Na burcie Łodzi – kajuta 1. :)

onet

Miasto w środkowej Polsce o nazwie powszechnie znanej i używanej, niczym niewyróżniające się z tłumu … takie zdanie wypowie pewnie wielu z was, w tym także ja- ale do ostatniej soboty. Wydawało mi się, że jest to miasto, jak każde inne. Pofabryczne, troszkę brudne, z masą molochów i nic więcej. Ojj, nawet nie wiecie jak bardzo się pomyliłam. Owszem bloków z czasów PRL-u wcale tam nie brakuje, ale na pierwszy plan wysuwają się przepiękne kamienice. Część z nich jest przed remontem, natomiast duży odsetek już dziś imponuje wyglądem. Dowiedziałam się, że Łódź wspólnie z UE planuje odremontować 100 wybranych kamieniczek jeszcze w najbliższym czasie. Koniecznie muszę się wtedy tam wybrać i ocenić postępy prac! :)

Jednak nie tylko kamieniczki robią ogromne wrażenie. Pomimo tego, że jest to drugie miasto co do wielkości w Polsce, mieszka tam masa ludzi, stoi pełno biurowców i większość ulic to sam beton…oczy przykuwa ZIELEŃ. Gdzie się nie obejrzysz: to park, skwerek, ładnie zadbany trawnik … w samym sercu miasta można uciec od zgiełku…nie przesadzam! :) Na Śląsku tego jednak ciągle brakuje …

Po trzecie … wiecie o tym, że woda z łódzkich kranów jest najzdrowszą w Polsce? Ha! Zaskoczeni? Bo ja byłam bardzo. Wiele badań przeprowadzonych na niej, udowadnia to bez większego problemu. ;)

Ulica Piotrkowska … byłam przekonana, że będzie to jedna z wielu uliczek w centrum dużego miasta, oklejona banerami, banki będą stały jeden obok drugiego, ścisk i nic więcej. Tu także zaskoczenie. Po pierwsze, ciągnie się ona przez 4 km…przeszłam całą! :) Jest szeroka, zadbana, czysta … owszem, banki także są, ale nie brakuje sklepów, mnóstwa knajpek, klubów. A Nam udało się nawet załapać na darmową akcję coca-coli i za darmo dostaliśmy puszki z własnym nadrukiem + butelkę szklanej coli na wynos. :) Tak Łódź nas postanowiła ugościć. Nie powiem … największą ilość knajpek stanowią propozycję tureckiego kebaba ( nie wiem skąd takie upodobanie :D), ale to absolutnie nie przeszkadza! :)

Kolejną rzeczą, która urzeka to CZYSTOŚĆ. Przeszłam naprawdę sporo kilometrów tego miasta i opinie, że jest to brudne miasto … poszły w niepamięć! Pomimo mojej wielkiej miłości do Gliwic, stwierdzam, że to właśnie one w porównaniu z Łodzią się brudne jak cholera! 

KULTURA – muzea, teatry, pamiątkowe pomniki, tablice … Łódź bije na głowę w tym względzie nawet Warszawę! ( ale o tym troszkę więcej w kolejnym wpisie … pff, kajucie. :)

Tym wpisem chciałam się podzielić z Wami, przede wszystkim dlatego, że Łódź wzbudziła we mnie masę emocji, dlatego taka notka wprowadzająca miała na celu przekazanie wam tego w jak najprostszy sposób. :)

W kolejnych dniach będę odkrywała nowe zakątki Łodzi i udowadniała, że jest to świetne miejsce na wycieczki, a może także na to, żeby zostać tam dłużej …? :)

Początek czy koniec?

W moim życiu, ostatnio wydarzyło się wiele dziwnych, nieprzewidywalnych rzeczy. Nie bardzo wiedziałam, jak to wszystko odebrać. Były momenty płaczu, wręcz lamentu, czasami radości. Czułam się, a właściwie to czuje, że nie panuje nad swoim życiem, że pewne rzeczy dzieją się poza mną. Moje serce nie współgra z rozumem, moje usta podobnie. Mówię to, czego nie chcę, a myślę to, czego nigdy nie powiem. Dlaczego? Bo wiem, że ktoś mógłby mnie źle zrozumieć, zerwać ze mną kontakt, znienawidzić? Tak, chyba dlatego. Miałam być w przyszłym roku szczęśliwą żoną, mieliśmy wiele planów i wspólnych marzeń. Obecnie – to wszystko się rozmyło. Jestem ja i on, osobno. To historia jak wiele innych i pewnie nie było by w niej nic nadzwyczajnego, ale przecież … ona spotkała mnie! Jak to?! Jak dwójka ludzi, która się kocha, może przestać ze sobą współgrać, dosłownie rozjeżdżać się we wspólnym życiu? Tak się zdarza i tłumacze sobie, że jeśli dwie połówki są sobie pisane to prędzej czy później się i tak spotkają. Nie wiem jak będzie w moim życiu, aktualnie nic nie wiem. Nawet nie wiem czy i co czuję. Jestem zawieszona kilka metrów ponad ziemią i nie wiem czy to moment, żeby spaść z hukiem na ziemię czy unieść się jeszcze wyżej, ponad szczyty swoich możliwości? Nie umiem wrócić do samokontroli …

Sesja tak naprawdę już się rozpoczęła. Dzisiaj jedno kolokwium, w weekend dwa egzaminy, a ja jestem w totalnej rozsypce. Nie mam na to weny, siły, ochoty … bo strasznie nie lubię niepewności. A ostatnio żyję w niej pernamentnie. Nie życzę takiego stanu nikomu. To wyniszcza od środka, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Mam nadzieję, że będziecie niemymi świadkami tego, jak w końcu wychodzę z tej niepewności … w dodatku silna.

Od pewnego czasu niniejsze motto, jest dla mnie jedynym drogowskazem na przyszłość:

1370797171_by_AsiaDe_600

Zmiany o 180 stopni

Oj dawno mnie tu nie było, wstyd mi z tego powodu, ale w ciągu tego jednego miesiąca wydarzyło się w moim życiu tyle rzeczy, że sama nie wiem od czego zacząć. Chyba kolejne 40 wpisów będzie relacją z każdego dnia. 

Na samym początku chciałam Was wszystkich przeprosić za moją nieobecność, ale musiałam pewne rzeczy sama w sobie poukładać, podnieść się i iść dalej do przodu. Powoli staram się to robić, małymi kroczkami. Nie jestem już tą samą osobą, co na początku bloga. Nie mam wokół siebie już osób, które były jeszcze niedawno. Wiele się zmieniło. Przede wszystkim to, że muszę na jakiś czas przynajmniej usunąć stąd zakładkę ŚLUB. 

O tym co się stało, może Wam kiedyś napiszę, ale póki co, sama nie wiem jak to wszystko zdefiniować i wyjaśnić … Jedno wiem na pewno … wracam tu pełną parą. Co prawda najbliższe dni to sajgon na uczelni i w szkole policealnej, ale w weekend postaram się wyskrobać (mam nadzieję) optymistyczny wpis, bo wielu z nas tego potrzebuje, a ja chyba w szczególności. 

Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda? :)

68840_3494770746474_893346203_n

Niedosyt poświąteczny

szminkanakszuli.blog.onet.pl

Święta, święta i po świętach, a po nich jak zawsze niedosyt. :) Oczywiście nie chodzi o kwestie żywieniowe, bo z tym akurat problem dotyczy zupełnie przeciwnej sytuacji, ale dlaczego one tak szybko mijają? Wbrew pozorom i przyjętym opiniom, naprawdę lubię takie okresy w ciągu roku. Wtedy wszystko płynie wolniej. Ludzie mają więcej czasu dla bliskich, dla samych siebie. To jest wspaniałe uczucie, kiedy można wybrać się z mężem/narzeczonym, siostrą, rodzicami czy najlepszą przyjaciółką na kawę, wycieczkę za miasto – bez głosów z tyłu głowy Zrób jeszcze to, to i to ….Każdy wtedy ma prawo powiedzieć STOP. :)

Moje Święta przeminęły jak z wiatrem. Pierwszy dzień – wizyta w domu Marcina, po drodze awantury z mamą – nic nowego. Drugi dzień, jak dla mnie bardzo przełomowy. Wizyta u babci połączona z jej 79. urodzinami i konfrontacja z najbliższą rodziną … Pozytywna oczywiście. ;) Bałam się, co powiedzą na nasze przyszłoroczne plany, ale mega mi ulżyło, kiedy każdy się uśmiechnął i poparł w pełni ten pomysł. :) Naprawdę poczułam się w ten dzień wyjątkowo, pomimo tego, że z drugą częścią rodziny, nie mam praktycznie żadnego kontaktu, ta część „tatowa” nadrabia wszystkim! :)

A dlaczego niedosyt?

Te święta były dla mnie huśtawką nastrojów – z jednej strony byłam uśmiechnięta od ucha do ucha, by za chwile płakać jak małe dziecko. Strasznie brakuje mi porozumienia między najbliższymi. Nie będę tu nikogo wymieniać z imienia i nazwiska, ale prawda jest taka, że uświadamiam sobie, przy każdym nadarzającym się spotkaniu, że moje relacje z niektórymi osobami, nigdy nie będą dobre. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zarówno z mojej strony, jak i drugiej nie ma nawet najmniejszych chęci, żeby to zmienić. Myślałam, że okres Świąt coś zmieni … pff, tutaj jest pies pogrzebany. Przeceniłam ten czas. Przeceniłam wszystko. Troszkę to wszystko mnie przeraża, bo jednak będziemy skazani na siebie (raczej :P) na długi czas, a porozumienia, które kiedyś było – po dziś brak. 

„To jest od kilku miesięcy mój ogromny niedosyt po(przed)świąteczny.” 

Jeśli macie podobne sytuacje, piszcie do mnie – może uda nam się stworzyć swego rodzaju nić porozumienia między ludźmi? :)

Trzymajcie się wiosennie! :)

Klamka zapadła

m.edziecko.pl

Są momenty w życiu, kiedy nagle wszystko staje się jasne. Twoje wahania, wątpliwości uciekają w zapomnienie i dostajesz jasny przekaz, jaką masz podjąć decyzję. Ja, dzisiaj mam dokładnie taki dzień, a w sumie to wieczór.

Zaczęło się niewinnie. Spór o pierdołę, ale skończyło się jak zawsze. Z tego wszystkiego wsiadłam w samochód, wzięłam psa pod pachę i pojechałam po prostu gdzieś odreagować. Pochodziłam, troszkę przewietrzyłam w małej miejscowości obok Gliwic i jest lepiej. Minimalnie. Podjęłam też bardzo ważną decyzję – wyprowadzka musi nastąpić jak najszybciej. Niestety, nie potrafię już funkcjonować z moją mamą pod jednym dachem. Nie wiem, czy to przez różnicę wieku, mój/ jej charakter, ale od pewnego czasu co chwilę jest coś nie tak. Nie będę opisywać o co są te kłótnie ( a w sumie bardziej wyrzuty, jaka to jestem zła i beznadziejna), ale mam tego dość. Mam jeszcze inne problemy, stresuje się nimi, a jeszcze Ona mi dokłada. To się musi skończyć. 

Rano, miałam znowu wątpliwości czy ślub za rok i przeprowadzka do końca 2015 roku jest dobrą decyzją. Teraz wiem, że jest najlepszą, jaką mogę w tym momencie podjąć. Czas odciąć pępowinę, zacząć żyć na odległość, bo inaczej się po prostu nie da … 

Tak jak kiedyś napisałam na moim profilu na FB:

Mieszkanie z rodzicami po 20-tce powinno być surowo zabronione!

Nowy dzień kobiet

Dzień kobiet – święto uważane za wytwór ustroju komunistycznego, kojarzące się przede wszystkim z czerwonymi goździkami … Nic z tych rzeczy. W obecnych czasach samo podejście do kobiety, do jej roli w życiu społecznym jest zupełnie inne od tego, które istniało nawet do końca lat 90. ubiegłego wieku. Zmieniły się Nasze potrzeby, styl życia czy atrybuty. :)

Uświadamiam sobie to każdego dnia, ale ostatnio szczególnie. Postanowiłam więc stworzyć listę 5 według mnie trafionych prezentów dla „nowej kobiety”. :) Nie ukrywam, że pomogłyście mi moje kochane kobitki na FB za co Wam z całego serducha dziękuję! ;)

1. Karnet SPA/Strefa Wellnes

Wydawać by się mogło, że to coś oklepanego … Jednak nie do końca. Wiele się o tym mówi, ale szczerze nie znam ani jednej kobiety, która otrzymałaby taki prezent od swojego mężczyzny. Wiem – na własnym przykładzie – że żadna z Nas nie pogardziłaby chwilą relaksu, odpoczynku, zrobienia czegoś dla swojego ciała. Każda z Nas ma przecież trochę z księżniczki! ;)

slicznespa.pl

2. Wycieczka tylko ON i ONA

Gdziekolwiek – za miasto, w góry, nad morze (jeśli macie blisko), a wystarczy nawet poszwędać się po Waszym miejscu zamieszkania i poodkrywać w nim nowe horyzonty. ;) To wiele nie kosztuje, a na pewno Wasza kobitka to doceni. Dla Nas ważne jest to, żebyście byli przy Nas, spędzili z Nami jak najwięcej czasu. :) Nic więcej do szczęścia nie potrzeba w taki dzień. :)

jaaacie.pinger.pl

3. Bilety na koncert/ do teatru/kina

Generalnie chodzi o to, żeby dziewczyna poczuła, że znasz jej potrzeby, wiesz co lubi. :) Jeśli kupisz nawet zwykły bilet do kina, ale na film o którym ona od dawna marzyła, żeby go zobaczyć – to gwarantuję sukces murowany. :) Jeszcze lepiej – jeśli to film który w ogóle Cię nie kręci, kiedy kupisz dwa bilety i dodasz, że drugi jest dla jej przyjaciółki. :) Podobnie jest zresztą z pozostałymi wyjściami – teatr, opera, koncert, kabaret – jeśli wiesz, że to lubi to leć kup ten bilet! ;)

dramatyczny.pl

4. Zestaw kosmetyków

Nawet, jeśli nie znacie dokładnych marek, które lubi Wasza kobieta nie oznacza, że jesteście straceni. :) Wystarczy, podczas wizyty u niej w domu, zakraść się do łazienki i troszkę poszperać w jej kosmetykach. Dodatkowo, jeśli nie macie już takiej możliwości, w większości drogerii są konsultantki, które tylko czekają, żeby Wam pomóc w wyborze. :) Nie bójcie się takich rzeczy! :) Może być to zestaw kremów, akcesoriów do makijażu albo po prostu jej ulubiony perfum. :) Tylko BŁAGAM …. nigdy nie kupujcie jej kremów przeciwzmarszczkowych …. wtedy wojna murowana (wiem co mówię ;D)!

bi.gazeta.pl

5. Słodycze

Koniecznie w dużych ilościach! :) Nawet, jeśli skrupulatnie dbacie o linię swojej kobiety, w ten jeden, jedyny dzień sprawcie jej taką słodką przyjemność! :) Kwesta podania tych słodkości … to już Wasza inwencja twórcza! :)

koszeiprezenty.com.pl

Tyle ode mnie – wiem, że pewnie ktoś może mi zarzucić, że te propozycje to nic nadzwyczajnego … ale nie chodzi o to CO i za ILE kobieta dostanie, liczy się dla niej to, że pamiętacie, że jesteście przy niej w ten dzień. Nie zapominajcie o tym, że magię tworzą ludzie, a nie przedmioty. :) Równie pięknie będzie, jeśli kupicie jednego tulipana, ale będzie od od serca! :)

Przedterminowe dylematy

plener-slubny-kasprowy-wierch-3

Dostałam od Was kilka wiadomości, kiedy pojawią się jakieś wpisy przedślubne z mojej strony, ale spokojnie jeszcze przyjdzie (mam nadzieję :D) ten czas. :) Jednak dzisiaj chciałam się Was poradzić. Zaczęłam mieć sama mętlik w głowie, kiedy najlepiej brać taki ślub? Czy w ogóle istnieje coś takiego, jak „właściwy czas”?

Te pytania, nieustannie od kilku dni mi towarzyszą i naprawdę nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Byłam przekonana, że kiedy się czuje, że to jest TO i TEN człowiek to po prostu się to robi i tyle. Jednak, jak się okazało to wcale nie jest takie proste. Wyznaczenie daty ślubu zaczęło mi (Nam) sprawiać coraz większe kłopoty. Z jednej strony chciałoby się JUŻ, TERAZ, ale z drugiej … głosy wątpliwości dochodzą do Nas z otoczenia, rozsądek także jest trochę sceptyczny. 

Miotam(y) się jak zwierzęta w klatce i nie bardzo wiemy w którą stronę pójść. Czy lepiej jeszcze poczekać kilka lat, czy może lepiej iść za ciosem i od razu ruszyć z przygotowaniami? 

Pierwsza kwestia – kasa, kasa, kasa. Nie chodzi tylko o sam ślub, ale przede wszystkim na załatwienie kwestii mieszkania. Bez tego ani rusz, a żyć na czyjejś łasce od początku wspólnego życia? No, nie bardzo.

Druga kwestia – opinie bliskich. Delikatnie staram się podpytać czy to przyjaciół czy znajomych, a przede wszystkim rodzinę i co słyszę? Pół na pół. Jedni uważają, że odpowiednią datą jest 2016, inni, że mamy poczekać do bliżej nieokreślonej przyszłości.

Trzecia kwestia – brak czasu na ewentualne załatwianie spraw przedślubnych (a czytając ile tego wszystkiego jest, robi mi się słabo i ciepło jednocześnie:))). Dodatkowo Marcin wyjechał teraz na miesiąc, więc zostaje z tym wszystkim sama.

Te trzy zagadnienia, robią mi wodę z mózgu i przestaje sama wiedzieć czego chcę, a to nie za dobrze, prawda? Może to głupie, że proszę Was o opinie (szczere!), ale chyba potrzebuje jeszcze bodźców z zewnątrz, żeby odpowiedzieć sobie na 100%, czy jest coś takiego jak WŁAŚCIWY czas na ślub? 

Pozdrawiam Was cieplutko i z góry dziękuję za każde słowo! 

Się zadziało …. :)

IMG_20141128_214834

Jak pewnie zauważyliście przez ostatnie kilka dni troszkę zamilkłam na blogu i FB, ale mam nadzieję, że mam COŚ na swoje usprawiedliwienie … ;)

Przez ostatnie kilka dni wiele rzeczy wydarzyło się w moim życiu i musiałam troszkę pobyć w tym realnym świecie. W sumie stało się coś bardzo ważnego. Mogę siebie nazywać narzeczoną. Dziwne to troszkę, ale fajne. :) Kilka osób zarzuciło mi, że jakoś mało się cieszę, ale to całkowita nieprawda! Bardzo się cieszę, ale nie chcę mówić o tym ciągle na głos, bo boje się, że ktoś zły to usłyszy i zechce mi to zabrać. Wtedy byłabym baaaaaaaaaaaaaaaardzo zła. 

Kurde to naprawdę się stało (ciągle nie dowierzam :P) …. po prawie 4 latach dostałam wymarzony pierścionek, usłyszałam wspaniałe słowa i niby nic się nie zmieniło, ale jednak … WSZYSTKO. Mam wrażenie, że dorosłam. Nie chodzi o to, że byłam dzieckiem, bo chyba aż tak źle ze mną nie było, ale w głębi serca stałam się bardziej dojrzała. Zaczęłam więcej rzeczy kalkulować, a nie tylko kierować się marzeniami. Dostrzegłam, że teraz zaczyna się już proza życia. Tak naprawdę. Fajnie jest studiować, spotykać się z przyjaciółmi, ale trzeba w końcu wziąć się za siebie i myśleć co będzie dalej. Powiem Wam szczerze, że w momencie, kiedy padło słynne zdanie z ust mojego Marcina: Czy zostaniesz moją żoną?ogarnęła mnie panika, w mojej głowie pojawiły się pytania: Jak to? Już? Teraz? Przecież ja mam 22 lata … Długo jednak się nie zastanawiałam, kazałam mu szybko wstać i powiedziałam z pełną świadomością TAK. :) Kiedy myślę o tym dorosłym życiu, to wiecie co? Nie boje się. Będzie raz łatwiej raz trudniej, ale jakoś to będzie. :) W końcu jesteśmy „zaklepani” dla siebie … :)

P.S. 

O samych oświadczynach, które mi się przydarzyły też wkrótce napiszę, ale póki co muszę się nacieszyć moim narzeczonym, bo ucieka mi na miesiąc w delegację do Niemiec. :( Sami rozumiecie … :)

IMG_20150214_212730

Czas zmian! :)

Według psychologów, kiedy złoży się obietnicę publicznie dużo trudniej ją złamać, więc łapię się tej deski ratunku. W końcu trzeba wziąć się za siebie. Nie szukać wymówek, odkładać na następny tydzień, ale należy działać tu i teraz!

Taki też mam zamiar. Nigdy nie ukrywałam, że od dzieciństwa mam problemy z sylwetką, kilka tygodni niezdrowego jedzenia i już po mnie wszystko widać. Nieregularny tryb życia, szybkie przekąski, totalny brak ruchu – spowodowały, że w ciągu 2 lat „troszkę” mi się przybrało. Przez długi czas udawałam, że mnie to nie rusza, śmiałam się z tego i tak w sumie jest. Nie będę przecież płakać. :) Szkoda łez na rzeczy, które da się przecież zmienić. Tryb życia to nie jest coś wrodzonego, ale nabytego, więc? Skoro przypałętał się do Nas, a my mu na to pozwoliliśmy to teraz równie dobrze możemy go grzecznie wyprosić. Ja mam taki zamiar. Za grzeczna i za miła byłam dla niego przez ostatnie dwa lata. ;)

Po pierwsze:

RUCH, RUCH i jeszcze raz RUCH. Nie tylko będę chodzić na spacerki, ale w końcu zapisałam się na ZUMBĘ, na którą miałam chodzić ponad rok temu. Po drugie, mimo tego, że nie rozumiem idei wf-u na studiach II stopnia – to jednak, cieszę się, bo przynajmniej zmotywuję się do aktywności fizycznej.

Po drugie:

REGULARNE POSIŁKI. Od razu uprzedzam, to nie jest takie proste. Szczególnie, kiedy jest się na uczelni/ w pracy wcale nie jest łatwo zjadać 5 posiłków dziennie. Natomiast, starać się zawsze można. Ja przez ostatni czas po prostu to „olałam” – nie bierzcie tutaj ze mnie przykładu. :) Chce dojść do 5 posiłków dziennie, ale zaczynam powolutku od 3.

Po trzecie:

WARZYWA I OWOCE. Ojj, ja jestem totalnym niejadkiem w tej kwestii. Jak zjem owoc to albo potrzebuję sporej dawki witaminy C (wtedy jem mandarynki) albo zostaje wręcz zmuszona przez otoczenie. Pamiętajcie, że owoce to naturalne cukry i dzięki nim ogranicza się „parcie” na słodkości. Warzywa dostarczają masy witamin, które w okresie zimowo-wiosennym naprawdę się przydadzą. :)

Po czwarte: 

NIE DLA SUPLEMENTÓW I TABLETEK! Miałam z nimi swoją przygodę i faktycznie wrażenie było piorunujące – 3 miesiące i 10 kg mniej, ale efekt jojo był jeszcze wspanialszy. :)) Podkreślam – jedynie je odstawiłam, jadłam dalej według zaleceń, ale to nic nie dało. 

Po piąte:

WSPARCIE. Ten punkt w sumie powinien być jako pierwszy. Kiedy ma się odpowiednią motywację + wsparcie najbliższych można osiągnąć o wiele, wiele więcej niż w pojedynkę. Nie zgrywajcie chojraków i dajcie sobie pomóc. :)

Wierząc ślepo w mądrość psychologów:

OBIECUJĘ DZIAŁAĆ, ZMIENIĆ SWÓJ TRYB ŻYCIA, ŻEBY DOJŚĆ SO SYLWETKI Z 2013 ROKU !

1185218_4666184071075_63360715_n

P.S.

Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć… :)

Egoizm, egoizm, egoizm i jeszcze raz zas**** egoizm.

Ech … zima rozpanoszyła się za oknem, a moja produktywność przez to spada. Jedyne co uwielbiam w takim czasie to widoki, którymi mogę się delektować bez końca. :) Ciepła czekolada, świeczki, dobry film i taka aura to dobry wieczór gwarantowany. Spacery też są piękne, ale mój jeszcze niepewny stan zdrowia każe mi jednak ich unikać.

Przedwczoraj miałam okazję oglądać świetny film - Za jakie grzechy dobry BożeNie będę zdradzać całej fabuły,bo pewnie nikt wtedy go nie obejrzy, ale ogólny zarys jest jak najbardziej wskazany. :)

Zamożna rodzina we Francji: rodzice i 4 dorosłe córki. Każda z nich wybiera sobie męża, delikatnie rzecz mówiąc: nie w ich stylu. ;) Jeden ciemnoskóry, drugi Muzułmanin, trzeci Żyd a czwarty to Chińczyk. Cały film to perypetie i zmagania się rodziców ze swoimi uprzedzeniami – na prawdę polecam! :) Humor wysublimowany i wszystko ma swój szyk i styl, jak przystało na Francję.

Mnie natomiast ten film otworzył oczy na coś zupełnie innego. Mianowicie na relację międzyludzkie. Ostatni czas, pokazuje mi, jak bardzo mogą być one dzikie, fałszywe, trudne … Dlaczego? Nie wiem. Nie rozumiem tego, dlaczego siostra z bratem nie potrafią żyć w zgodzie, czemu teściowa z zięciem czy synową się nie dogadują. Dla mnie to jest chore. Przecież rodzina jest po to, żeby się wspierać,aby w trudnych chwilach być razem. Nie po to, żeby wbijać sobie noże w plecy.Podobnie zresztą jest w pseudo przyjaźniach. Niby wszyscy się lubią, szanują, deklarują pomoc, kiedy będzie Ci źle. Nagle jednak …. pstryk i tak jesteś sam.

Czemu ludzi są takimi egoistami? … Nie twierdzę, że zdrowy egoizm jest zły, ba! Nawet powiem, że jest bardzo dobry. Jednak bez przesady. Własne dobro zazwyczaj stawia się na 1. miejscu i OK, nie mam nic do tego. Natomiast wykorzystywanie innych przy tym, hola, hola! STOP! Tak się nie robi. Jeśli już popełni się jakiś błąd to trzeba mieć odwagę spojrzeć drugiej stronie w oczy, porozmawiać i wyrzucić to z siebie – nie wysługiwać się osobą trzecią. W dodatku niszczyć ją przy okazji. Tak się nie da żyć.

Ja od wczoraj wymiękam. Mam dość udawania, dość sztucznych uśmiechów, pseudo znajomości. Nie chce tak. Dłużej tak nie mogę.

Wiem, że ten wpis jest baardzo chaotyczny, ale takie też są moje myśli. Nie ogarniam ludzi, nie rozumiem ich. Oczywiście, są wyjątki za które z serca dziękuję, ale jednak spora część … Na tym zakończę.

Musiałam gdzieś to napisać/powiedzieć, żeby było mi choć troszkę lepiej. Może ktoś się domyśli o kim mówię? Może się zastanowi nad swoim zachowaniem? Dobrze by było.

Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowego egoizmu każdemu po trochę! :)

HYnso1-460x287