego, dlaczego siostra z bratem nie potrafią żyć w zgodzie, czemu teściowa z zięciem czy synową się nie dogadują. Dla mnie to jest chore. Przecież rodzina jest po to, żeby się wspierać,aby w trudnych chwilach być razem. Nie po to, żeby wbijać sobie noże w plecy.Podobnie zresztą jest w pseudo przyjaźniach. Niby wszyscy się lubią, szanują, deklarują pomoc, kiedy będzie Ci źle. Nagle jednak …. pstryk i tak jesteś sam.

Czemu ludzi są takimi egoistami? … Nie twierdzę, że zdrowy egoizm jest zły, ba! Nawet powiem, że jest bardzo dobry. Jednak bez przesady. Własne dobro zazwyczaj stawia się na 1. miejscu i OK, nie mam nic do tego. Natomiast wykorzystywanie innych przy tym, hola, hola! STOP! Tak się nie robi. Jeśli już popełni się jakiś błąd to trzeba mieć odwagę spojrzeć drugiej stronie w oczy, porozmawiać i wyrzucić to z siebie – nie wysługiwać się osobą trzecią. W dodatku niszczyć ją przy okazji. Tak się nie da żyć.

Ja od wczoraj wymiękam. Mam dość udawania, dość sztucznych uśmiechów, pseudo znajomości. Nie chce tak. Dłużej tak nie mogę.

Wiem, że ten wpis jest baardzo chaotyczny, ale takie też są moje myśli. Nie ogarniam ludzi, nie rozumiem ich. Oczywiście, są wyjątki za które z serca dziękuję, ale jednak spora część … Na tym zakończę.

Musiałam gdzieś to napisać/powiedzieć, żeby było mi choć troszkę lepiej. Może ktoś się domyśli o kim mówię? Może się zastanowi nad swoim zachowaniem? Dobrze by było.

Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowego egoizmu każdemu po trochę! :)

HYnso1-460x287