Kochany Dziadku …

Jutro w moim życiu bardzo trudny dzień. Czeka mnie rozstanie z moim kochanym Dziadkiem po raz drugi. Jedyne co zostało mi po Nim, to jego ulubiona czapeczka z napisem Ahoi … to takie wymowne. To tak smutne i przytłaczające, że od kilku dni snuje się jak mara. Przez brak porozumienia między rodziną, zostaje z niczym. Czuje, że zawodzę Jego i to powoduje jeszcze większy smutek i żal. Może za mało walczyłam, może nie powinnam tak odpuszczać, ale z zawiścią i zazdrością innych ludzi (własnej rodziny) nie da się walczyć w pojedynkę. 

Ten wpis to swego rodzaju terapia. Przepraszam Cię Dziadku, bo wiem, że to z Góry czytasz i mam nadzieję, że jak się kiedyś spotkamy to jednak będę mogła się do Ciebie przytulić i dostać całusa. Nie pogardziłabym też piosenką: „Mój malusi, kochanusi …” :) Nigdy nie rozumiałam, dlaczego piosenka o mnie, jest rodzaju męskiego, ale to przecież nieistotne. Ważne, że kiedyś rozbiłeś przez to lampę i babcia była bardzo zła. :) 

KOCHAM CIĘ MOCNO i przykro mi, że Twoje dzieci doprowadziły do takiej, a nie innej sytuacji. 

AHOI!

Niedosyt poświąteczny

szminkanakszuli.blog.onet.pl

Święta, święta i po świętach, a po nich jak zawsze niedosyt. :) Oczywiście nie chodzi o kwestie żywieniowe, bo z tym akurat problem dotyczy zupełnie przeciwnej sytuacji, ale dlaczego one tak szybko mijają? Wbrew pozorom i przyjętym opiniom, naprawdę lubię takie okresy w ciągu roku. Wtedy wszystko płynie wolniej. Ludzie mają więcej czasu dla bliskich, dla samych siebie. To jest wspaniałe uczucie, kiedy można wybrać się z mężem/narzeczonym, siostrą, rodzicami czy najlepszą przyjaciółką na kawę, wycieczkę za miasto – bez głosów z tyłu głowy Zrób jeszcze to, to i to ….Każdy wtedy ma prawo powiedzieć STOP. :)

Moje Święta przeminęły jak z wiatrem. Pierwszy dzień – wizyta w domu Marcina, po drodze awantury z mamą – nic nowego. Drugi dzień, jak dla mnie bardzo przełomowy. Wizyta u babci połączona z jej 79. urodzinami i konfrontacja z najbliższą rodziną … Pozytywna oczywiście. ;) Bałam się, co powiedzą na nasze przyszłoroczne plany, ale mega mi ulżyło, kiedy każdy się uśmiechnął i poparł w pełni ten pomysł. :) Naprawdę poczułam się w ten dzień wyjątkowo, pomimo tego, że z drugą częścią rodziny, nie mam praktycznie żadnego kontaktu, ta część „tatowa” nadrabia wszystkim! :)

A dlaczego niedosyt?

Te święta były dla mnie huśtawką nastrojów – z jednej strony byłam uśmiechnięta od ucha do ucha, by za chwile płakać jak małe dziecko. Strasznie brakuje mi porozumienia między najbliższymi. Nie będę tu nikogo wymieniać z imienia i nazwiska, ale prawda jest taka, że uświadamiam sobie, przy każdym nadarzającym się spotkaniu, że moje relacje z niektórymi osobami, nigdy nie będą dobre. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zarówno z mojej strony, jak i drugiej nie ma nawet najmniejszych chęci, żeby to zmienić. Myślałam, że okres Świąt coś zmieni … pff, tutaj jest pies pogrzebany. Przeceniłam ten czas. Przeceniłam wszystko. Troszkę to wszystko mnie przeraża, bo jednak będziemy skazani na siebie (raczej :P) na długi czas, a porozumienia, które kiedyś było – po dziś brak. 

„To jest od kilku miesięcy mój ogromny niedosyt po(przed)świąteczny.” 

Jeśli macie podobne sytuacje, piszcie do mnie – może uda nam się stworzyć swego rodzaju nić porozumienia między ludźmi? :)

Trzymajcie się wiosennie! :)

Zwątpienia = marzenia

md_DSC_2427

Przesilenie wiosenne dopada i mnie. Nie umiem kompletnie zmotywować się do działania. Miałam systematycznie przygotowywać się na zajęcia, uczyć się porządnie, nie po łebkach, zapisać się do dietetyka itd., itd., a co z tego wyszło? Jedno wielkie NIC.

Po całym weekendzie w szkole, nie marze o niczym innym, jak o świętach, o tym, żeby oderwać się od tego wszystkiego i odpocząć. Nie chodzi o zmęczenie fizyczne, bo jeszcze z tym daję radę, ale psychiczne. Czuje się wypalona. Coraz częściej w moich myślach, pojawia się wizja, która od kilku lat powraca do mnie jak bumerang. Francja. Zakochałam się w tym kraju w 2010 roku, kiedy pierwszy raz w życiu miałam okazję tam być i od tamtej pory, kiedy jest mi ciężko tu gdzie jestem, uruchamia mi się pamięć wsteczna i ląduje w Cannes. Swoje trzy grosze ma także Ania z fashionable.com, która przypomniała mi soundtrack z Amelii. ;)

Ostatnio z tego marzenia zwierzyłam się Marcinowi. Byłam w szoku, kiedy podzielił moje zdanie, że super opcją byłoby tam kiedyś wyjechać, nie tylko na wakacje, ale na stałe. Oczywiście póki co, to mrzonki i nic więcej, ponieważ nasz francuski jest równy zeru, ale kiedy czuje się totalnie słaba psychicznie, na samą myśl o tym moje serce się raduje. Nie stać mnie na wycieczki tam i z powrotem, ale pamięć i wspomnienia w takich momentach, jak ostatnio idealnie się przydają. :)

Pielęgnujcie swoje wspomnienia i marzenia … nawet, jeśli wiecie, że są one póki co zupełnie nierealne do spełnienia, nie dajcie im odejść w zapomnienie. Ja nimi żyję i małymi kroczkami, staram się wdrożyć je w życie. Ostatnie kilka dni to same momenty zwątpienia we wszystko, ale nie poddam się tak łatwo. :) W związku z tym, w czasie przerwy świątecznej na studiach, biorę się za szukanie w miarę tanich wakacji nad Lazurowym… :) 

Żyje się raz i nie warto odkładać pewnych rzeczy na później. Do przeprowadzki jeszcze baaaaaaardzo długa droga, ale do wakacji mam nadzieję ciut krótsza. :) 

W kolejnym wpisie postaram się Wam zaserwować kilka zdjęć z moich wakacji z 2010 roku, będziecie wtedy mieli okazję sami się przekonać, jak tam jest pięknie. :) 

Trzymajcie się i nie dajcie!! :)

Czy kiedyś będzie normalnie?

Te pytanie zadaje sobie od dobrych kilku lat i nie potrafię sobie na nie nigdy odpowiedzieć. Inaczej – kiedy wydaje mi się, że ją znalazłam okazuje się jak bardzo byłam w błędzie. Rodzina – według socjologów - najważniejsza, podstawowa grupa społeczna, na której opiera się całe społeczeństwo. Taa … Jeżeli opiera się na mojej to mogę powiedzieć, że świat pędzi to autodestrukcji. Trochę to smutne, ale prawdziwe.

Relacje w rodzinie zawsze należą do bardziej skomplikowanych niż np. między ludźmi w pracy. Tutaj, niby wszyscy się kochają, szanują, pomagają sobie, ale tak naprawdę czekają tylko na moment, w którym twoja noga się podwinie i wyłożysz się jak długi. Nie ma czegoś takiego, jak współpraca. Przynajmniej ja jej jeszcze nie doświadczyłam, bo obrywa mi się z jednej i drugiej strony …. a za co? Bo ktoś musi słuchać. Nie chciałam, żeby mój blog był swego rodzaju wylewaniem swoich problemów, ale miarka się przebrała. Przez długi czas starałam się wszystko dusić w sobie, udawać, że mnie to nie rusza. Tak nie jest. Jestem pomiędzy młotem, a kowadłem, ale nikt tego nie widzi. Najważniejsze dla jednej i drugiej strony jest NIENAWIŚĆ. Nie do mnie (przynajmniej tak deklarują), ale do siebie nawzajem. Moje uczucia i to jak ja w tym wszystkim się czuję jest w ogóle nieważne, bo co? Jestem młoda, małomówna? Dobra dziewczynka do bicia, prawda? :)

Skończyło się. Moja cierpliwość i grzeczne potakiwanie na to co się dzieje. Odcinam się od spadku, od trzech sióstr po 60. ( a w sumie przede wszystkim dwóch – L. i E.), które niszczą mnie każdego dnia. Nie chce mieszkania, dam sobie radę sama. Bez niczyjej pomocy. Będzie trudno, ale nikt nie zarzuci mi, że dostałam coś za darmo albo jeszcze lepiej – ukradłam. Udławcie się tym wszystkim, a mi dajcie święty spokój! 

Wstyd, że dwie DOROSŁE osoby nie potrafią się dogadać, a przy okazji niszczą kogoś kto zawsze był (a przynajmniej starał się być) fair w stosunku do wszystkich. Dzisiaj kolejny wieczór w moim mieszkaniu wygląda jak pobojowisko. Nie chcę tak dłużej, dlatego od dziś mnie nie ma.

Jedyne w tym momencie to pragnę przeprosić Dziadka, że tak to wszystko wygląda, ale tutaj główne „szapoba” do twych córek. 

natala0050.pinger.pl